Andrzej Janiak: „Ziomal” na pokładzie albo Admirał Morza Oceanicznego

15 lipca 2012 17:443 komentarze

Manuel Rosa
Kolumb. Historia nieznana.

tyt. oryg.: Colon la historia nunca contada
przeł. Marta Szafrańska-Brandt
Rebis, Poznań 2012

     Kiedy w 1992 r. obchodzono 500-lecie odkrycia Ameryki sytuacja wyglądała w miarę normalnie. Za odkrywcę uchodził Genueńczyk Cristoforo Colombo, który 12 października 1492 r. wylądował na wyspie Guanahani (obecnie należącej do archipelagu Wysp Bahamskich), a później odkrył wybrzeża Kuby i Haiti.

     W dwadzieścia lat po tamtych obchodach, które miały dość uroczysty charakter, zwłaszcza w USA i Hiszpanii, za sprawą bostońskiego profesora, pochodzenia portugalskiego, Manuela Rosy, definitywnie zerwano z genueńską czy nawet włoską genealogią Krzysztofa Kolumba. W swojej  książce  prof. Rosa twierdzi, że „Admirał mógł być tylko wykształconym szlachcicem znanym w Portugalii. I ostatecznie rodowitym Portugalczykiem. Mam nadzieje, że wkrótce doczekamy się nowego wielkiego odkrycie w archiwach portugalskich albo przeprowadzone zostaną badania DNA i zyskamy ostateczny dowód co do autentycznej tożsamości Krzysztofa Kolumba (1, 21)”.

     Prof. Rosa nie jest pierwszym zwolennikiem teorii luzytańskiego pochodzenia Kolumba. Jak to stwierdza sam: „W ciągu ubiegłego stulecia z pół tuzina autorów próbowało udowodnić, że odkrywca Ameryki był czystej krwi Portugalczykiem, jednak be z rezultatu. Błąd ich polegał na tym, że usiłowali zrobić z żeglarza Portugalczyka, nie starając się wyjaśnić historii na podstawie bezdyskusyjnych faktów” (ibidem, 19).

     Czy są bezdyskusyjne fakty?  Neopozytywiści i brytyjscy filozofowie analityczni twierdzili, że takich faktów nie ma. Ba, ogólne refleksje filozoficzne kierują nas w stronę poglądu, że typowe dla humanistyki pytania o genezę jakiejś rzeczy, instytucji lub zjawiska, to pytania specyficzne, trudne i wymagające oprócz znajomości faktów, swoistej empatii skierowanej na podmioty „historyczne”, a  nie współczesne.

     Zawieśmy na chwilę wszelkie pytania genetyczne (genealogiczne) i spróbujmy ustalić czy warto się zajmować odkrywcą Krzysztofem Kolumbem.

     W rankingu – przyznaję dość subiektywnym – „100 postaci, które miały największy wpływ na dzieje ludzkości”  Kolumb występuje na 9-tym miejscu tuż przed Albertem Einsteinem. Jeśli jednak odliczylibyśmy wielkich twórców religii; Mahometa (I miejsce), Jezusa Chrystusa (III miejsce), Buddę (IV), Konfucjusza (V), św. Pawła (VI), to odkrywca Ameryki znalazłby się na czwartym miejscu za Izaakiem Newtonem (II), Cai Lunem (wynalazca papieru – VII) i Gutenbergiem (VIII).

     Jest więc   o co  się spierać. Autor rankingu Michael H. Hart uzasadnił swoje stanowisko dość przekornie pisząc:

