Czytelnik nie pyta – Redakcja odpowiada. Luty 2011

20 lutego 2011 11:054 komentarze

    

      Pan Robert C. z Lądka-Zdroju z braku czasu (pracuje na 2 etatach) nie pyta nas, czy nie czas już zlikwidować CBŚ?

Redakcja: Odpowiadamy, że nie czas. Może i byłby, gdyby nie to, że ostatnio dołożono temu Biuru zadań. W związku z uhonorowaniem red. Kurzajewskiego nagrodą Telekamery 2010 dla najlepszego komentatora sportowego, funkcjonariuszom CBŚ wstrzymano urlopy i skoszarowano ich na Woronicza. Wszystko po to, by śledztwo w sprawie redaktora jak najszybciej dobiegło końca.  W wyniku intensywnych czynności śledczych CBŚ ma ustalić, kiedy pan Kurzajewski komentował w roku 2010 i jakie zawody sportowe. Chodzi oczywiście nie o całuski w warszawskim studiu z zaproszonymi gośćmi, ale komentarz bieżący do imprezy sportowej. Rzecznik prasowy CBŚ nie powiedział tego na konferencji prasowej, bo jej nie zwołano, ale z pewnością powiedziałby, iż śledztwo musi zakończyć się sukcesem, ponieważ w przeciwnym przypadku funkcjonariuszy zmusi się do występu w kultowym programie „Kocham cię Polsko”, a na dodatek będą musieli fryzury oraz stroje zmieniać tak często, jak redaktor prowadzący. To musi napawać optymizmem. I napawa.
    

***    
      Norbertanka siostra Eudoksja z Nowej Sarzyny nie pyta nas o to, czy emituje się obecnie jakiś polski serial, w którym nie występuje aktor Krystian Wieczorek?
 
    

Redakcja: Tak, siostro Eudoksjo, tak. „Hallmark” zwany dziś „13th Street” nadaje powtórkę „Morderstw w Midsomer”. Czy w przewidywalnej przyszłości pojawi się jakiś serial bez aktora Wieczorka? Prawdopodobnie tak. Choć szanse są mniej więcej takie, jak na to, że zaproszonemu na kolejną patriotyczną uroczystość prezydentowi USA, w przylocie do naszego kraju ponownie przeszkodzi erupcja wulkanu. Wraz z siostrą Eudoksją wierzymy, że Bóg mimo wszystko ma nas w swojej opiece. I nie poprzestaje na tym.

***
     Zaniepokojony gazda z Poronina (personalia znane redakcji) nie pyta nas telefonicznie, dlaczego kibice, w czasie gdy Adam Małysz leżał pod Krokwią po upadku, śpiewali mu „Nic się nie stało”.
 

Redakcja: Po zasięgnięciu opinii w naszej Redakcji Sportowej odpowiadamy wielowariantowo (do wyboru):

a)      „nic się nie stało” śpiewano Orłowi z Wisły, ponieważ pośród publiczności dominowali (przebywający na l-4) urzędnicy NFZ, a oni już doskonale wiedzą, że gdyby coś się stało(!!!) musieliby – wobec niepodpisania odpowiednich kontraktów z pobliskimi placówkami – doradzać mistrzowi udanie się na leczenie do Malmö lub Oslo

b)     „nic się nie stało” śpiewano, ponieważ u nas nie chodzi się „na Małysza” (oraz np. na siatkówkę), żeby kibicować, tylko wspaniale bawić się na trybunach; pogruchotany mistrz mógłby swoimi dolegliwościami popsuć fiestę, więc piosenka diagnozująca pojawiła się, by mu wybić z głowy niestosowne zachowanie.

 

***

     Panu Jackowi T. ze Starych Rumunek (powiat XXX) odpowiadamy na niezdane pytanie o to, dlaczego reklamując film „Och, Karol2” promuje się analfabetyzm.

