Portfolio miesiąca: Marzena Wieczorek

15 czerwca 2012 15:1915 komentarzy

Marzena Wieczorek

Marzena Wieczorek – pochodzi z Gdańska, obecnie mieszka nad Jeziorem Bodeńskim w Niemczech. Z wykształcenia socjolog, jednak stale poszerza horyzonty o elementy psychologii i psychologii społecznej. Swoje prace fotograficzne prezentuje m. in na portalach Fineart oraz Fotoferia. Jest laureatką wielu konkursów. Otrzymała m.in. Złoty Medal w kat. Architektura w konkursie  Trierenberg Super Circuit 2012, brała udział w Finale Ein Jahr in Bildern pisma Photographie i Firmy Pentax,  została uhonorowana Srebrnym Medalem w Fotoferia International Exhibition 2011.

Prace autorki zdobiły liczne wystawy: Kressbronn blüht auf (2009),  Danzig (2010), Blumen (2011). W maju i czerwcu 2012 można podziwiać fotografie autorki  w Warszawie, gdzie wraz z Tomkiem Buczkowskim i Jakubem Malickim prezentuje „Architektoniczne poszukiwania w fotografii” w DK „Śródmieście”. Jej prace zostały opublikowane w czasopismach polskich: Digital Foto Video, Foto Kurier oraz niemieckich: Color Foto, Photographie, D-pixx, Chip Foto Video, Foto Magazin.

.

.

Czasem pomalowałabym wszystko na niebiesko…

.

z Marzeną Wieczorek dla Netkultury rozmawia Anna Kolasińska

 

Anna Kolasińska: Na początku był fotograficzny chaos, prawda?

Marzena Wieczorek: Jasne. Tak, i u mnie – jak u większości amatorów – zaczęło się od pstrykania wszystkiego, ze świętym  (czytaj – błędnym) przekonaniem, że warto wszystko dookoła utrwalić. Choć na samym początku najwięcej przyjemności sprawiała mi makrofotografia roślin. W sumie wszystko zaczęło się od kwiatków (śmiech)

AK: Z ziemi do nieba zatem… (śmiech)

MW: Tak…choć trochę zdziałał tu przypadek. Po dwóch latach nastąpiło małe podsumowanie mojego amatorskiego dorobku. Przy wyborze zdjęć do własnego portfolio, grona moich najbliższych znajomych stwierdziło, że najlepsze mam fotografie architektury. Hm… może…myślałam sobie, choć bez większego przekonania. Potem przyszły pierwsze konkursowe wygrane, które mnie w jakiś sposób w tej opinii utwierdziły. No i chyba faktycznie tak jest. Nadal fotografuję różności, choć ze świadomością, jak bardzo mi daleko do tego, co bym chciała osiągnąć…

AK: Rozumiem, że twój rozwój artystyczny w dużej mierze ukształtowali odbiorcy…

MW: Jedynym miejscem przed Fotoferią, gdzie pokazywałam swoje prace to było dfv.pl. To moje przedszkole fotograficzne, gdzie sporo się nauczyłam i nie mam tu na myśli tylko fotografii. Równie ważne stało się pewne „obycie” fotograficzne wśród innych, kształtowanie się reakcji na pochwały, na ostrą krytykę. To dobra nauka, która nigdy się dla mnie nie kończy.

/fot. Marzena Wieczorek/

AK: Pasjonujesz się historią sztuki, głównie malarstwem. Toniesz w literaturze, studiujesz film. To tam szukasz wzorców artystycznych i estetycznych? Co staje się inspiracją do tworzenia obrazów? Rzeczywistość, sztuka, fantazja, stany emocjonalne…