     „Kolumb nie był pierwszym Europejczykiem, który odkrył Nowy Świat. Parę wieków przedtem do Ameryki dotarł Wiking, Leif Ericson; w okresie dzielącym wyprawy Ericsona i Kolumba prawdopodobnie jeszcze paru innych (sic! – uwaga moja AJ) mieszkańców Europy przepłynęło  Atlantyk.  Jednak z historycznego punktu widzenia Leif Ericson jest postacią mało znaczącą. Wiadomość o jego odkryciach nigdy się nie rozpowszechniły, a same odkrycia nie pociągnęły za sobą żadnych istotnych zmian ani w Europie, ani w Ameryce. Nowiny o odkryciach Kolumbach rozeszły się błyskawicznie po całej Europie. Bezpośrednim ich następstwem było kilka kolejnych wypraw do Nowego Świata… oraz rozpoczęcie podboju i kolonizacji  nowych terytoriów” (2,91).  A zatem; liczyłyby się konsekwencje odkrycia i  forma, czynniki całkowicie niezależne od Krzysztofa Kolumba. Hart stwierdza też znany powszechnie fakt, że „już przed wyprawami Kolumba wielu piętnastowiecznych Europejczyków wiedziało, że Ziemia jest okrągła. Wiele stuleci wcześniej teorię taką wysuwali greccy filozofowie, a zdecydowanie poparcie owej hipotezy przez Arystotelesa wystarczyło, aby w XIV w. uznali ją oświeceni mieszkańcy Europy” (2.92).

     Charakteryzując „naszego” bohatera historyk nauki i astrofizyk dr Michael H. Hart ur. 1932) przypomniał to, o czym pisało wielu kolumbistów: „Kolumb nie odznaczał się jakimiś godnymi podziwu cechami charakteru. Był wyjątkowo chciwy; w rzeczywistości podstawową przyczyną trudności, jakie napotykał nakłaniając Izabelę do finansowania wyprawy, były wygórowane żądania finansowe…. Trzeba jednak wspomnieć, że traktował Indian z uderzającym okrucieństwem” (ibd).

A jaki pogląd w dwóch kwestiach prezentuje Manuel Rosa?

Prawdopodobnie żadnego. Jego wersja wydarzeń (narracja?) jest całkowicie nowa, rozbudowana i, tam gdzie trzeba,  polemiczna wobec dotychczasowych ustaleń. Zanim ją w pełni przedstawimy, wypada  stwierdzić, że Manuel Rosa najgoręcej polemizuje z hipotezą o genueńskim plebejskim pochodzeniu Krzysztofa Kolumba twierdząc, że był Portugalczykiem, że pochodził z bardzo wysokiej arystokracji spokrewnionej z książętami i królami. Koronnym argumentem przemawiającym za takim stanowiskiem, wg Rosy, to małżeństwo z Filipą Moniz de Perestrello – córką dziedzicznego zarządcy  wyspy Pôrto Santo koło Madery czyli  tzw. „kapitana” i siostrą drugiego „kapitana” Pôrto Santo. Niestety, autor książki ani tłumacz nie wyjaśniają, czym był i jak funkcjonował  w administracji portugalskich terytoriów zamorskich system „kapitanii”,  który w Brazylii przetrwał niemal do połowy XIX w. Na s. 162-163  publikacji dra Rosy mamy przedstawione drzewo „ginekologiczne” rodzin; Perestrello (wywodzącej się od włoskiego hrabiego Langosco „z Italii”) i Moniz (pochodzący od Vasco Martinsa Moniz, szlachcica z rodu Joăo  I (Jana I). Pomijając ubogość tego wykresu, obejmującego zaledwie dwa, trzy pokolenia czyli o wiele za mało, jak na starą szlachtę czy arystokrację, niejasne przejście od nazwy własnej „Langosco” do nazwiska „Perestrello” razi nieistniejąca wówczas jako całość „Italia”. Krotko; czyim wasalem był „hrabia Langosco”? kiedy i za co zyskał ten tytuł?

      W przypadku rodziny Muniz należy zapytać, kiedy dokładnie żył ó przodek szlachcic z rodu  króla Joăo I (1385-1433) z dynastii Avis, który wcześniej w latach 1383-1385 był regentem jako mistrz zakonu rycerskiego Avis. Ożenek Kolumba przypada na czasy  panowania Joăo II (1481-1485) wcześniej 1476-1477 współrządca z ojcem Alfonsem V; 1438-1481 wnukiem Joăo I).

     Tak więc Jan II, do którego zwracał się Kolumb ze swoją propozycją przetarcia zachodniej drogi do Indii był prawnukiem Jana I. Trzy pokolenia. A ze strony „kolumnowego drzewa” mamy dwa pokolenia. Tę linię rozpoczyna dziadek żony odkrywcy, po którym – podobno – otrzymał imię.