Redakcja: Szanowny panie, Jest pan w błędzie. Ale nie do końca. Wcale nie jest tak, że emitowanie w czasie wysokiej oglądalności wypowiedzi aktorki Małgorzaty Sochy („musicie trzymać się na baczności”) oraz aktorki Muchy („zostaliśmy wpuszczeni w samopas”) jest promowaniem analfabetyzmu, lecz prostym i jasnym komunikatem skierowanym do pt. widza wspomnianego przez pana filmu. Komunikat ten brzmi: żaden Zanussi z obrazem tym nie ma nic wspólnego, że nie jest to wcale żaden tam wykształciuchowski film o niczym, lecz zdrowa emanacja zdrowego humoru zdrowego narodu, który się nikomu nie kłania i który cierpi. Zdecydowanie fakt ten zasygnalizował (w Tm samym programie) reżyser „OchKarola2), pan […] stwierdzając: „ w tym filmie jest mesydż do współczesnych mężczyzn”. I tego się, panie Jacku, trzymajmy. Zresztą – zakładając, że w pańskim pytaniu kryć się mogła niejaka ironia – musimy z całą mocą podkreślić, iż ewentualny zarzut analfabetyzmu nie może też dotyczyć twórcy telewizyjnego materiału o „Ochkarolu 2”. O coś tu, panie Jacku, chodzić musiało, gdyż cytowane zdania nie padły podczas transmisji na żywo z planu filmowego, lecz w promocyjnej mikronowelce, nad którą parę osób siedziało wiele godzin. I to za spore pieniądze.

***

     Pani Helena Z. (Przewodnicząca Koła Gospodyń Miejskich Kraków-Balice) w imieniu własnym oraz koleżanek nie pyta nas o pełne jurorskiej oceny zdanie wokalistki Chylińskiej, które skierowała ku pewnemu młodemu człowiekowi w jednym z ostatnich „Mamtalentów”(jako  analizę jego występu): „każdy twój dźwięk był po prostu w dupie”.

Redakcja: Droga pani, po zasięgnięciu opinii u zaprzyjaźnionego proktologa z wieloletnią praktyką w rządowym szpitalu w Aninie informujemy, iż wszystko wskazuje na to, że wokalistka Chylińska miecz swojego starego apelu „nauczyciele fuck you!” przekuła obecnie na lemiesz nowego „profesorowie i docenci fuck you!” Artystka kończy obecnie medycynę na AM w Szczecinie – docelowa specjalizacja proktologia. Wobec tych ujawnionych faktów staje się jasne, że podczas występu dźwiękodupnego mamtalenta jurorka na kolanach miała podręczniki do proktologii laryngologicznej (stąd freudowsko zareagowała) i przygotowywała się do kolokwium. Opinia o dźwiękach w dupie nie tyczy zatem pana mamtalenta. Przynajmniej nie wprost. Brak w mediach odzewu na freudowska pomyłkę artystki, wytłumaczyć może jedynie specjalista psychiatra, ale to innym razem. Jeszcze nie podpisał kontraktu.

***

     Kontynuując wątek proktologiczny – Od lat mieszkający w Polsce pan M’Bele M’Bele (nie kandyduje do sejmu), w liście, którego do nas nie napisał, wyraził zdumienie faktem, iż Kazimierz Kutz zaproponował nałogowemu posłowi Czarneckiemu, by ten pocałował go – cytujemy – w dupę. Pan M’Bele M’Bele nie pyta, o co słynnemu reżyserowi chodziło.

Redakcja: Skoro tak, odpowiadamy. O co chodziło – nie wiemy. Przypuszczamy, że reżyser nie jest miłośnikiem tez wygłaszanych przez pana Czarneckiego, ale obawiamy się czy tym razem nie przeszarżował. Skąd ta pewność, że sugestia pocałunku zostanie przez nałogowego posła odrzucona?

Niewykluczone, że reżyser Kutz złośliwie nawiązał do – de facto – identycznej propozycji złożonej prawdopodobnie panu Lepperowi przez pana Czarneckiego, kiedy transatlantyk „Samoobrony” już tonął, a europosłowi bardzo nadal europodobała się Bruksela. Złośliwość (ewentualna) Kutza jest tu tym większa, że pan Lepper nie jest ani jedynym adresatem całuśnodupnych propozycji pana Czarneckiego, ani pierwszym, ani z pewnością nie ostatnim, nigdzie nie jest powiedziane, że pan euro poseł do końca świata będzie w tej partii, w której jest obecnie. Już raz przecież chciał przejść do PZPN, ale nastało Lato. Patrząc na sprawę z tej perspektywy, obawiamy się o reżysera jeszcze bardziej.