MW: Wszystko! (śmiech) To, kim jesteśmy, to – jacy jesteśmy, jaką mamy wrażliwość i wyobraźnię. Jak wiadomo, nie da się oddzielić od tego co tworzymy. Najczęściej bowiem jest to jakiś zespół różnych inspiracji, w połączeniu z określonym stanem emocjonalnym właśnie. Może się wydawać, że na  fotografie architektury nie ma to tak wielkiego wpływu, ale to błędne przekonanie. Wybór samego motywu, umiejętność jego dostrzeżenia… Szczególnie jednak wyraża się to w sposobie obróbki, zastosowania kolorów na przykład… Czasem mam ochotę  na silne kontrasty i czerń z bielą, czasem potrzebuję mocnych kolorów, a najczęściej pomalowałabym wszystko na niebiesko (śmiech). Nie mam wątpliwości, że moje uwielbienie dla malarstwa J.W Turnera chociażby lub zaczytywanie się kiedyś książkami P. White´a, B. Hrabala, B. Leśmiana, czy S. Lema – wszystko razem ma ogromny wpływ na moje własne prace… nawet jeśli jest to niedostrzegalne na pierwszy rzut oka…

AK: Kuszą cię, jak wspomniałaś wcześniej, inne tematy. Ostatnio uczysz się portretowania. Co cię pociąga  w tej sztuce najbardziej?

MW: Bo cóż jest piękniejszego niż człowiek? Cóż bardziej skomplikowanego? I wartego uwiecznienia? To wizerunek człowieka lub jego ciała wzbudza w odbiorcy największe emocje… Również dla fotografa. Myślę, jest to największe wyzwanie – a ja lubię wyzwania (śmiech).  Prawdą jest, że nawet najpiękniejsza architektura nie wzbudzi tyle emocji, nie będzie miała tak dużej oglądalności jak choćby przeciętny portret. Znam to ze swoich własnych prac, z własnego doświadczenia.

/fot. Marzena Wieczorek/

AK:  A ja z uporem wracam do architektury (śmiech). Nie ukrywam, że jestem oczarowana twoimi obrazami. Strzeliste domiszcza wznoszące się ku mistycznemu niebu, mrugające lampy uliczne, perfekcyjna technika – to wszystko stało się najmocniejszym punktem w twojej twórczości fotograficznej. Chyba polubiłaś tę dziedzinę specjalnie?

MW: Owszem, polubiłam, choć nie jest to jakieś szczególne upodobanie… myślę raczej, że pewna umiejętność, predyspozycja, instynkt… Ponadto na początku byłam ograniczona sprzętowo i czasowo, a architektura to bardzo wdzięczny model, nawet w pełnym słońcu, w przeciwieństwie do pejzażu  czy człowieka, potrafi pokazać swoje ładne oblicze… No i jest najcierpliwszym modelem pod słońcem, co współgra z moją niecierpliwością (śmiech)..
Architektura daje mi też możliwość własnej jej kreacji w procesie postprodukcji. Bardzo lubię ten etap, gdzie po możliwie najlepszym skadrowaniu i odwzorowaniu podczas fotografowania, mogę potem nadać obrazowi taki charakter jaki sobie wyobrażę lub najczęściej taki, jaki moim zdaniem najbardziej do motywu pasuje. „Dobre oko” do architektury można wyćwiczyć, natomiast ostateczny jej obraz zależy właśnie od naszej osobowości i wyobraźni. Proces obróbki pobudza we mnie kreatywność. Piękno, perfekcja, estetyka… Lubię to, dążę do tego, by tak przedstawiać moje motywy. Jeśli uda mi się w odbiorcy wywołać podobne emocje, jakie mi towarzyszą, to sprawia mi to największą satysfakcję i przyjemność… motywuje mnie dalej…

/fot. Marzena Wieczorek/

AK: Czyli cały czas jakieś niedoścignione marzenie w tobie się tli? Co cię męczy tak naprawdę?