     Ojciec i brat   tej niedawnej pensjonariuszki klasztoru Wszystkich Świętych byli kapitanami wyspy Porto Santo. Polski czytelnik powinien otrzymać, chociażby w formie przypisu, czym była tak instytucja portugalska jak „kapitania” i jakie były statusy osób przebywających w klasztorach żeńskich; mniszek (freiras) i rezydentek (comendadeiras). Sprawa pochodzenia Felipy i jej przebywania w klasztorze Wszystkich Świętych i  małżeństwa z przyszłym odkrywcą Ameryki wywołała w 2012 r. wielką dyskusje na portugalskim portalu genealogicznym. Przedstawiono różne poglądy. Przeważnie odmienne od tych, jakie reprezentuje w swojej książce Manuel Rosa. Przy czym dwa stanowiska są tu ważne; istnienie dwóch gałęzi rodu Moniz, przy czym Izabela i Felipa należały do tej drugiej, w której kobiety nie miały prawa do używania „tytułu” dona uznając, że Felipa należała do pierwszego stanu (port. estato) czyli szlachty, a Kolumb do trzeciego, a więc do ludu, do pospólstwa (port. povo), bloger a Luciano – główny dyskutant forum, nie odrzuca możliwości, że ten konkretny przypadek stanowił wyjątek potwierdzający regułę.

     Wywindowanie statusu społecznego skromnej szlachcianki Felipy  Moniz i uczynienie z niej arystokratki, powinowatej i krewnej królów, książąt i hrabiów było potrzebne Manuelowi Rosie do przeprowadzenia własnej wersji, która jest najbardziej interesującą „narracją” kolumbistyki, chociaż najczęściej sprzeczną z dotychczasowym stanowiskiem nawet takich wcześniejszych zwolenników teorii portugalskiego pochodzenia Kolumba jak Mascarenhas Barreto. Posługując się przykładami i rozumowaniem przez analogię dr Rosa sugeruje, że decyzję w sprawie małżeństwa Felipy Moniz Perestrello mógł podjąć tylko król jako mistrz zakonu Santiago (1, 163).

     Zdaje się, że Manuel Rosa przesadnie interpretuje tytulaturę królewską. Jan II był również mistrzem drugiego zamożnego zakonu – Avis i władcą bardzo dbającym o prowadzenie sensownej polityki zamorskiej, kolonizację wybrzeży Afryki oraz dotarcie do legendarnych Indii. Jako dość ważny gracz uczestniczył w polityce europejskiej.

     Trudno przypuszczać, żeby Joăo II miał również czas i ochotę na decydowanie o tym, z kim legalnie może sypiać jakaś 25-cioletnia szlachcianka, a więc według ówczesnych kryteriów „stara panna”, w dodatku określana jako osoba posiadająca nadmiar wdzięków, co może być ironiczną aluzją albo do jej brzydoty, albo niezbyt surowych obyczajów. Zapewne, niezależnie od statusu panienki przebywającej w klasztorze, decyzję o zezwoleniu na małżeństwo musiała  podjąć przeorysza (lub przeor) klasztoru. Czy owa decyzja podlegała zatwierdzeniu króla-mistrza   zakonu? Jeśli tak to zapewne musiała mieć formę pisemną. A zatem, stosownego dokumentu należy szukać w archiwach starego Klasztoru Wszystkich Świętych w Torre do Tombo.  Na s. 159 recenzowanej książki  mamy  reprodukcję części dokumentu z klasztornego archiwum, pergaminu z nazwiskiem przyszłej żony Kolumba. O poszukiwaniu zezwolenia na ślub dr Rosa nawet nie wspomina, zadowalając się przypuszczeniem, że decyzja w tej sprawie należała do króla.

     Wywindowanie Felipy do roli arystokratki to niezbędna część wielkiej narracji autora „Kolumba”, potrzebna do stwierdzenia, że bohater monografii był również wysoko postawionym, acz skrywającym swe pochodzenie, arystokratą, a nie synem genueńskiego rzemieślnika. Rzecz mieści w  tagu pt. „arystokratyczne pochodzenie małżonków Colon”. Tag nieco dziwny, w części „męskiej” zawiera domniemania i przypuszczenia, w części „żeńskiej” próbę przerobienia zwykłej szlachcianki na arystokratkę. Co, więc, o procesie, tego awansu społecznego mówi historia?:

     „W dodatku, zgodnie z powszechną tendencją europejską, lawinę nowych tytułów – książąt, markizów, hrabiów, wicehrabiów, baronów – rozdzielano zgodnie z faworami królewskimi…  za czasów króla Edwarda (port. duarte; 1433-1438) było w Portugalii zaledwie 2 książąt i 5 hrabiów; gdy w 1481 umierał Alfons V było 4 książąt, 3 markizów, 26 hrabiów, 1 wicehrabia i 1 baron – w sumie 34 tytuły, z przyznawaniem których wiązały się znane różne przywileje. Toteż miał rację Jan II mówiąc, że ojciec uczynił go „królem dróg w Portugalii” ziemia i tytuły podzielone były między 15 wielkich rodów magnackich, z których najpotężniejszy to książęta Braganca (12 tytułów; 2 książęce, 3 markizów, 7 hrabiowskich), Menezesowie ( 5 tytułów hrabiowskich), Continhae (2 tytuły hrabiowskie)  i Melowie (2 tytuły hrabiowskie)…  (3,157).

     Do tej wysokiej arystokracji (około 50 osób) trzeba dodać grupę większą, którą można by nazwać „średnią arystokracją”. Składała się ona z tzw. wasali królewskich, którzy otrzymywali od Korony stały dochodów (contia), niezależnie od własnego majątku. Wypłacane contias mogło się odbywać w postaci stałej renty pieniężnej, ale również mogło przybrać formę  nadania ziemi”  (ibd). Chcąc, więc, uhonorować p. Felipę trzeba stwierdzić, czy ona lub jej rodziny (tj. Moniz i Perestrello) należały do portugalskiej „wierchuszki”. Jak przyjął dr Rosa, Perestrellowie byli pochodzenia włoskiego, wątpliwe więc, aby otrzymali tytuł portugalski, zwłaszcza wobec niejasności z dziedziczeniem tytułu włoskiego. Drzewo ginekologiczne rodziny Moniz rozpoczyna Vasco Martines Moniz określany jako szlachcic z rodu Jana I założyciela dynastii Avis (1385-1433), który sam był bastardem króla Piotra I (1367-1383). Więcej tu widzimy „znakomitości” po stronie „żeńskiej”, a pierwszy zarządca Porto Santo Bartłomiej Prerestrello – mąż Izabeli Moniz nie mógł zostać nawet contiadeiro, skoro był już kapitanem. Z pierwszą pozycją wiązały się bowiem przywileje, z drugą głownie obowiązki i jakieś niewielkie przywileje złożone głownie z ulg i zaszczytów, a nie subsydiów Korony. Pośrednio można, więc udowodnić, że rodzina pani Kolumbowej nie była żadną arystokracją, a zwyczajną szlachtą. Zapewne dość ubogą, skoro po śmierci ojca (data?) Felipa musiała iść do klasztoru. Nie wiadomo na jakich warunkach. Wypadałoby dokładnie wyjaśnić, co oznacza portugalskie określenie comendadeira.

     Prawdopodobnie słowo to pochodzi od comer = jeść. A więc: stołowniczka, rezydentka. Nas interesuje, czy Felipa była osobą świecką przebywającą czasowo w klasztorze, postulantką czy nowicjuszką?

     Wszelkie koligacje mogą być całkowicie zmyślone, jeśli nie towarzyszą im odpowiednie sekwencje metryk urodzenia. Naturalnie, teoria genueńskiego pochodzenia Krzysztofa Kolumba jest słabo umotywowana ze względu na niski stan i słabe wykształcenie odkrywcy, Ale trzeba skojarzyć to z fałszerstwami dokumentów, jakich dokonano podczas starań o obalenie lub przywrócenie majoratu oraz przywilejów nadanych Odkrywcy, być może zbyt pochopnie przez Ich Katolickie Mości. Dlatego Manuel Rosa na różne sposoby walczy z hipotezą genueńską, kpiąc jak w rozdziale VI (Bajka o Kolumbie z Italii, s. 101-138) czy przytaczając stosownie dobre fragmenty, nieraz po 2 razy jak na s. 127 i 129: „Jego przodkowie wywodzili się z krwi królewskiej Jeruzalem”.

