Na wypadek deszczu, czyli netkulturowy, nietypowy poradnik filmowy.

15 lipca 2012 16:510 komentarzy

Antydeszczowy poradnik filmowy

No cóż, historia lubi się powtarzać, tzn. historia meteorologiczna. Po miejscami bardzo upalnym czerwcu wakacje rozkwitają w pełni lipcowymi deszczami, burzami i podtopieniami. Nadzieja na słoneczny urlop ustępuje miejsca uzasadnionej obawie i nieufności. Nie martwcie się jednak Drodzy Czytelnicy przecież macie jeszcze nas! A nam deszcz niestraszny.

Redakcja bowiem jak kania dżdżu…, no nie, to jednak nie jest właściwie dobrane przysłowie, wypatrywała wakacji nie tylko w celu plażowania, nacierania  olejkiem się, a karkówki marynatą, ale jako chwili czasu na lekturę i „spektaturę”.

Na wypadek okoliczności typu „o rany jak leje”, „ktoś widział nasz namiot”, czy „słuchajcie to chyba śnieg” mamy określoną procedurę wakacyjnych działań alternatywnych. O ile w pobliżu jest filiżanka kawy, dobre wino, szklaneczka whisky, czy kto tam co pija z przyjemnością, wygodny fotel, a pilot w zasięgu – nie jest źle.

Bowiem oprócz odpoczynku cielesnego należy nam się również odpoczynek mózgowy, estetyczny, duchowy i ogólnie okazja do uwznośnienia, urefleksyjnienia, wzruszania i uśmiania. Proponujemy więc wszystkim chętnym, oraz tym niechętnym, którzy w wypadku osaczenia przez pogodę nie mają innego wyjścia, odpoczynek. Odpoczynek od hollywoodu, amerykańskich produkcji i gwaru multipleksów. Od wampirów, pił osiem i kacvegasów. Zapraszamy w krainę kin studyjnych, płyt dvd i telewizji kablowych, które często w sezonie ogórkowym zaskakują ambitnymi pozycjami. I umówmy się,  USA omijamy szerokim łukiem.

Zapraszamy za to w wybiórczą i subiektywną podróż przez kilka krajów filmowej Europy mając nadzieję, że może dzięki nam Czytelnik trafi na coś co mu się spodoba, kąsek, który trudno czasem dostrzec w hollywoodzkiej zalewie.

Niemieckie multi-kulti

Kino niemieckie znamy troszkę, ale znamy je od strony najwyższego „C”, to najwyższe „C” często jednak znaczy „co-production” i np. taki Werner Herzog, czy Michael Haneke robią właściwie kino światowe mocno już odstając od lokalności, polskim przykładem czegoś takiego może być Jerzy Skolimowski. Znamy też „c” bardzo niskie w postaci głupawych komedii w stylu „But Manitou” czy  opowieści o 7 krasnoludkach.

Mało wiemy natomiast o innych niemieckich produkcjach kinowych i telewizyjnych, choć trzeba przyznać, że na ekranach naszych telewizorów i kin trochę tego ostatnimi czasy więcej. A mimo, że /podobnie jak u nas/ w niemieckim box office królują produkcje amerykańskie /sami Niemcy na kino niemieckie mocno grymaszą/, lokalne kino bywa naprawdę ciekawe.

Z nadzieją poczekamy więc na decyzje polskich dystrybutorów, które pozwoliłyby nam zobaczyć to co ostatnio w niemieckim kinie najlepsze, czy może najgłośniejsze. Nie wiemy jednak czy i kiedy zobaczymy „Barbarę” Christiana Petzolda z rewelacyjną Niną Hoss, o  lekarce zesłanej /za próbę uzyskania niezgodnie z prawem wizy wyjazdowej/ na głęboką prowincję NRD z lat osiemdziesiątych i walce pomiędzy chęcią ucieczki na zachód, a przywiązaniem i oddaniem nowej społeczności. Poczekamy też pewnie na „Was bleibt” Hansa-Christiana Schmida biorące pod lupę niemiecką tzw. „porządną rodzinę” wraz z jej rozpaczliwym przywiązaniem do konwenansów i wewnętrznych rytuałów skrywających zupełnie powszednie ludzkie dramaty do których jej członkowie uparcie nie chcą się przyznać. Nie wiemy też, czy wielbiciele kina bardziej komercyjnego będą mieli okazję zobaczyć „Vierte Macht” /”Czwarta władza”/, gdzie /niekwestionowany niemiecki gwiazdor/ Moritz Bleibtreu jako niemiecki dziennikarz w Moskwie zaplącze się w sensacyjną intrygę terrorystyczno-polityczną.

