Jarosław Kolasiński: Na nowo, czyli po staremu – po staremu, czyli na nowo

15 czerwca 2012 15:114 komentarze

„Ul. Ptasia – nie do końca od nowa” – fot. Weronika Zygmunt – wyróżnienie I stopnia

     Czy reprodukowane powyżej zdjęcie autorstwa Weroniki Zygmunt z wrocławskiego  gimnazjum nr 19 było najlepsze z nadesłanych na konkurs – zdania są podzielone. Mnie podoba się bardzo, ale – kompletnie nie rozumiem dlaczego – to nie ja decydowałem o podziale nagród. Nagradzało jury, które „Ul. Ptasią…” zakwalifikowało, i owszem, do ósemki najlepszych, ale na podium nie dopuściło. Można dyskutować o wartościach technicznych tej fotografii… Będę się jednak upierał, że pod względem realizacji konkursowego tematu, z uwagi na kapitalne oddanie istoty zmian, jakie zachodzą w tkance miejskiej Wrocławia – należy się tu złoty medal. W najgorszym razie ex-aequo z pracą „Nowy napęd” Julii Figaszewskiej [patrz niżej]. W czym rzecz?

Plakat konkuroswy autorstwa Macieja Piątka /Halifax/

    Otóż ideą konkursu było – oprócz wielu innych aspektów wymienionych w regulaminie – „udokumentowanie trwałych, architektonicznych zmian, jakie w ostatnim czasie zaszły we Wrocławiu”. A ów „ostatni czas”, to epoka rozpoczęta w roku 1989. I pod tym kątem zerknijmy na „Ul. Ptasią…”. Autorka uchwyciła w kadrze klasyczne wrocławskie podwórko z gatunku fotogenicznych, aczkolwiek mało przyjaznych tubylcom. „Scyre pole” zamiast parkingu, w bezładzie mało szykowne samochody (raczej nie Rolls Royce’y). Z lewej i prawej strony jak baszty na zamku „pysznią” się typowe dla dzielnic, w których nie mieszkają włodarze miasta, kamienice pamiętające Hitlera, a może nawet Bismarcka. Kamienice w stanie ciężkim. W centrum kadru króluje Nowe, które pasuje tu jak pięść do oka, ale i tak cieszy. Co ciekawe – a wiem to od autorki zdjęcia – niemiecki napis na kamienicy, to już zupełnie inna historia. Niby stary, a jakiś nowy taki. Otóż wcale to nie jest spadek po Breslau, lecz ruiny (w tym ruiny in spe) są tu tak cudne, że wabią ekipy filmowe. I właśnie dla potrzeb kręconego filmu napisano na elewacji to, co widać na załączonym obrazku. Pogratulować autorce czujnego oka!

     Innym z istotnych celów konkursu było promowanie Wrocławia – Europejskiej Stolicy Kultury 2016. I tu znów autorka odrobiła lekcje! Ul. Ptasiej jest bowiem pod drodze ze zwycięską konkursową aplikacją Wrocławia. Europejskich jurorów stolica Dolnego Śląska znokautowała programem rewitalizacji takich właśnie rejonów, jak ten. Kiedyś pięknych, dziś straszących dniem i nocą. Czy się uda? Zobaczymy. Jeśli tak, to zdjęcie to nabierze dodatkowych walorów historycznych.

„Nowy napęd” – fot. Julia Figaszewska – wyróżnienie I stopnia

      Drugą moją faworytką jest fotografia Julii Figaszewskiej z gimnazjum nr 48. Ona z kolei idealnie oddaje to, z czego Wrocław jest dumny. Czy słusznie – dyskusja w toku. Zdjęcie przedstawia stare kamienice odbijające się w wypolerowanych blachach motocykla. Tytuł – „Nowy napęd” – mówi wszystko. I nie da się ukryć, że słusznie, i nie da się zaprzeczyć, że w pełnej zgodzie z ideą konkursu „Wrocław OdNowa”. U J. Figaszewskiej to, co stare (a odnowione na dodatek!) przeplata się z nowym i nie wiadomo, co lepsze, co ważniejsze, co bardziej dla miasta charakterystyczne. Prędkość z jaką zwykle porusza się sfotografowany motocykl, może z powodzeniem symbolizować tempo zachodzących we Wrocławiu zmian. Patrząc na to zdjęcie, Biuro Promocji Miasta powinno cmokać z zachwytu, o ile oczywiście wie o opisywanym tu konkursie, co jednak wobec ogromu zadań stojących przed tą instytucją wcale takie pewne nie jest.