     Ale rzecz nie jest taka głupia, jeśli przyjmiemy inną wersję włoskich korzeni Kolumba. Np. taką:

„Kolumb urodził się w 1451 roku. Gdzie? Złośliwość wielu świadków, brak precyzji w tekstach pozostawionych przez samego zainteresowanego i pośmiertne fałszerstwa testamentu, gdzie napisano, że urodził się w Genui, wzbudzając wątpliwości. Czternaście miast i miasteczek na Korsyce, Sardynii, Balearach i Półwyspie uważa, że wydało na świat słynnego admirała. Madariage…. skłania się wyraźnie ku Genui. Podobnie, jak i my także…. Ród Kolumbów, nazywanych Colón lub Colombo, to najprawdopodobniej hiszpańscy Żydzi, którzy na emigracji w swojej nowej ojczyźnie zachowali język i obyczaje kraju pochodzenia. Dzieciństwo, okres dorastania i młodość słynnego odkrywcy nie są jasne. Nigdy nie udało się ustalić z całkowitą pewnością, czy był on najpierw piratem, czy też uczciwym kupcem ani gdzie żeglował.

     Krzysztof Kolumb ma już trzydziestkę, kiedy natrafimy w Portugalii na jego ślad. Około 1480 roku Kolumb poślubia Felipę Perestrellę, Portugalkę hiszpańskiego pochodzenia…. Jej dziadek otrzymał koncesję na wyspę, którą odkrył pod rozkazami Zarea i Feixeiry, a którą króliki uczyniły na jakiś czas niemożliwą do zamieszkania. Ojciec Felipy jest w posiadaniu map i innych tajemniczych dokumentów, bezcennych dla każdego żeglarza”   (4, 62 – moje podkreślenia, A.J.).

     Dziesiątki różnych wersji Kolumbowego CV zawierają elementy, które dobrze tłumaczą to, co w innej postaci biogramu wydaje się wątpliwe lub niejasne. Np. podnoszona wielokrotnie przez Rosę kwestia nierówności społecznej małżonków: ona – szlachcianka, on – plebejusz, da się łatwo wytłumaczyć, gdy przyjmiemy, że Krzysztof Kolumb był przedstawicielem handlowym firmy genueńskiej, sprowadzającej z Madery cukier, a zatem człowiekiem dość zamożnym. W konkretyzacji mamy więc dość wiarygodny model: ona uboga szlachcianka, przebywająca na wycugu w (starym) Klasztorze Wszystkich Świętych, on zamożny cudzoziemiec, kupiec, może  stauer .

     Wątek narodowościowy czy etniczny stanowi ekstrapolację współczesnych pojęć, bo czy Genueńczyk, Wenecjanin, Florentyńczyk to narodowość? Pamiętajmy, żre Ortega y Gasset wielki hiszpański polihistor uważał, że najważniejszym zdaniem historyka/historyków jest rekonstrukcja myślenia i wrażliwości tej epoki, którą się ów historyk zajmuje. A na przełomie XV i XVI wieku świadomość narodowa dopiero zaczynała się kształtować. Jak zawsze pod wpływem wydarzeń .

     Tak więc etnos raczej kształtowany był przez używany język, przynależność do określonej struktury politycznej i wyznawana religią. Jednak i tutaj spotykamy przypadki dziwne, trudne do wytłumaczenia. Np. Portugalczycy walczący o zdobycie marokańskich miast Ceuty i Tangeru stwierdzili, że w radach tych mahometańskich przecież jednostek politycznych zasiadali chrześcijanie: Genueńczycy, Florentyńczycy czy Wenecjanie. Abraham Zacut znakomity matematyk żydowski, zasłużony dla kosmografii i kartografii, a więc pośrednio dla odkryć geograficznych, przeniósł się z Kastylii do Portugalii, aby uniknąć przymusowego nawrócenia. A gdy opieka portugalskich książąt i królów okazała się słabsza od nacisków Inkwizycji, Zacut  opuścił Półwysep Iberyjski  i przeniósł się do Damaszku.