Na razie jednak na wakacje polecamy coś co  kinu niemieckiemu daje bardzo dużo ożywczej energii. To efekt niemieckiego multi-kulti, zwłaszcza z jego tureckim komponentem. Owocuje to czasem niezwykle ciekawymi produkcjami wchodzącymi do kanonu kina europejskiego, a czasem tylko wdzięczną, troszkę egzotyczną, rozrywką. W tym obszarze prawdziwym narodowym skarbem jest dla Niemców Fatih Akin, urodzony w Hamburgu reżyser tureckiego pochodzenia, moim zdaniem jeden z najciekawszych współczesnych europejskich twórców.

I właśnie jego twórczość Netkultura poleca na wakacje szczególnie:

„Głową w mur” – to pierwsza część trylogii Akina „Miłość, śmierć i diabeł” i chyba najmocniejszy film Akina. To historia o bardzo bolesnym poszukiwaniu tożsamości. Opowiada o 40-letnim Cahicie, emigrancie z Turcji, który po śmierci żony pogrąża się w alkoholowo-narkotycznej degrengoladzie. Po próbie samobójczej trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie poznaje młodą Sibel, niemiecką Turczynkę, która z kolei ucieka przed opresyjnością konserwatywnej, islamskiej rodziny. By wyrwać się z matni Sibel proponuje Cahitowi ślub. Z papierowego małżeństwa rodzi się coś, co oboje skłonnych do autodestrukcji partnerów pociąga i przerasta zarazem. Czy rzecz cała zakończy się szczęśliwie? Naprawdę warto się przekonać, zwłaszcza, że film nie jest komedią romantyczną, a mocnym, realistycznym kinem psychologicznym, ze świetnymi rolami Birola Unela i Sibel Kekilli.

Film jest w Polsce osiągalny na dvd w bardzo przystępnych cenach.

„Na krawędzi nieba” – kolejny film z cyklu „Miłość, śmierć i diabeł”, choć fabularnie niezwiązany z poprzednim. Film m.in. otrzymał nagrodę za scenariusz na festiwalu w Cannes i była to nagroda w pełni zasłużona. Subtelność, a jednocześnie „powszedniość” fabuły, wiarygodne, ludzkie, jednostkowe, a jednocześnie rozwijające się w ogólniejszym refleksyjnym planie w przypowieść, powiązanie bohaterów i zdarzeń przywodzi na myśl najlepsze dzieła Krzysztofa Kieślowskiego.  Wdowiec Ali zakochuje się w prostytutce Yeter, co wzbudza opór jego syna, który jednak zastępuje sympatia, gdy dowiaduje się, że kobieta wszystkie pieniądze wysyła do Turcji, by umożliwić córce studia. Po nagłej śmierci Yeter wyjeżdża do Stambułu, by córkę tę odnaleźć, co dla niego jest swoistym powrotem do korzeni /zostaje w Turcji/, tymczasem córka Yeter jest… w Niemczech, uciekając przed politycznymi prześladowaniami. Tam poznaje młodą Niemkę Lotte i jej matkę. Losy wszystkich postaci splatają się ze sobą w sposób tragiczny, ponieważ  „Na krawędzi nieba” to część trylogii, której głównym elementem jest śmierć. Film piękny, wobec straty delikatny, mądry i delikatny. Również o przekraczaniu barier doczesnych, nie tylko bariery między życiem, a śmiercią. Obsada świetna, polecam szczególnie powrót legendarnej Hanny Schygulli i Patrycję Ziółkowską – „polską” gwiazdę niemieckiej sceny coraz bardziej widoczną na ekranie. To będzie chyba taki Łukasz Podolski niemieckiego kina. Oby polskie kino umiało też po Panią Patrycję sięgnąć.