MW: (śmiech) Aniu, jedyne co mnie męczy i to bardzo, to świadomość, że nie zdążę zrealizować moich planów i marzeń, choćby tylko tych fotograficznych… że na wszystko nie starczy mi czasu…. Jeśli coś robię, to zawsze z dużą intensywnością – a to wiadomo – pochłania czas i energię, i wiele z tego, co jest również ważne, musi czekać na swoją kolej… Męczy mnie, że nie jestem tak dobra jak bym tego od siebie oczekiwała, męczy mnie, że moje portrety są beznadziejne (śmiech), a krajobrazy mierne. I że ciągle nie mogę zakupić potrzebnego mi filtra (śmiech), męczy mnie… yyy… chyba wystarczy (śmiech).

AK: To całkiem kobiece podejście (śmiech). Widzisz, a moim marzeniem, zdecydowanej entuzjastki pejzażu ulicznego, nauczyć się czegoś od cenionej koleżanki (śmiech) Gdy kieruję aparat ku górze, „pali” mi się niebo. Co doradzi mi już nie amatorka w fotografowaniu architektury?

/fot. Marzena Wieczorek/

MW: (śmiech). Niebo! Temat nieba w architekturze jest podstawą!…. Fajnie , że to poruszyłaś (śmiech).  Tak myślą wszyscy, którzy się do mnie zgłaszają po pomoc  i poradę…. Pierwsze pytanie (bez wyjątku!) brzmi: – A powiedz mi, jak zrobiłaś to niebo?  Oczywiście chodzi im o to poruszone. Czy to za sprawą długiego czasu naświetlania, czy filtra w Photoshopie. Dla nich TAKIE niebo to klucz do sukcesu w fotografowaniu architektury. Na początku przyjmowałam to żartobliwie, ze śmiechem, teraz już szczerze mówiąc, z lekką irytacją. Niebo… jest tylko dopełnieniem obrazu, który sam w sobie musi być już w miarę perfekcyjny. Jest dla mnie jak zastosowanie struktury w portrecie.
A odpowiadając na twoje pytanie… Są dwa sposoby na przepalone niebo, tak w architekturze jak i w krajobrazie… Zastosowanie różnego czasu naświetlania, potem składanie albo pomoc Photoshopa. Stosuję jedno i drugie. Nie mam żadnych skrupułów, jeśli chodzi o Photoshopa, gdyż moje obrazy to nie jest reportaż,  one mają wzbudzać całkowicie inne emocje estetyczne u odbiorcy. I nie jest to kategoria „fotomontaż”, jak niektórzy sugerują, bo jak mówiłam… to tylko sposób na wykończenie i dodanie określonego charakteru. Tak samo właśnie jak  wspomniana wcześniej  struktura w portrecie… Nikt nie każe zmieniać kategorii… bo to w końcu o twarz portretowanego chodzi, a dodanie elementów (nieba, struktury)  jest techniką, zabiegiem, a nie kategorią samą w sobie. Rozgadałam się o tym, gdyż właśnie zastosowanie Photoshopa wzbudza najwięcej (negatywnych) emocji w odbiorze architektury, więc cieszę się, że miałam okazję wyjaśnić (śmiech).

/fot. Marzena Wieczorek/

AK: Jak odbierasz architekturę niemiecką miast? Co różni niemiecką ulicę od polskiej?

MW:  Oj… ciężko mi o tym mówić…bo musiałabym powiedzieć, że Niemcy i Polskę dzieli przepaść. I nie tylko jeśli o „ulice” chodzi…ale ktoś powie, że może będzie  niepolitycznie (śmiech). To powiem tylko, że świadomość tak zwanego przeciętnego Niemca i jego FAKTYCZNY udział w kształtowaniu obrazu miasta czy swojego otoczenia jest nieporównywalny do naszego! Czasami nawet, moim zdaniem (w końcu kogoś, kto zna również inne realia), jest to pewnego rodzaju nadużycie….demokracji i możliwości wypowiadania swojego zdania. To często jest zaglądanie do niewłasnego ogródka.
No, ale wiadomo… Inaczej się kształtuje rzeczywistość… własną ulicę również… mając spore nadwyżki… a inaczej, kiedy można tylko łatać dziury. Inaczej się MYŚLI, kiedy stoją za tym pokoleniowe doświadczenia społeczeństw demokracji, a inaczej gdy się je ciągle kształtuje. Niemniej jednak wiele miast niemieckich, tak jak i polskich odbudowywało się zaraz po wojnie  z gruzów i również tu budowano byle jak. Czasem nawet, z politycznych głównie przyczyn (niech będą nawet i takie) polskie miasta  takie jak Gdańsk, starano się przynajmniej częściowo odbudować, zrekonstruować w miarę wiernie. Świadomość ważności tego była może nawet większa niż u niemieckich architektów.