***

     Mieszkająca w Żninie licealna koleżanka Piotra Najsztuba (nazwisko znane redakcji) nie śmiała nas zapytać, „dlaczego Piotrek lansuje własną osobę w stroju klowna tym usilniej, im częściej jego partner z programów „Tok szok”  i „Tok2Szok” pokazuje się z młodą żoną.”

Redakcja: W sprawie tego złożonego problemu zwróciliśmy się do kilku specjalistów i już wiemy. Gdyby sytuacja była jednorazowa, moglibyśmy mieć tu do czynienia z szokiem wywołanym świadomością, że bycie znanym playboyem nie nobilituje mężczyzny w tym samym stopniu, co partnerowanie młodej żonie, a po latach wspólnej pracy w tok szokach nobilitacja należy się obu  panom w tej samej dawce. Jednakże z uwagi na fakt, że występy w barwnych strojach powtarzają się, najprawdopodobniej jest to rodzaj performance’u (dziennikarz jest wykształconym artystą). Kolorowym strojem zamiast smokingu Najsztub prowokuje do wyproszenia go z  Balu Dziennikarza i pragnie zwrócić uwagę świata na zjawisko wypraszania członków niektórych partii z ich partii macierzystych. Niewykluczone, że artysta staje w obronie Marka M. wykluczonego jakiś czas temu z grona członków delegacji PiS w Parlamencie Europejskim za to, że „lansował się mediach.” 

***

     Sprawa Balu Dziennikarzy nurtuje prawdopodobnie również panią Monikę Banaś z Włoszakowic (powiat leszczyński), która do niewysłanego nam maila mogła przecież dołączyć zdjęcia pozyskane z pudelek.pl. – „Dlaczego mężczyźni, choć pozują u boku młodych żon z dumnymi minami zdobywców, prezentują sylwetkę opiekuńczego tatusia, a nierzadko nawet podpierającego się na swej wnuczce dziadka?  A dlaczego Monika Olejnik w nietypowym układzie wychodzi na plus – tańcząc ze swym młodszym partnerem wygląda na jego rówieśniczkę?”

Redakcja: Nie wiemy, czy czytelniczka z Włoszakowic zadała redakcji właśnie takie pytania, ale na wszelki wypadek poprosiliśmy o wyjaśnienie tego fenomenu znakomitego ewolucjonistę (który wolałby nie ujawniać swego nazwiska) .  Przede wszystkim –  zaznaczył nasz anonimowy ekspert – w kwestii różnic wiekowych w związkach damsko-męskich nie ma nic do obśmiania, to wynik ewolucji i osiągnięć medycyny; dłużej cieszymy się siłą i potencją, więc jakoś trzeba te późne lata życia zagospodarować. Natomiast syndrom – pozwolę sobie określić – Moniki znajduje głębokie uzasadnienie w nauce. Osobnik rodzaju męskiego w rywalizacji o partnerkę zdobędzie się naprawdę na wiele, od tańców godowych z przedziwnymi kolorowymi elementami upierzenia, poprzez walkę z konkurentami, aż po dostosowanie wyglądu akceptowalnego dla otoczenia (by nie zostać wydziobanym) i partnerkę  (by nie pogryzła) z przyśpieszonym starzeniem się włącznie.

/Bardzo (również w imieniu pani Moniki) dziękujemy ekspertowi-ewolucjoniście za poszerzenie naszej wiedzy i gratulujemy, że, mimo wszystko, odważył się zabrać głos w sprawie/.

***

Po przeczytaniu artykułu Jana Hartmana z 5.numeru „Polityki”, przebywająca na wczasach w Kudowie-Zdroju pani Maria Lis, nie zapytała nas z wypiekami na twarzy czy jej syn, wyrzucony raz na zawsze z lekcji religii (za skandaliczne zachowanie), będzie mógł uczęszczać na lekcje etyki prowadzone przez księdza.