Film dostępny w Polsce na dvd i emitowany na kanale AleKino+ najbliższa emisja wtorek 31.07 godz. 0.15

Zanim Fatih Akin nakręci ostatnią część trylogii – „The cut”, której bohaterem będzie diabeł, odetchnijmy od silnych emocji i bezpretensjonalnie się pośmiejmy. Pisaliśmy już w Netkulturze o komedii Akina „Soul kitchen” i film ten nieodmiennie polecamy nie tylko na deszczowe dni. Losy hamburskiego Greka walczącego o utrzymanie portowej restauracyjki naprawdę bawią i sprawią przyjemność każdemu wakacyjnemu widzowi, który pewnie zasłucha się też w energetycznej muzyce.

Film powszechnie dostępny na dvd i w internetowych „wypożyczalniach”, emituje go też Canal+

Powrót do Krainy Deszczowców

Kino /i nie tylko kino/ brytyjskie w Netkulturze zdarza nam się uwielbiać. Podejrzewamy w związku z tym, że deszcz przysłowiowo uporczywy może nieść również twórcze korzyści. I tu mamy wiele szczęścia ponieważ najgłośniejsze brytyjskie dzieła filmowe na naszych ekranach goszczą. Co do nowinek i aktualności na pewno bardziej kompetentni byliby koledzy i koleżanki pomieszkujący na Wyspach, a ponieważ już prawie każdy Czytelnik Netkultury już kogoś takiego zna my poprzestaniemy na dziełach znanych i sprawdzonych.

O jednym z naszych ulubionych filmów mieliśmy już okazję pisać. „Tamara i mężczyźni” to znakomita rozrywka nie tylko na wakacje na wsi naszej sielskiej anielskiej. Świetny klimat filmu, odniesienia do literatury i lekka nutka brytyjskiego snobizmu spodobają się każdemu. Polecamy.

Film dostępny na dvd i na niektórych platformach VOD.

Nieco bardziej zakręconemu widzowi przypominamy opisywany już w Netkulturze serial komediowy „Black books” . Dzieje zwariowanego duetu księgarskiego w postaci zblazowanego Irlandczyka i neurotycznego księgowego, oraz ich przyjaciółki – egzaltowanej Fran to feeria świetnego, absurdalnego, mocno brytyjskiego humoru. Tego w Polsce jeszcze nie mamy. W obsadzie znakomici komicy – Dylan Moran i Bill Bailey, oraz równie wspaniała aktorka Tamsin Greig.

Serial dostępny na dvd w wersji oryginalnej na amazon.co.uk , fragmenty można podziwiać na Youtube.

Ale to nie wszystko. Żądnym śmiechu dokładamy „Big Train” oraz  znacznie bardziej odważny i dosadny „Man stroke a woman”. To dwa brytyjskie seriale typu „sketch show”. W pierwszym z nich bryluje znany polskim widzom Simon Pegg /”Hot Fuzz”, „Paul”, „Star trek”, „Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi”/ w drugim Nick Frost, równie znany brytyjski komik /partnerujący Peggowi w ich autorskich dziełach jak np. „Hot Fuzz” i „Wysyp żywych trupów”/. W kilkudziesięciu scenkach skrzy się od dowcipu, poziom jest różny, ale  wielbiciele brytyjskiego humoru powinni być  całością zachwyceni.

Seriale dostępne są w oryginalnej wersji na dvd i w obszernych fragmentach na Youtube

Dla ochłonięcia w obszarze nieco bardziej klasycznym proponujemy „Zgon na pogrzebie” klasyczną brytyjską farsę, tyle, że w realiach XXIw. To nie jest stateczny Ayckbourn czy P.G.Wodehouse, oj nie.  To tzw. „jazda po bandzie”, choć w klasycznym sosie. Reguły brytyjskiej farsy zostają bowiem zachowane. Arcybrytyjska familijna posiadłość, konflikty rodzinne, niespodziewane zwroty wydarzeń i komedia pomyłek. Kiedy rodzina zbiera się na pogrzebie ojca, głowy rodziny, wydarzenia nabierają rozpędu, a przeszłość statecznego nestora rodu odkrywa się przed zebranymi w postaci dość nietypowego romansowego skandalu. Czy można umrzeć na tym pogrzebie ze śmiechu? Proszę sprawdzić 🙂

Uwaga, ostrzegam przed amerykańskim remakiem Chrisa Rocka!!! Tej wersji nie polecam!

Film dostępny jest na dvd i to wyprzedażowo.

