Małgorzata Maciejewska: Waleń na Biennale

15 lipca 2012 17:400 komentarzy

Geoff Dyer
Jeff w Wenecji, śmierć w Waranasi

tyt. oryg.: Jeff in Venice, Death in Waranasi
przeł. Jerzy Kozłowski
Rebis, Poznań 2012.

 

     Przyznam się bez bicia – skusił mnie fakt, że akcja powieści rozgrywa się w Wenecji. Niedługo odwiedzę to cudowne miasto, więc jestem szczególnie chłonna na wszelkie, wiążące się jakoś z tymże miastem, lektury. Dodatkową zachętą okazało się to, że główny bohater wybiera się tam na Biennale, i że książka to „wariacja na motywach o Śmierci w Wenecji Thomasa Manna”, jak napisał na okładce wydawca.

     Oczywiście miałam świadomość, że do twórczości Manna nie ma co porównywać czyjejkolwiek powieści. Nie tylko dla tego, że jedną z nagród, jakie autor powieści Jeff w Wenecji, śmierć w Waranasi otrzymał za książkę m. in. Bollinger Everyman Wodehouse Prize w kategorii Best Comic Novel, którą przyznano także m.in. Sue Townsend  czy – kilkukrotnie – Terry’emu Pratchettowi. Wiadomo więc, że nie należy jej ani przez chwilę traktować… hm… śmiertelnie poważnie. Należy też zwrócić uwagę na fakt, że powieść składa się z dwóch, dość mocno różniących się części, których faktycznie nie ma co na siłę łączyć (wbrew komentarzom z okładki).

      Pierwsza część to popis błyskotliwości literackiej, napisana świetnym, choć nie znaczy to, że wyszukanym językiem. Faktycznie, poprzez specyficzny charakter narratora jest nieco niepoważna, przyjemnie lekka, ale zupełnie nie płytka czy głupkowata. Poza nieco frustrowanym, przezywającym najwyraźniej kryzys wieku średniego, ale pomimo wypalenia wciąż błyskotliwym narratorem, sama struktura gatunkowa została zgrabnie utkana. Łączy bowiem, jak przystało na lekturę modną, elementy powieści, dziennika, pamiętnika, notatnika z podróży, felietonu i miejscami naprawdę zgryźliwej satyry – przede wszystkim na wszelkie odmiany konsumpcjonizmu, zjawiska zwykłego i świetnie rozwiniętego nawet wśród ludzi ze świata sztuki. To w świecie sztuki, a dokładniej wokół weneckiego Biennale (także będącego udaną plecionką fikcji i prawdy) osnuta została pierwsza część. Narrator-bohater jest w centrum tegoż świata, będąc w stanie zawieszenia między najważniejszymi w nim grupami– artystów i krytyków. W sposób wyjątkowo udany ukazuje te same zjawiska w nich obu: kulisy walki o prestiż, ludzką zawiść, egoizm, skutki mylnego przekonania o własnej wartości, pogoń za przyjemnością i satysfakcją – znacznie częściej cielesną niż duchowo-estetyczną. Zmyślnie, ale w sposób całkowicie niewymuszony balansuje na krawędzi kiczu i smutnej prozy życia, mówiąc o sztuce i alkoholu, samotności i potrzebie miłości (czy raczej bycia zakochanym), seksie i frustracji, przeciętnym życiu i potrzebie zmian, które jeśli już zachodzą, powinny być naprawdę znaczące.

      Potwierdzeniem owej teorii zmiany jest druga część, będąca naprawdę udanym i chyba jeszcze nieczęsto spotykanym żartem z powieści spod znaku „Jedz, mód się, kochaj” i ogólnoświatowego trendu, który nakazuje ludziom po trzydziestce wyjeżdżać na Bali, do Azji bliższej i dalszej lub do Indii by tam szukać swojej życiowej drogi i duchowej harmonii. Jeff także jedzie do Indii, do miasta, do którego wybrać się miała jego wenecka kochanka. I w tymże mieście także trafia na szczególną kobietę. Ciężar uczuciowo-namiętnościowy zostaje jednak przeniesiony w drugiej części powieści z kobiety na… miasto. Waranasi to w znacznie większym stopniu powieść podróżniczo-krajobrazowa. I tu jednak autor błysnął – jego bohater nie popada w zachwyt i nie rzuca się z głową w nowe, egzotyczne, ożywcze miejsce. Przeciwnie – opowiada o swojej podróży i coraz rzadszych spotkaniach z ludźmi dość obiektywnie i jednocześnie z bardzo dużym wyczuciem atmosfery miasta. Nie oszukuje. Nie koloryzuje, nie udaje, że żyje w bajce. Jest obcy, jest ostrożny i nieufny, ale jego mądra ciekawość sprawia, że stopniowo i w pełni świadomie zatapia się w obcej kulturze i w obcym mieście. Oczywiście, jego opowieść to też zapis rozwoju czy transformacji duchowej, ale zamiast na sobie, skoncentrowany jest na tym, co te zmiany wywołuje. Pokazuje ludzi, miejsca – dokładnie i systematycznie – zjawiska. Stopniowo wtajemnicza czytelnika we własne eksperymenty, znajomości. Serwuje anegdoty i szczegóły natury cielesno-chorobowej… Cały czas jednak ukazuje mu się robić w sposób bezpretensjonalny, choć naprawdę soczysty. Nie jest bohaterem, nie jest geniuszem, nie jest turystą ani kowbojem. Jest zwykłym, mądrym facetem, który szuka swego miejsca – na Ziemi i w sobie. Jego opowieści słucha się tak, jak monologu przyjaciela, którego zna się od lat i widzi po dłuższej jego nieobecności. Parę anegdot, trochę narzekania, szczypta naturalizmu, nieco sentymentu, garść strategiczno-turystycznych uwag i  ten rozmarzony wzrok… wszystko to przekazuje Dyer, sprawiając, że wybacza mu się nawet przewidywalne i nie całkiem udane zakończenie.

     Słowem, Dyer miło mnie rozczarował. Także tym, że przewrotnie cień „Śmierci w Wenecji” można znaleźć raczej w części o Waranasi niż w tej włoskiej… Autor okazał się zresztą świetnym przewodnikiem po obu, jakże różnych, „wiecznych miastach” – nie nużącym, nie namolnym, cierpliwym, ale i rzucającym wyzwania.

     Nie do końca podzielam z-okładkowy entuzjazm Michaela Ondaatje (Angielski pacjent) co do wizerunku Wenecji, która ma już nigdy nie być taka sama po lekturze książki. Miasto nie jest ważne. Zachwalać należy raczej język, świeży, na wskroś współczesny, niekiedy naprawdę prosty, nawet naiwny i kolokwialny, ale dowodzący wielkiej erudycji i inteligencji autora. Równie ważna jest umiejętność oddania klimatu (dosłownie i w przenośni) miast, w których toczy się akcja powieści. Ale najważniejsze jest rewelacyjne przeplatanie fikcji z rzeczywistością, pokazujące, że w zasadzie bajki i fakty to prawie to samo, a i życie i śmierć niewiele się od siebie różnią. Plus całkiem przyziemny i niemetaforyczny, czysto językowy smaczek dla lingwistów – współczesna przypowieść o poplątaniu się języków na przykładzie motywu welonu i walenia (zwierzę takie).

     Jeff w Wenecji, śmierć w Waranasi to świetna zabawa intelektualna i dowcipny traktat o człowieku. Zachęcam, namawiam.

Małgorzata Maciejewska

Tags:

Zostaw odpowiedź