„Do nieba” – Justyna Maślińska – wyróżnienie II stopnia

      Trzecim zdjęciem, które mi daje wiele satysfakcji, jest fotografia Justyny Maślińskiej (Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. ks. Marcina Lutra) zatytułowane „Do nieba”. Zdjęcie to przedstawia mój ulubiony pomnik! Ulubiony w chwilach, gdy szczególnie mnie denerwuje (swoją drogą mocno demonizowane przez zawistników) wrocławskie nadymanie się, pozowanie na pępek świata. Zawsze wówczas – na swój prywaty użytek – nazywam tę instalację „Pomnikiem całej wrocławskiej pary w gwizdek”. Autorce jestem szczerze wdzięczny za wykonanie tej pracy, a jury za wyróżnienie jej, dzięki czemu mogę się nacieszyć. Nacieszyć złośliwie, a przecież większej frajdy niż złośliwa właśnie, wyobrazić sobie nie sposób.

„Wschodzacy Feniks” – fot. Weronika Grębowiec – I miejsce

     Kolejna rzecz która cieszy, absolutnie niezłośliwie, to skala wyobraźni oraz zapał autorów fotografii nadesłanych na konkurs. Biorąc pod uwagę fakt, iż to pierwsza edycja konkursu, pamiętając o tym, że generalnie mało komu się dzisiaj cokolwiek chce – a wg mediów problem ten dotyczy głównie polskich gimnazjalistów – liczba 113 nadesłanych zdjęć z pewnością satysfakcjonuje. Tym bardziej, że większość prac stała na takim poziomie, że bój o podium był niezwykle zażarty. Dość powiedzieć – zdradził mi rzecz na ucho przewodniczący jury Maciej Blum – iż zwycięskiej fotografii do osiągnięcia maksymalnej noty (40 pkt.) zabrakło jednie trzech marnych punkcików! Ba! Fotografia-wicemistrzyni była gorsza zaledwie o punkcik jeden i dokładnie o tyle samo wyprzedziła brązową medalistkę. 24 fotografie zdyskwalifikowano na starcie (głównie z powodu rozminięcia się z tematem) lecz pozostałe stoczyły ostrą walkę. Było o co!

     Pomijając już samą możliwość wzięcia udziału w wernisażu oraz ujrzenia swojego dzieła wyeksponowanego w leśnickim Centrum Kultury „Zamek” – nagrody (będąca głównym organizatorem nasza redakcyjna koleżanka) ostro się postarała) okazały się cenne i było ich w bród. Dość powiedzieć, że praktycznie każdy z nagrodzonych i wyróżnionych autorów 30 najlepszych prac wrócił do domu z pięknym albumem pod pachą, a w torbie przytaszczył resztę „łupów”.

     Nagrodą główną był ufundowany przez Fundację Banku Zachodniego aparat fotograficzny Nikon Coolpix, co triumfatorkę konkursu Weronikę Grębowiec ucieszyło w sposób… hm… dający się zaobserwować, albo nieco bardziej. Może dlatego, że znakomicie się czuł w towarzystwie „Leksykonu architektury Wrocławia”, wydanego i ufundowanego przez drugiego głównego sponsora wydawnictwo Via Nova .

Triumfatorka konkursu – Weronika Grębowiec nagradzana przez Elżbietę Lenczyk, szefa CK ‚Zamek’

     Wicemistrzyni, Paulina Baran wygrała natomiast słusznego formatu cyfrową ramkę na zdjęcia oraz piękny album fotograficzny (nic dziwnego, skoro właścicielem wydawnictwa Via Nova jest sam Klimek!) Jej świetnej pracy podstępnie nie publikujemy w niniejszym tekście – ilustruje nasz inny materiał . Publikujemy natomiast – z równie wielką przyjemnością – „Most w stalowej pajęczynie” brązowej medalistki Joanny Sroki z gimnazjum nr 12. Każdy, kto nie ma pośród krewnych czy znajomych kogoś z obsługi Mostu Rędzińskiego patrząc na to zdjęcie musi zżymać się z zazdrości. Odkąd most otwarto – nie da się go w taki sposób sfotografować (będąc amatorem), chyba, że ktoś chce zaryzykować zderzenie z pędzącym obwodnicą tirem lub goniącym fotografa radiowozem. I tak patrzę, i tak się zżymam. Tyle mogę.