Na zakończenie coś bardziej refleksyjnego. To mający właśnie polską premierę kinową „Hotel Marigold” i dostępny tylko w wersji oryginalnej /amazon – 3 funty/ film „Girl in the Cafe”.  „Hotel Marigold” to ciepła i mądra opowieść o grupie Brytyjczyków, którzy postanowili spędzić emeryturę w… Indiach. Tyle, że tytułowy Hotel Marigold mający być rajskim azylem okazuje się daleko odbiegać nie tylko od ich wyobrażeń, a od wszelkich standardów. Historia daje pretekst do opowieści o starości, jej różnych obliczach, ale w konwencji… komedii romantycznej. Jest więc trochę ckliwie i zbyt prosto, ale nie oczekujmy tu arcyfajerwerków. To typowy „feel good movie” w sam raz na dobry wakacyjny humor. Całości dopełnia znakomita obsada.

Drugi film polecam z pewną ostrożnością. To film z 2005r., kiedy wszystko na świecie wydawało się prostsze, a równiusieńka droga miała wieść Europejczyków ku kolejnej fali prosperity. Wtedy szczodrą ręką można było rozdawać nie tylko dary, ale i obietnice, i myśleć o supremacji nie tylko w sferze faktów, ale i sumień. Dzisiaj w UE mamy Oburzonych, trzęsie się strefa euro, a Afryka z Azją zostawiają nas w blokach pod względem gospodarczego wzrostu. Czy w takich warunkach zafrapuje kogoś film taki jak „Dziewczyna z kawiarni”?

Rzecz bowiem dzieje się w toku negocjacji grupy G8 w stolicy Islandii, gdzie jednym z członków brytyjskiego zespołu negocjacyjnego jest nieśmiały i wycofany Lawrence. W londyńskiej kawiarni Lawrence poznaje tajemniczą Ginę i oboje wiążą się ze sobą praktycznie nic o sobie nie wiedząc, porywa ich potrzeba bliskości i lęk przed samotnością. Całość rozwija się w film z silnym akcentem politycznym – w postaci pytania czy politycy odrzucą hipokryzję i cynizm i przeforsują zwiększoną pomoc dla Afryki. Ten film to niezwykle szlachetna, idealistyczna, bardzo ciekawie podana i skonstruowana polityczna agitka. Ale nie piszę tego z cynizmem, bo „Girl in the Cafe” odbił się niezwykle szerokim echem wśród publiczności i wszedł do kanonu dzieł sprzyjających działalności charytatywnej. Nie denerwuję mnie też „dziwaczność” czy neurotyczność  pary głównych bohaterów. To zasługa świetnej gry Kelly McDonald i Billa Nighy. Jeśli ktoś ma ochotę wypróbować swą empatię ten film będzie doskonałym sposobem.

Film dostępny również w obszernych fragmentach na Youtube.

Francuskie smaczki

Kina francuskiego nie może zabraknąć w wakacyjnych rekomendacjach Netkultury. Postanowiliśmy postawić na lżejsze francuskie przekąski, może ze stratą dla dzieł poważniejszych, a wybitnych, ale w końcu mamy wakacje. Na początek przypomnimy Czytelnikom dzieła starsze, gdyż nie mieści się nam w głowie, że może został jeszcze ktoś, kto jeszcze nie czerpał z ich oglądania przyjemności.

Jeżeli ktoś nie widział /!/ jeszcze sztandarowego dzieła Danyego Boona „Jeszcze dalej niż północ” niech natychmiast biegnie do sklepu lub wypożyczalni. To znakomita komedia na wakacje. Kapitalnie wykorzystująca francuskie regionalizmy, ciepła, oryginalna. „ładująca akumulatory”. Na północy Francji żyją mówiący dialektem Chti / dla pozostałych Francuzów trochę jak dla nas Ślązacy czy Kaszubi/co do których w pozostałej części Francji krąży wiele różnych stereotypów. Boon, sam Chti, rozgrywa je znakomicie, fantastycznie promując swój rodzinny region, nie zdziwiłbym się gdyby miał tam już pomnik. Oto kierownik poczty z serca Francji walczący o przeniesienie na Rivierę, osobliwym zrządzeniem przypadków trafia do urzędu pocztowego na półn0cy Francji. Szybko okazuje się jednak, że nie jest to Biegun Północny, Chti nie są straszliwymi troglodytami za to ich przyjaźń okazuje się wspaniałym darem. Cudności.