     Warto nadmienić, że bulla papieska Pessimus genus (7, 472), potępiająca tych Portugalczyków, którzy przyjęli Żydów uciekających z Hiszpanii przed prześladowaniami religijnymi, ukazała się w 1487 r. a wtedy właśnie pojawia się w Sewilli Krzysztof Kolumb. Przypadek czy coś więcej? „Pod latarnią najciemniej”. Dr Rosa nie podejmuje żadnych żydowskich wątków kolumnowego CV. A jak można wytłumaczyć  finansowy udział (1/8) Krzysztofa Kolumba w wyposażeniu pierwszej wyprawy do  Nowego Świata?  Jak  wyjaśnić zgodę bankiera  Ich Katolickich Mości, którym był przecież Żyd Luis de Santagel? Narracja Manuela Rosy nie ogranicza się do tego, że Colón był Portugalczykiem, pochodzącym z kręgów wysokiej arystokracji, ale z jakiś powodów (jakich?)  ukrywającym swój rodowód. Dr Rosa idzie dalej: Kolumb był szpiegiem portugalskiego Króla Jana II, wysłanym na dwór Izabeli i Ferdynanda, w celu wprowadzenia ich w błąd i odciągnięcia Hiszpanów od poszukiwań drogi do Indii, ze względu na własne już zaawansowane prace i  niewielką ilość ludzi mogących posłużyć do opanowania nowych terytoriów. Zadaniem Rosy żeglarze portugalscy utrzymywali swoje odkrycia w tajemnicy, a Kolumb celowo twierdził, że droga do Indii przez Atlantyk stanowiący część tzw. Morza Oceanicznego tj.  Wszechświatowego   Oceanu  jest krótsza niż tradycyjny szlak wokół Afryki.  A zatem żadnego samookłamywania się wielkiego żeglarza, żadnej niewiedzy. Czysta perfidia. Jak wobec tego wytłumaczyć opóźnienia ekspedycji Vasco da Gamy? I odkryciu Indii dopiero w 1495 r.?

     Pochodzący z Madery bostoński wykładowca „ostro pojechał po bandzie”. Jego Kolumb-Portugalczyk, agent wpływu Joăo II i jego główny szpieg (zawsze w dziejach były to dwie odrębne funkcje!) wracając ze swej pierwszej karaibskiej wyprawy nie tylko najpierw w 1493 r. melduje się u portugalskiego króla w Rajskiej Dolinie k/Lizbony, a nie w Lagos, skąd wyruszały i dokąd wracały morskie wyprawy Luzytan, ale bierze udział  w naradach mających za cel korzystne dla Portugalii ukształtowanie sponsorowanego przez papieża traktatu w Tordensillas (1494), dzielącego między Kastylię (Hiszpanię?) i Portugalię kraje już odkryte i te, które dopiero będą odkryte. Tymczasem jedna bulla papieża Aleksandra Inter Caetera (1493) przyznaje Kastylii prawa do ziem odkrytych przez Kolumba , a następna – Eximie devotione faworyzuje Portugalczyków.

     Kiedy Kolumb nie bojąc się tego, że jego dobroczyńcy i formalni opiekunowie Izabela Kastylijska i Ferdynand Aragoński, mogą wkurzyć się na swojego podopiecznego za konszachty z ich rywalem i wrogiem, o kilka tygodni odwleka swój tryumfalny powrót de Sewilli czy   Palos, pomaga Janowi Drugiemu podzielić świat. Król Portugalii i Algarve  (formalny tytuł) wie już , że żeglarze Joăo Fernandes –O- Lavrador  i Piotr de Barcelos odkryli Półwysep Labrador ( w obecnej  Kanadzie), a może Grenlandię .  Jeśli nie ma mapy  z tej wyprawy, a powinien mieć, skoro trzyma rączkę na pulsie, jego dalsze postępowanie jest dość tajemnicze i nie zawsze zgodne z własnymi interesami. Wpuszczenie Kastylijczyków w maliny, tak, że mogą eksplorować nowe kryteria, gdy Portugalia tradycyjnie kieruje swą ekspansję ku Afryce oraz Indiom, wydaje się pomysłem dość nieciekawym.

