Paweł Maciąg: Jak podejść cztery lwy?

22 grudnia 2012 18:060 komentarzy

Tytułowe „Cztery Lwy” podejść bardzo łatwo, bo nie chodzi tu o władców sawanny, a niezbyt /delikatnie mówiąc/ rozgarniętych dżihadystów. Natomiast sam film stanowi dość twardy orzech do zgryzienia. Ale po kolei.

Czy w kraju w którym w 2005r.  bomby islamskich fanatyków rozerwały 52 pasażerów metra i autobusu, raniąc kolejne setki osób, można w ogóle robić farsę na temat terrorystycznych zamachów? W Zjednoczonym Królestwie najwyraźniej można, bo kinowy debiut Chrisa Morrisa /znanego brytyjskiego satyryka i nieunikającego kontrowersyjnych tematów prowokatora, m.in. twórcy słynnego Brass Eye/powstał w 2009r., a nawet zgarnął sporą porcję nagród, w tym nagrody BAFTA i British Comedy Award.

A czy powinno się? Oto jest pytanie.

Film opowiada o grupce brytyjskich muzułmanów marzących o męczeństwie i przygotowujących samobójczy zamach na uczestników Maratonu Londyńskiego. Cóż w tym śmiesznego? Ano to, że nasi bohaterowie to nie zbrodniczy geniusze zła, a banda niesłychanych wprost głupoli. Ich niekompetencja i nieporadność, zarówno w warstwie ideologicznej jak i operacyjnej poraża, i służy Morrisowi do kreowania kolejnych absurdalnych sytuacji. Trudno bowiem nie uznać za absurd planu wysadzenia… Internetu /ot, tak w całości/, albo przeprowadzenia zamachów za pomocą… tresowanych wron. W ogóle nękająca pięciu bohaterów filmu obsesja wysadzenia czegokolwiek /z meczetem włącznie/, byle ugodzić Zachodniego Szatana  jest wyjątkowo groteskowa, a ich konspiracyjne pomysły wręcz slapstickowe. Mógłbym je cytować garściami, ale nie chcę psuć Czytelnikom zabawy.

W każdym razie pięciu terrorystycznych niedojdów budzi często niepohamowany śmiech. Czy jednak wolno nam się śmiać z czystym sumieniem? Czy rozrywka powinna byc odpowiedzią na czyny potworne i jakże jeszcze aktualne?

Tu dotykamy problemu jaki ja mam z tym filmem. Nie wiem do końca czy traktować go jako czystą rozrywkę, czy też jako finezyjnie pogłębioną, ostrą społecznie satyrę. Osobiście starałbym się wydobyć z tego filmu poważniejsze akcenty. Nie jest to bowiem cukierkowa komedyjka.  Mimo potężnego zidiocenia zamachowców bomby wybuchają naprawdę, a ludzie giną. W takim zestawieniu doskonale widać głupotę i absurdalność fanatyzmu religijnego i towarzyszącej mu przemocy. Nierozumiejący ani świata, ani własnej religii domorośli terroryści są kompletnie bezradnymi pionkami, miotającymi się bezładnie, podatni na wszelkie manipulacje, kierujący się impulsami. Ich wyczekiwane męczeństwo nie ma żadnego uzasadnienia, ani sensu. I nie przynosi niczego poza ofiarami. A to już jest ważna konstatacja, nieprawdaż?

Myliłby się jednak ten kto myślałby, że Morris wyśmiewa tylko dżihadystów. W jego filmie nie ma bowiem jasnych postaci, a przedstawiciele Zachodniego Szatana również mądrością nie grzeszą. Są równie nierozgarnięci i nieodpowiedzialni jak islamscy terroryści. Dostaje się tu i arogancji władzy /świetna scena z policyjnym snajperem/, i naszemu stosunkowi do muzułmanów – powierzchownemu i pełnemu hipokryzji /jako terrorysta zostaje zatrzymany osobnik pełen zasad i moralnej odpowiedzialności tylko dlatego, że najbardziej „terrorystycznie” wyglądał/, dostaje produktom nowoczesnego zachodniego społeczeństwa /nawiedzona, neurotyczna sąsiadka, kolega z pracy idiota/.

I chyba nie jest to tylko śmiech pusty.

Ciekaw jestem jak odbiorą film Czytelnicy Netkultury, zarówno znający, jak i nieznający brytyjskie realia. Premiera filmu odbyła się w Bradford, a reakcje tamtejszej silnej islamskiej społeczności były, według samego Morissa, niezwykle przychylne.

Ja niestety jako żyjący poza UK, zdany byłem na śledzenie reakcji medialnych, które okazały się bardzo ciekawe. Wygląda na to, że film Morrisa przełamał wiele tabu i paradoksalnie wyszedł naprzeciw islamskiej społeczności przyznając jej prawo do… poczucia humoru, i dopuszczając myśl, że dla większości wyznawców Allaha terroryzm może być równie głupi jak dla nas.  Bardzo spodobało mi się porównanie filmu do muzułmańskiej wersji „Żywotu Briana”.

http://www.guardian.co.uk/commentisfree/belief/2010/may/07/four-lions-muslim-chris-morris

  http://www.muslimview.co.uk/news/50-four-lions.html

W przeważającej części recenzji krytycy wskazują na to, że film okazał się katharsis zarówno dla brytyjskich muzułmanów, jak i dla nie-muzułmanów. I chyba to prawda, bo protesty rodzin ofiar zamachów 7/7 były raczej niewielkie. Mimo tak kontrowersyjnego ujęcia tematu po projekcji filmu brytyjscy widzowie chyba… odetchnęli.

Jeśli chodzi o filmową kuchnię, to film jest bardzo dobrze zagrany, a szczególne oklaski należą się Kayvanowi Novakowi w roli Waja i Nigelowi Lindsayowi w roli ultrafanatycznego Barryego. Sama akcja toczy się wartko, realizacja jest sprawna, chociaż, przyznajmy, są momenty w których tempo siada i reżyserski kunszt trafia na drobne mielizny.

Tym niemniej jest to absolutnie godna polecenia solidna porcja rozrywki i refleksji. Bardzo brytyjska, porównywalna z sukcesami Sashy Barona Cohena.

Mogę ten film śmiało zarekomendować Czytelnikom Netkultury, a przede wszystkim liczę na rozmowę z nimi. Za wszelkie głosy o tym filmie będę bardzo wdzięczny.

Paweł Maciąg

„Cztery lwy”
reż. Christopher Morris
Wlk Brytania 2009, 101 min.
dystrybucja w Polsce M2Films /Rebel Rebel/

Fotografie pochodzą z materiałów prasowych filmu.
Tags:

Zostaw odpowiedź