Wdzięk, czar, oraz  umiejętności filmowe Boona zaowocowały kolejnym udanym autorskim filmem komediowym – „Nic do oclenia” o którym pisaliśmy już wcześniej. Tym razem Boon zagrał na animozjach francusko-belgijskich, a za partnera wziął sobie znakomitego Benoit Poelvoorde’a. Jako wspólny francusko-belgijski patrol celny bawią do łez.

Wielbiciele Poelvoorde’a ucieszą się z bardzo oryginalnie podanej komedii romantycznej „Przepis na miłość” /tytuł fatalnie przetłumaczony w oryginale znacznie bardziej adekwatnie brzmi to „Anonimowi nadwrażliwcy”/. To opowieść o dwojgu nadwrażliwych i chorobliwie nieśmiałych bohaterów – dyrektorze podupadającej fabryki czekolady i obdarzonej niebywałym talentem mistrzyni cukierniczej. I niech termin „komedia romantyczna” nie budzi pochopnych skojarzeń. To film francuski, nie amerykański, jest więc finezyjny, pełen wdzięku, z pomysłem i dowcipem. Rzecz urocza tak jak i Isabelle Carre partnerująca Poelvoorde’owi.

Filmy dostępne są na dvd.

W Netkulturze pisaliśmy też o fenomenie „Nietykalnych”, kto jeszcze nie miał okazji zobaczyć tego znakomitego filmu niech to nadrobi koniecznie.

Film jeszcze można spotkać w kinach.

W kinach można spotkać również premierę kolejnej udanej komedii francuskiej „Faceci od kuchni”, niestety piszący te słowa filmu jeszcze nie widział, tym niemniej recenzje są zachęcające i lokują film w interesującej nas wakacyjnej atmosferze. Myślę, że możemy polecić go nawet zaocznie.

Do Czech razy sztuka

To hasło potraktujemy dosłownie i w przenośni. Dosłownie przypomnimy film „Nestyda” /Bezwstydnik/ w polskim tłumaczeniu zatytułowany „Do Czech razy sztuka”. To typowy „czeski film”, czyli taki jaki lubimy. Film o normalnym życiu, o czeskim everymanie, „zwykły” do sześcianu. Nikt tak jak Czesi nie potrafi zaglądać nam, szarym Kowalskim, czy ściślej Novakom, w okna i opowiadać o tym bezpretensjonalnie. Humor miesza się z tragedią, miłość ze zdradą, świństwo z życzliwością. Jak w życiu. I nie trzeba tego koniecznie oceniać, nadawać każdemu wydarzeniu szczególnej moralnej dystynkcji. Oglądając czeskie kino poznajemy tysiące odcieni słowa przyzwoitość, normalność, niegodziwość, uśmiechając się mądrzejemy. Mistrzem takiego gatunku jest Jan Hrebejk, i taki jest jego Nestyda. Oskar, telewizyjny „pogodynek” wkracza w kryzys wieku średniego. Objawia się on dość specyficzną awersją do pewnego fizjonomicznego szczegółu jego małżonki.  Oskar, który rychło doprowadza do rozpadu związku szuka spełnienia w ramionach innych kobiet pakując się w dość zabawne perypetie, choć towarzyszy im tragiczna nutka, bo też Oskar casanovą jest raczej żałosnym. Powiedziałbym, że jest to film pogodnie smutny, bo chociaż pogoń za spełnieniem okazuje się klęską, to jednak życie toczy się jakoś czasami się do nas uśmiechając. A rany zadane przez innych mogą się jednak zabliźnić/ Trudno o lepsze przesłanie dla nas wszystkich. A w obsadzie mój ulubiony Jiri Machacek i /uwaga panowie!/ Vica Kerekes.

Film dostępny na dvd.

 

Zwrot „Do Czech razy sztuka możemy” potraktować też lekko przenośnie. Jako połączoną przeze mnie samowolnie  brzmieniem tytułów swoistą trylogię.

„Muzi w riji” – „Mężczyźni na rykowisku” – film Roberta Sedlacka, w morawskiej miejscowości Mourinov kończy się droga, jej mieszkańcy walczą o kontynuowanie inwestycji, ponieważ wiedzą, że muszą zwrócić jakoś na siebie uwagę władz, postanawiają przeprowadzić Mistrzostwa Europy w… wabieniu jeleni. Towarzyszy temu szereg perypetii, jak to w czeskim kinie i tragi- i komicznych, a świat spokojnej dotąd wioski zmienia się radykalnie. Bardzo dobry film.