Redakcja: Możemy panią, pani Mario, uspokoić. Być może w podnieceniu przeoczyła pani niektóre fragmenty artykułu. Wynika z nich wyraźnie, że Kościół już „kształci na uczelniach katolickich własne kadry do nauczania etyki.” Jest więc duża szansa, że „dotrze ze swoim przesłaniem do wielu uczniów niechodzących na lekcje religii.” Nie wiemy, w jakim wieku jest syn pani Marii, ale mamy nadzieję, że zanim ukończy szkołę zostanie objęty troską Kościoła „o moralność młodzieży niechodzącej na religię”.

Redakcja dziękuje serdecznie za cytaty, które pozwoliliśmy sobie tu zamieścić bez  konsultacji z autorem artykułu, panem Hartmanem, za co powinien nam być wdzięczny.

***

     Niepokój zapanował pośród członków klubu kibica hokejowo-lodowej drużyny GKS Warzywniak Nowaka Małapanew Ozimek. Młodzi ludzie w klubowych szalikach okazali się zdesperowani do tego stopnia, że alfabetem Morse’a wystukali kijami bejsbolowymi na czaszkach członków klubu kibica hokejowo-lodowej drużyny LZS Pneumatyka samochodowa Walczak Naprzód Janów pytanie, które do nas nie dotarło, ale tradycyjnie na nie odpowiadamy.

Redakcja: Szanowni kibice z Ozimka! Wasze pytanie o przyczyny debetu na bankowych kontach Justyny Kowalczyk i Adama Małysza jest tendencyjne i niezrozumiałe! Przecież prezes PZN wyjaśnił szczerze i bez skrępowania – jak to tylko on potrafi – że obiecane wspomnianym sportowcom pieniądze za vancouverskie medale dlatego nie spłynęły na ich konta, że zwwiązek narciarski zapomniał złożyć do ministerstwa odpowiednie wnioski. Sam A. Tajner w natłoku obowiązków (podobno parzy kawę red. Szaranowiczowi i na kartkach mu pisze, co pan Włodek ma wywrzeszczeć do mikrofonu po kolejnym kicnięciu zawodnika Żyły) –  zapomniał natomiast sprawdzić, czy jego ludzie nie zapomnieli pamiętać o tym, o czym nie powinni zapomnieć. Jedno nie ulega – prezes Tajner nie wziął tych pieniędzy. Co bierze Marit Bjoergen, każdy internauta – jak RP długa i szeroka – wie doskonale. Co brać powinien Tajner, by mu pamięć nie szwankowała – wiedzą specjaliści. Cieszyć jednakże musi, że coś wszakże pan prezes JUŻ brać niezawodnie musi, przynajmniej raz w miesiącu, ponieważ nawet w tych ciężkich czasach pamięta o braniu comiesięcznej pensji, którą jego ludzie pamiętają, by mu regularnie przelewać na konto.

***

     
     Z ostatniej chwili. Wszyscy, dosłownie wszyscy nie zapytali nas czy nie jesteśmy zszokowani fatalnymi wynikami badań czytelnictwa w Polsce.

Redakcja: Oczywiście, że nie jesteśmy zszokowani, ani nawet zaskoczeni. Nie od dziś wiadomo, że Polacy nie czytają ze względu na to, że cały czas piszą zalewając internet tryliardami utworów. Wyjątkowo bezczelni recydywiści zakładają nawet gazety literackie.  

4 komentarze

  • No kurde. Kurzajewski ponoć dostanie wiktora jako osobowość telewizyjna. To ja się redakcji nie pytam: kim trzeba być, żeby nie kandydoać na osobowośc telewizyjną? Zgroza

  • Uśmiałem się. Tym razem mnie nie było w Redakcji jak się to publikowało, kto to w ogóle wymyśla!? :))))))))))))))))))))) Muszę sprawdzić, no ale nikt nie mówił, że my jesteśmy normalni 🙂

    • Człon. Redakcji

      Jakie wymyśła? Co wymyśla? No chyba że to, że nikt nie pyta. Bo pytania cała Polska zadaje! Że akurat nie nam … ktoś musi odpowiedzieć.

  • Odpowiedziec na zadane pytanie, to każdy dureń potrafi. odpowiedziec na pytanie, które nie padło – to jest sztuka! Gratuluję i nie pytam, dlaczego redakcja nie odpowiada na pytania, które zagaję w mailach

Zostaw odpowiedź do pytek