Damian Kozik: Trzeci atak grików!

15 czerwca 2012 15:030 komentarzy

Taylor Anderson
Malstrom (cykl Niszczyciel)
tyt. oryg.: Malstrom
tłum.: Radosław Kot
Rebis, Poznań 2012

     Taylor Anderson jest wytwórcą replik starej broni palnej, ekspertem w dziedzinie balistyki historycznej i konsultantem filmowym. Członek United States Field Artillery Association, kawaler Zaszczytnego Orderu św. Barbary, patronki artylerzystów. Wykłada historię na Uniwersytecie Tarletona. Żegluje, mieszka z żoną, córką i swoimi armatami w Granbury w Teksasie.

     Autor książki nawiązuje do malstromu, będącego w teorii silnym prądem  morskim na morzu norweskim, któremu towarzyszą mu wiry wodne. Spopularyzowany został w literaturze za sprawą Juliusza Verne’a („20 tysięcy mil podmorskiej żeglugi”).

      Autor z racji zainteresowań tym zjawiskiem wkłada dużo serca w szczegóły. Wiele jest tutaj technicznych opisów, które powodują, że książka jest ciekawsza. Na uwagę zasługuje zamieszczona w książce mapka ukazująca trasy i cele trzech statków marynarki Stanów Zjednoczonych Ameryki. Nie można ominąć faktu, że statki te istniały naprawdę. Z drugiej strony mapki znajduje się mapa ukazująca zatokę Baalkpan, która chyba jest fikcją, ponieważ owej zatoki nie znalazłem. Mimo tego na mapce jest godzina oraz data związana z atakiem Japończyków na amerykańską bazę Pearl Harbor (myślę, że część osób czytających moją recenzję oglądała choćby adaptację filmową tego wydarzenia).

      Książka ma ścisłą fabułę, choć dla mnie jest troszkę zagmatwana. Być może dlatego, nie mogę do końca zrozumieć początku książki, gdyż jest to trzecia jej część. Nie zmienia to faktu, że jest interesująca. Żołnierze marynarki wojennej, biorący czynny udział w ataku na Pearl Harbor dziwnym trafem przenoszą się do alternatywnego świata. Amerykanie, jak wynika z opisów, zaprzyjaźniają się z człekokształtnymi małpami zwanymi lemurami. Zwierzęta te potrafią się porozumiewać z ludźmi i mają całkiem miłe przysposobienie, szybko się uczą. Mimo tego, że nie zasmakowały wojny, szybko się do niej przystosowują. Niepróżnujący Japończycy szybko zyskują aprobatę groźniejszych jaszczurów zwanych Grikami. Płazy są myślącymi bestiami, które chcą opanować cały świat i nie zawahają się użyć przemocy. Oba sojusze ludzko – zwierzęce zabierają się do pracy, by z posiadanej wiedzy zbudować maszyny i bronie, które pozwolą im prowadzić walkę. Sytuacja jest na tyle skomplikowana, że żeglarze nie posiadają nic oprócz tego, co zostało im na jednostkach pływających. Są to praktycznie śmieci, z których można złożyć prowizoryczne rzeczy, które nie koniecznie muszą działać jak powinny. Nie brakuje także wątków miłosnych, będących integralną częścią książki. Oprócz tego można się nauczyć podstawowego języka żeglarzy, dowiedzieć się o życiu na wojennym statku, ułożenia formacji wojskowych i wielu innych ciekawych rzeczy.

      Czas na podsumowanie. Książka jest ciekawa, zagadkowa, szczegółowa i nie brakuje jej mocy przyciągania czytelnika. Jest to mieszanka „Planety Małp” i „Beowulfa”, gdzie zwyczajny świat zmienia się w coś całkiem alternatywnego, mitycznego, nieprzewidywalnego. Nie ma co ukrywać, że książka jest z gatunku fantastyki i fantazji nie zabrakło autorowi ani przez chwilę. Nie wiem nic o poprzednich częściach, ale z „Malstroma” wynika, że wszystko wróci do normy. Czy to oznacza koniec cyklu „Niszczyciel”? Tego nie mogę zagwarantować, może po prostu przeczytam poprzednie dwie części? A wy już je macie? By zaostrzyć apetyt osób, które nie miały z cyklem do czynienia radzę zerknąć, jak wygląda Grik, może to zaostrzy apetyt na lekturę recenzowanej książki.

Damian Kozik

Tags:

Zostaw odpowiedź