„Zeny v pokuseni” Jirego Vejdelka – jak to przetłumaczyć? – „Kobiety w pokusie” nie brzmi zbyt dobrze i nie jest to bynajmniej film  eksplodujący seksem i ociekający pożądaniem. To „znów”  film o życiu, oczywiście również o miłości, ale przede wszystkim to opowieść o trzech kobietach z trzech pokoleń. Ze znakomitą, wspaniałą w wieku dojrzałym Eliską Balzerową /starsi widzowie pamiętają ją jako Dr Elżbietę z serialu „Szpital na peryferiach”/ i równie świetną Lenką Vlasakovą. Mamy babcię – aktorkę niemogącą pogodzić się z przemijaniem, matkę zdradzaną przez męża, córkę wkraczającą w dorosłość. Urok tych trzech pań zawładnął mną zupełnie. Marzyłby mi się tak dobry film „kobiecy” w polskim kinie.

Wreszcie na koniec trylogii rzecz najbardziej kontrowersyjna i budząca kompletnie rozbieżne reakcje. „Muji v nadeji”, to ponownie Vejdelek i koncert gry Bolka Polivky. Cóż tu mamy? Ano znowu tych pociesznych samców. Niepoprawny bon vivant Rudolf /Polivka/ wciela w życie zasadę, że nic nie służy małżeństwu tak jak niewierność, gdyż „żona musi poczuć, że o męża trzeba walczyć”. Na podobnie złą drogę sprowadza swego do bólu poprawnego i oddanego żonie zięcia /Machacek/. Nic dziwnego, że w życiu obu panów rychło pojawia się seksowna, rudowłosa Szarlota /Vica Kerekes/. Dla niektórych jest to głupawy seksistowski manifest, inni bawią się świetnie, inni jeszcze szukają przewrotnego morału. Znamienne jest to, że wielu /znanych przecież ze swobody obyczajowej Czechów/ pisze w komentarzach „do obejrzenia tego filmu nie wiedziałem, że jestem konserwatywny”. Ja, jako czechofil nie mogę się oprzeć narracji Vejdelka /i aktorom, których uwielbiam/, ale z mieszanymi uczuciami.

Wszystkie 3 filmy zostały wydane na dvd… w Czechach, obszerne fragmenty można znaleźć na Youtube. Jeśli ktoś zaryzykuje zobaczy, że film z czeskimi napisami dla Polaka nie będzie stanowić aż takiej przeszkody jakby się mogło wydawać.

Na koniec dorzućmy jeszcze tylko kilka słów o filmie „Czeski błąd” – „Kawasakiho Ruze” –  to kwintesencja nie tylko czeskiego kina, ale i różnic między nami i naszymi południowymi sąsiadami. To film o lustracji, również żywej w Czechach, spojrzenie na nią jest jednak zupełnie inne. Naprawdę warto wzbogacić swą empatię o to co film ten ze sobą niesie. To powinna być lektura obowiązkowa dla każdego kogo jeszcze stać na chwilę refleksji w tych sprawach. A film warto obejrzeć również dla po raz kolejny świetnej Lenki Vlasakovej.

 Takdźwiedź!- czyli rosyjska perełka dla najmłodszych

Na zakończenie coś dla maluchów, gdyż jak wiadomo w czasie deszczu dzieci się nudzą. Zaglądniemy tylko na chwilę za nasze granice wschodnie. A tam czeka na nas „Masza i niedźwiedź”, jak się okazuje wielkość rosyjskiej animacji nie skończyła się na „Wilku i zającu”. Wspaniała grafika, urocza, choć nieznośna postać Maszy i opiekuńczy Miszka tworzą przezabawny duet. To animacja bijąca na głowę wiele amerykańskich produkcji, uwielbiają ją i duzi, i mali. Takim niedźwiedziom mówimy gromkie tak.

Serial dostępny w Polsce na oryginalnym dvd z importu /np. knigi.pl/, fragmenty na Youtube.

Mamy nadzieję, że nasze rekomendacje na wakacje zyskają Państwa akceptację. Polecamy!

Jacek Rojewski

 

 

Tags:

Zostaw odpowiedź