     Manuel Rosa idzie dalej. Jego Kolumb to nie tylko arcyszpieg i agent wpływu  zarazem, ale również książę Visseu , mistrz templariuszowego Zakonu Rycerzy Chrystusa ( 1,357, 358) zdrajca, któremu Jan II wybaczył fingując jego śmierć. Ten wątek z odwołaniami masońskimi do rycerzy Świątyni Jerozolimskiej nie wszystkim musi się podobać. Dla wielu brzmi cokolwiek fantastycznie lub zbyt aktualizująco. Manuel Rosa pisze: „Admirał Kolumb faktycznie był owładnięty ideą odzyskania Świątyni… Nie napisał, że celem wypraw było udowodnienie, iż możliwe jest  dopłynięcie do Indii od zachodu. W ostatecznej analizie jego misja jawi się jako wyprawa religijna, podobnie jak Misja Henryka Żeglarza” ( 1, 363).

     Wypadałoby więc, napisać rozprawę o religijności Kolumba, fakt, że był człowiekiem bardzo pobożnym, żywiącym specjalny kult Ducha Świętego nie  ulega wątpliwości. Ale czy prawomocne jest zdanie, że „odnosił się nie tyle do katolicyzmu, ile do chrześcijaństwa w ogóle” (1, 369). O jakim chrześcijaństwie można mówić w okresie przed wystąpieniem Lutra (1517)? O herezjach?

      Owa chęć uwspółcześnienia narracji, naginanie wielowymiarowych zdarzeń do aktualnych pojęć; masoni, ekumenizm, agentura wpływu, szpiegostwo itd. wikła przekaz  dra Manuela Rosy. Autor „Kolumba” zbyt wdaje się w polemiki z dotychczasowymi poglądami. Niepotrzebnie za dużo uwagi poświęca genealogii i heraldyce, gdzie wszystko jest niby w porządku, dopóki nie zaczniemy wymagać przedstawienia konkretnych metryk chrztu i wyjaśnienia zwyczajów oraz formuł, jakie towarzyszyły rejestracji nieślubnych dzieci., zwłaszcza w okresie Renesansu i w kraju tak zbastardyzowanym jak Portugalia. Żonglując pisownią nazwisk  raz „Colón”, drugi raz „Colonna” (nazwa znanego rodu w wielu krajach Europy), M. Rosa pyta: „Czy nieślubnymi synami infanta Ferdynanda nie byli Bartolomé Colón i Diego Colón (bracia Krzysztofa – uwaga moja A.J.), mający  prawo do nazwiska Colonna?” (1,383). I dalej: „tym sposobem Krzysztof Kolumb byłby czwartym księciem Visseu i mistrzem templariuszy, który jak bóg Tivisco-Tyr – wszedł do jaskini lwa, dla wypełnienia mistyfikacji w służbie króla Portugalii i zdołał oszukać cały świat, pozostawiając nam w spadku łamigłówkę tak skomplikowaną, że potrzebowaliśmy pięciuset lat, żeby ją przeniknąć” (1, 383).

     Skoro odkrywca Ameryki został już – z nadania dra Rosy – księciem Vissau i Beja wnukiem Henryka Żeglarza czyli czwartą lub piątą osobą w królestwie Portugalii i Algarve (nazwa oficjalna) co stoi na przeszkodzie, aby awansował i zamienił się w królewicza. Autor wpada więc na pomysł, że przecież niejednemu psu „burek”  i szuka innych „Henryków”,   prócz infanta Henryka Żeglarza (1394-1460). Oczywiście – znajduje. Tym innym Henrykiem jest „królewicz Zygmunt Henryk – Segsmundo Henriques da Sa’ Colonna – syn Władysława III Warneńczyka króla Polski, Litwy (sic!) i Węgier, który mieszkał na Maderze, przyjąwszy dobrowolne wygnanie po zniknięciu (sic!) pod Warną 10 listopada 1444 roku” (1,386).

     Pomińmy parę drobnych szczegółów, że mamy tu do czynienia z Zygmuntem Henrykiem, a nie czystym „Henrykiem”, że „Warneńczyk” nie był nigdy królem Litwy, ale wielkim księciem litewskim, królem Polski, Czech, Węgier, Serbii (Rasciae), Chorwacji (Croatia),  że zginął, a nie zniknął, w bitwie pod Warną, co odnotowano w „Kronice węgierskiej” Janosza Turocsy i u naszego Długosza. Argument o nie znalezieniu ciała, odpada, gdyż historiografia turecka przekazała nam informację o zabiciu Władysława Jagiellończyka przez tureckiego janczara określanego jako Hazar  – efendi (Pan Chazar), obcięciu głowy i trzymaniu tego wojennego trofeum w słoju z miodem przez sułtana  Amurada II. Klęska pod Warną była klęską Węgrów ale także całej południowej Słowiańszczyzny. Stanowiła ogromnie ważne wydarzenie, również kulturowe, które zaowocowało epickimi pieśniami (płaczami i lamentami) oraz wyjaśnieniami w rodzaju, że była to kara boska za zerwanie wieczystego pokoju z Turkami.