/fot. Marzena Wieczorek/

AK: W Polsce ostatnio sporo dyskutuje się o reklamie w przestrzeni publicznej. Wielkie billboardy, plakaty, bannery, szyldy, ogłoszenia – to wszystko to wątpliwy ozdobnik naszych ulic. Taki przekaz w dobie społeczeństwa konsumpcyjnego niby nie dziwi… Czy twoim zdaniem, jakieś granice… jakieś granice estetyczne, których „komercjalizacja” ulicy nie powinna przekraczać?

MW: Ojej,  moja wrażliwość estetyczna w polskim mieście najczęściej cierpi…. A kiedy cierpi to najchętniej wyburzyłabym pół miasta, by się pozbyć wszelkich paskudztw w formie jakichkolwiek reklam. Chyba nie miałabym litości w stawianiu granic przy projektowaniu graficznym ulic, jak to określiłaś (śmiech).

/fot. Marzena Wieczorek/

AK: Dzisiejsi architekci i urbaniści zapominają często (może są do tego zmuszani?), że powinni jednak być artystami. Ulice straszą często paskudnymi rozwiązaniami, gdzie przeszłość i teraźniejszość mają się jak pięść do nosa. Architektura współczesna jest jeszcze sztuką? A może pełni jedynie rolę użytkową?

MW: Teoretycznie powinna spełniać obie role, ale w praktyce jak wiadomo jest rożnie. Czasami wyobraźnia architekta zatraca wszelkie granice, powstają budowle fantazyjne, ale niekoniecznie do optymalnego użytku, ale najczęściej jednak jest  odwrotnie, niestety.  Takich architektów- artystów  jak Daniel Libeskind, Frank Gerry  czy Massimiliano Fuksas, żeby wymienić tylko tych najbardziej chyba znanych, którzy mają fantazję i szanse dać jej konkretny wyraz jest w końcu niewielu. Lecz  jakaż uczta dla oczu, kiedy już takie dzieła powstaną!

/fot. Marzena Wieczorek/

AK: Jakie plany fotograficzne są przed tobą?

MW: Po tych kilku latach fotografowania, takiego bardziej świadomego (ok. 3 lat ) mam wrażenie, że przede mną nadal jest wszystko do odkrycia… że jestem dopiero na początku mojej fotograficznej przygody. Cieszę się na tę przygodę… poszukuję nowych,  własnych ścieżek – a jak wiadomo to właśnie poszukiwania i wędrówki dostarczają najwięcej przeżyć i doświadczeń. Cieszę się na wszystko, co jeszcze przede mną… Może uda mi się kiedyś coś ciekawego, pięknego nie tylko w architekturze pokazać? (śmiech)

AK: O, tego jestem pewna. Trzymam zatem kciuki bardzo, bardzo mocno i życzę ci spełnienia fotograficznych marzeń.

 .

rozmawiała: Anna Kolasińska

.

Gorąco zapraszamy naszych czytelników do odwiedzenia  netkulturowej galerii, w której można podziwiać inne, równie znakomite fotografie Marzeny Wieczorek!

.

– – – – – – – – – – – – –
Wszystkie zdjęcia stanowią własność Autorki i umieszczane są na stronie Netkultury.pl na zasadzie licencji niewyłącznej. ©MarzenaWieczorek2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Tags:

15 komentarzy

Zostaw odpowiedź do Hufnagiel