Kasia Czekot: 80 milionów – bezcenne

22 grudnia 2012 18:051 komentarz

Niestety, jeszcze gorące doniesienia zza oceanu przyniosły wiadomość której w zasadzie można było się spodziewać. Film Waldemara Krzystka „80 milionów” oskara nie zdobędzie. Nie dotarł na oskarową tzw. krótką listę i tym samym odpadł z selekcji. Czy powinno nas to martwić? Absolutnie nie!

Waldemar Krzystek, legniczanin -reżyser, scenarzysta, producent, autor m.in. nagradzanych „W zawieszeniu” i „Zwolnieni z życia” /nagrody na MFF w San Sebastian/, bardzo lubianego przeze mnie „Nie ma zmiłuj”, czy świetnego spektaklu „Getsemani”, zaistniał w świadomości masowej widowni na dobre „Małą Moskwą”, opowiedzianej w konwencji melodramatu historii zakazanej i tragicznej miłości Rosjanki-żony radzieckiego oficera i oficera Ludowego Wojska Polskiego. Dokonania artystyczne reżysera są oczywiście dużo większe i moim zdaniem lokują go w najściślejszej polskiej filmowej ekstraklasie.

To co niezwykle lubię u Krzystka /prywatnie osoby o wyrazistej osobowości i poglądach/to to, że w jego twórczości polityka mu nie przeszkadza, chociaż najczęściej jest istotnym elementem opowiadanych przez niego historii. Co więcej Historię i Politykę przez duże „H” i „P” Krzystek sprowadza mistrzowsko do /wcale nie płytkiej/ perspektywy indywidualnych losów bohaterów, uciekając od ideologii, robiąc pełnokrwiste, silnie zarysowane gatunkowo kino. Pamiętam jak bardzo podobała mi się z tego względu  „Mała Moskwa”, którą odbierałam jako, rzadki dla mnie w polskim kinie, film uniwersalny w odbiorze dla każdego widza. Może nie wybitny, ale bardzo dobry, solidny melodramat. I jak widzę, po krótkim zerknięciu w odmęty internetu, dzielę ten pogląd m.in. z Irańczykiem, Rumunem i Amerykaninem.

Śledząc twórczość Krzystka można w zasadzie przyjąć za pewnik, że jakiś moment naszej historii najnowszej istotny, przełomowy, który da się osadzić na Dolnym Śląsku, natychmiast Krzystka przyciągnie. Nic więc dziwnego, że właśnie on zabrał się za „80 milionów” naszego tegorocznego kandydata do Oskara.

Film opowiada o brawurowej akcji działaczy dolnośląskiej „Solidarności” polegającej na… podjęciu pieniędzy z konta bankowego związku. To co dzisiaj jest dla nas oczywiste, w 1981r. było dramatyczną akcją obarczoną poważnym ryzykiem, zatrzymania, represji, a przede wszystkim prowokacji. Ówczesny rzecznik finansowy dolnośląskiej „Solidarności” Józef Pinior/spodziewając się konfrontacji z władzą/, wraz ze Stanisławem Huskowskim, Piotrem Bednarzem i Tomaszem Surowcem, aby uratować związkowe fundusze przed Służbą Bezpieczeństwa wypłacili z konta związku… 80 mln.zł, po czym ukryli je na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu u Kardynała Gulbinowicza. Pieniądze te posłużyły potem finansowaniu działalności podziemnej „Solidarności” i pomocy rodzinom represjonowanych opozycjonistów.

Wywiad z Józefem Piniorem

To historia oddająca klimat tamtych czasów – karnawał „Solidarności” mieszający się z narastającym napięciem i rosnącym zagrożeniem ze strony władzy, solidarność przez małe „s” i prawdziwy herozim zwykłych ludzi. W rzeczywistości cała historia, mimo swojego dramatyzmu, obyła się bez akcji SB, samochodowych pościgów, odbywała się za wiedzą i pomocą urzędników bankowych. Ryzyko było jednak bardzo wielkie, co być może będzie trudne do zrozumienia dla dzisiejszych młodych widzów. Dokumentuje to wszystko powstający równolegle z fabułą Krzystka film „Gdzie się podziało 80 milionów” Michała Rogalskiego.