„Most w stalowej pajęczynie” – fot. Joanna Sroka – III miejsce

 

      Mogę też jeszcze jedno: pokręcić nosem, iż na podium są tylko trzy stopnie i przez to Ewa Wróblewska z gimnazjum nr 14 musiała stanąć obok. A przecież „zdjęła” jeden z niewielu nowoczesnych budynków Wrocławia, który podoba mi się bez zastrzeżeń (herezje głoszę?) i to jeszcze od czasów, kiedy ledwo wyzierał spoza rusztowań i bilbordów.

„Budynek Archicomu” – Ewa Wróblewska – wyróżnienie II stopnia

     Konkurs zakończył wernisaż wystawy, która przytulisko znalazła z szeroko znanym we Wrocławiu Centrum Kultury „Zamek”. Najlepszych 30 prac zawisło w historycznym budynku, w którym – jak głosi pruska legenda – Fryderyk Wielki wystraszył oficerów pokonanej niedaleko stąd (pod Lutynią) austriackiej armii. I proszę! Fryderyka dawno już nie ma, Prus też, a zdjęcia wrocławskich gimnazjalistów pięknie sobie wiszą! I powiszą do 20 czerwca. Warto się wybrać! Profesjonalnie oprawione i wyeksponowane prace młodych fotografów prezentują się znakomicie. Równie świetnie prezentowali się triumfatorzy podczas wernisażu (23 maja 2012), no może trochę podenerwowani, nadgryzieni przez tremę, ale dumni. A „osoby towarzyszące” nawet bardziej.

Małgorzata Kawalec, dyrektor organizującego konkurs MOS 2

     Podczas wręczania nagród i wyróżnień lekko nie było! Niektórzy musieli przebijać się przez gęstwę zgromadzonych i po dwa razy, ale to już ich wina – po co wysyłali po trzy świetne zdjęcia? Jeszcze ciężej było już po zakończeniu części oficjalnej, kiedy przyszło pałaszować smakowity tort, ozdobiony aparatem z wafli w czekoladzie, przygotowany przez licznie w konkursie uczestniczące dzieci z ECDiE im. ks. M. Lutra. Ale udało się zjeść, niektórym nawet z nawiązką, ale sza o tym… Wróćmy do zdjęć.

      Maciej Blum ogłaszając werdykt wyraził swoje, jurora, zdziwienie, że na ani jednej nadesłanej pracy nie znalazł się żaden z wrocławskich krasnali. A przecież tyle ich wszędzie! Przewodniczący jury stwierdził, że przecież pięknie się maluchy komponują z miejską architekturą i szkoda, że nikt ich nie sportretował. Okazało się jednak, że właśnie chyba ta krasnoludzka mnogość powoduje, iż za krasnalami uganiają się już jedynie turyści (i bardzo dobrze!), tubylcy zaś mają skrzatów po dziurki w nosie i zapewne nie chodzi tu o mleko ani zaplatanie końskich ogonów w warkocze. Po prostu: chyba co innego Nas u Nas interesuje. Co? I tu mała niespodzianka.

     Wydawać by się mogło, że – jeśli mowa o architekturze najnowszej oraz starej odnowionej niedawno – Sky Tower będzie pstrykany do znudzenia, że mosty, że Dworzec Główny PKP… Tymczasem, ku sporemu zaskoczeniu organizatorów (MOS nr 2) oraz jurorów), najpopularniejsze okazały się: Dom Handlowy „Renoma” (7  zdjęć), politechniczny „Serowiec” oraz lotnisko (6 prac).

Niewiele zabrakło do podium – „Renoma” – fot. Aleksandra Ciszek – wyróżnienie I stopnia

     Dworca natomiast nie sfotografował nikt. Sky Tower – w sumie przecież żadna rewelacja estetyczna – pojawił się zaledwie 3 razy, natomiast ewidentnie znudził się wrocławianom Most Milenijny (jedno zdjęcia, za to dobre), a, co ciekawe, Stadion Miejski chyba niezbyt się podoba (1 zdjęcie) – opinię tę podzielam – w odróżnieniu od wyremontowanej i ubogaconej o „nowe” Hali Stulecia – i tu też się zgadzam. Ważniejsze jednak, niż ta ciągnięta nieco za uszy „analiza” preferencji wydają mi się jednak zupełnie inne kwestie…

Wręczania ciąg dalszy – a za rok?