     Przypuszczenie Rosy, że Warneńczyk ocalał i został wyniesiony z pola bitwy, przetransportowany na Synaj (jak?), wyleczony, a następnie pojawił się na drugim krańcu ówczesnego świata, na Maderze, aby jako Henryk Niemiec  (Henrique Alemăo) rycerz świętej Katarzyny otrzymywać w darze od „kapitana Zarki rozległe ziemie na południu wyspy.za co? Po co? Manuel Rosa cytuje jakiś miejscowy herbarz czyli „Księgę szlachectwa z wyspy Madera”, stworzony w 200 lat po wspomnianym  fakcie, który miał nastąpić około 1450 roku. I to właśnie nazwałem jazdą po bandzie i fantazją. W takich wypadkach Włosi niechętnie widziani przez Rosę zwykli mawiać: „Se non é  vero, é ben trovato” ( Jeśli to nie jest prawdą, rzecz została dobrze wymyślona).

     Gdyby kolejne hipotezy i wyjaśnienia kolumbowej legendy wyczerpująco   przedstawić w szczegółach i zasygnalizować odpowiednimi tagami, narracja dra Rosy miałaby ich najwięcej, bo oprócz tradycyjnych i takie nieoczekiwane,  jak np.  „bitwa pod Warną” czy „sukcesja po królu Władysławie Jagiellończyku”. Domysły, sugestie badań archiwalnych i genetycznych (DNA) rozbudowują tylko narrację o odkryciu Ameryki przez Kolumba.

     Pojawiły się nowe wątki, co można uznać przejaw żywotności kolumbowej legendy. Ale czy za wyjaśnienie wszelkich wątpliwości, jakie ta legenda niesie ze sobą?

Andrzej Janiak

Tags:

3 komentarze

  • Przeczytałem „Kolumb Historia, Nieznana” dwa razy i dla mnie Dr Rosa był bardzo dokładny i przekonał mnie. On daje nam wszystkie swoje źródła. Być może nie zrozumieć tę książkę? A może należy ją ponownie przeczytać bo piszesz w swoim artykule „poszukiwaniu O zezwolenia Na Slub dr Rosa nawet NIE wspomina i zadowalając SIĘ przypuszczeniem ZE decyzja w Tej sprawie należała zrobić króla.” – Nie widziałeś go? Przeczytaj jeszcze raz strona 160, znajdziesz dowód mówisz, że potrzebujesz. Również dr Rosa nawet dał ci przypisie do publikacji innego profesora, który wyjaśnia o wymogu króla o zezwoleniu na małżeństwa członków Santiago. Czy na to patrzysz? Ponadto nie rozumiem co oznacza „Comendadeira” To był szczególny rodzaj tytuł nadany tylko do 12 eite szlachetnych dam. Może trzeba spędzać mniej czasu na Genneall forum, gdzie jest wszystko sensacji, i iść, by sprawdzić Dr Rosa źródeł ponieważ opuścił wiele, wiele przypisów.

  • „…on zamożny cudzoziemiec, kupiec, może stauer” ???? Genueńczycy Colombo był nieszczęśliwy biedny chłop jak jest udowodnione przez wszystkich dokumentów włoskich. Masz teraz WŁASNA, że był bogaty kupiec, wbrew wszelkim dowodom. Jak fantastycznie!!!

  • Bardzo dobra recenzja. Rosa mnie nie przekonuje, dobiera sobie źródła, które mu pasują. Wybiera bądź tworzy fakty, a w oparciu o nie pisze kolejne. Przypisy i bibliografia wcale nie pomagają – brak dokładnych odniesień do przywoływanych publikacji. To, że się powołuje na jakiegoś profesora nie znaczy, że czegoś nie przekręcił.

Zostaw odpowiedź do Merlin