Wywiad z Michałem Rogalskim

Wrocław, „Solidarność”, 1981r. – to musiało trafić w ręce Waldemara Krzystka. Krzystek znacznie udramatyzował fabułę nadając jej sensacyjnego rysu. Film „80 milionów” ma atmosferę skoku na bank, oddaje atmosferę zagrożenia, zdarzają się w nim jednak i elementy komiczne. Bo „80 milionów to przede wszystkim świetne kino rozrywkowe”. Sam reżyser pisze tak o swoim filmie /materiały prasowe filmu/:

 „Naszym zamiarem było nakręcenie filmu śmiesznego, kiedy trzeba i trzymającego w napięciu, kiedy jest to niezbędne. Jednocześnie ma być to film o czymś. O fragmencie naszej najnowszej historii, a przede wszystkim o ludziach, którzy ją tworzyli. O ludziach, którzy musieli niejednokrotnie bardzo się zmienić, by sprostać sytuacjom, w jakich się znaleźli. Czasami tak niespodziewanym jak konieczność dokonania … napadu na bank!

Bohaterowie naszej opowieści są wzorowani na wybitnych działaczach dolnośląskiej „Solidarności” – Władysławie Frasyniuku, Józefie Piniorze, Piotrze Bednarzu, Stanisławie Huskowskim. Opowiadamy o Regionie „Solidarności” Dolny Śląsk, gdyż tu odbyła się spektakularna akcja opróżnienia kont związkowych na 10 dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. Ukryte w Pałacu Biskupim 80 milionów złotych umożliwiło potem dynamiczną działalność podziemia. Cała historia przejęcia owej kwoty pełna jest ciekawych i wymownych epizodów, które po części przypomnieliśmy na ekranie.

W „80 milionach” chcemy prawdziwie opowiedzieć o młodych,  odważnych ludziach, którzy wspólnie potrafili dokonać rzeczy mądrych i wspaniałych, którzy – niezależnie od ceny – zwyciężyli.  ”


I to ostatnie się doskonale Reżyserowi udało. Zebrał grupę charyzmatycznych aktorów młodego pokolenia z Krzysztofem Czeczotem w roli Józka i Wojciechem Solorzem /oklaski/ w roli  Staszka na czele. Specjalna uwaga i brawa należą się jednak brawurowo grającemu kapitana SB Piotrowi Głowackiemu. W tle Filip Bobek jako niezwykle przystojny Frasyniuk, oraz znakomity w roli kard. Gulbinowicza Adam Ferency. Całość udało się mu skomponować jako trzymające w napięciu kino sensacyjne, mamy pościg samochodowy, jest i piękna kobieta, są momenty dramatyczne przeplatane humorem.

Ale film Krzystka cenię najbardziej za jedno. Bije z niego energia, „pozytywne wibracje”, pokazuje jak można razem dokonać rzeczy prawie niemożliwych. Oddaje to co w tamtych czasach było najlepsze, pokazuje jedność i solidarność zwykłych ludzi. Ogromnie żałuję, że taki film nie powstał zaraz po roku 1989, trudno bowiem o marketingowo lepszą legendę „Solidarności”. W tym filmie Panna „S” jest piękna, młoda i… sexy, nie tracąc wiele ze swojej prawdy. I jest zupełnie ponad dzisiejszymi podziałami.

Jak się okazuje można zrobić dobry film rozrywkowy poświęcony naszej najnowszej, i jakże różnie dzisiaj odbieranej, historii. A czy powinno się? Moim zdaniem jak najbardziej. Tak jak można było kiedyś robić „Prawo i pięść” i „Wilcze echa”. Lekką obawę wzbudzało we mnie jedynie to, czy pokazanie groteskowości SB-ecji /komicznie przerysowany, klnący hollywoodzko kapitan Sobczak/ nie rozbroi jej i nie ugrzeczni w oczach, licznych w kinie, młodych ludzi, którzy najwyraźniej są już dziećmi III RP. Ale jeśli ma ich coś zainteresować tamtymi czasami to na pewno film Krzystka.

Dlatego nie płaczmy po utraconym Oskarze. Tłumacz Stanisława Lema Michael Kandel wspominał kiedyś, że ogromne problemy miał z tłumaczeniem z polskiego słowa „tajniak”. W tym tak dobrze nam znanym totalitarnym sensie w słowniku amerykańskim to słowo nie występuje. Podobnie z odbiorem heroicznej legendy „Solidarności” problemy będą mieli Amerykanie. Dlatego werdykt Akademii nie powinien nikogo zaskakiwać /zresztą nikt chyba nie traktował tej nominacji zbyt serio/, ani niczego filmowi nie ujmuje. Co nie zmienia faktu, że ten kto jeszcze „80 milionów” nie widział musi zrobić to koniecznie i bawić się dobrze. POLECAM!

Kasia Czekot

Zamieszczone fotografie pochodzą z materiałów prasowych filmu.

Tags:

Zostaw odpowiedź