    O tym, że zanim się nie weźmie aparatu do ręki, z otaczającej nas rzeczywistości dostrzega się o wiele mniej – wie każdy. Każdy, kto przynajmniej raz już wreszcie „wyszedł na foty”. Mówi się też wiele o tym, że „młodzi to nic, tylko trzaskają swoje własne facjaty, żeby wkleić na FB”. I to też w dużej mierze nie jest kłamstwem. Prawdą jest wszakże i to – pogratulujmy pomysłodawcom i organizatorom konkursu – że trzeba mieć pomysł, umieć do młodzieży, nawet tej z „budzących grozę” gimnazjów, dotrzeć  i… idzie jak z płatka. Zdolności młodym ludziom nie brak, chęci też się znajdą – i już! Rodzic jednego ze zwycięzców (nazwisko i adres znane redakcji) zwrócił mi też uwagę na coś może jeszcze ważniejszego. Stwierdził, z niejakim zakłopotaniem ale i zadowoleniem jednocześnie, że dzięki konkursowi „Wrocław OdNowa” po raz pierwszy od wielu lat w jego domu rozgorzały dyskusje o tym, co we Wrocławiu wybudowano ciekawego, co warto wyburzyć i tak w ogóle, czy to miasto może się podobać, czy też musi, bo nie ma innego wyjścia. Chęć zatriumfowania w konkursie stała się też fundamentem podjętych – po wielu latach przerwy – spacerów po mieście, rozmów, kontaktów pomiędzy członkami rodziny…

     Wypowiedź tę przytaczam dlatego, że opisane wyżej skutki wydają mi się szczególnie warte podkreślenia. Już pal sześć ten cały Wrocław! On i tak jest i nadal będzie. Ważne, byśmy mieszkając w nim żyli razem, a nie osobno. Z pewnością warto takie postawy inspirować. Choćby miejskim, fotograficznym konkursem. A skoro „Wrocław OdNowa” zakończył się sukcesem (bo tak to trzeba nazwać, po imieniu), to warto kontynuować go w latach kolejnych. Z tego co wiem – tak właśnie będzie. Za rok znów pod tym samym szyldem, oby z podobnie hojnymi sponsorami, niekoniecznie z architekturą w roli głównej, ale konkurs się odbędzie. Zaczynam żałować, że nie jestem gimnazjalistą.

Jarosław Kolasiński

– – – – – – – – – – – – – – –
Kompletną listę nagrodzonych, wyróżnione nagrodzone prace oraz fotograficzną dokumentacją wernisażu można obejrzeć na stronie www organizatora -> tutaj

Tags:

4 komentarze

  • hobbe tryggvason

    oo żesz.. skala wyobraźni? *tu prosze wstawic emotikon :boisie:*

  • Fajny pomysł. Rzadko coś dobrego o gimnazjalistach się mówi, a nie są tacy źli. Ale komuś z dorosłych musi się coś chcieć z nimi zrobić, prawda?

    • Prawdy 100%. W kwestii gimnazjalistów raz „ich” dorosłych – obawiam się, że mamy tu do czynienia z samonapędzającym się klinczem niechęci i niemożności. Obawiam się również, że dorośli którzy chcą coś z nimi zrobić, wciąż (często nie zdając sobie sprawy) trafiają do dokładnie tej samej części tychże gimnazjalistów. Grupa ta pracuje na poprawę opinii o gimnazjalistach, a pozostali pracują na utrwalenie tej złej. Nadto – by tymże gimnazjalistom móc coś zaproponować, coś z nimi zrobić, przelicznik nauczyciele/uczniowie musiałby się zmniejszyć. Tymczasem u nas w zależności od tego czy jest wyż czy niż – tak się te sprawy reguluje, ze chyba nawet kiedy w którymś roczniku będzie w skali kraju pięcioro uczniów, to i tak uda się zorganizować ich w klasę 32 osobową;)
      Temat rzeka – tak generalnie.

  • wrażliwość, tożsamość, aktywność…reszta to tylko znalezienie odpowiedniej nazwy…

Zostaw odpowiedź