Numer 5 (15) – Oregano

15 maja 2012 15:151 komentarz

/rys. Magdalena Jemielity/

Oregano to taka przyprawa, która nadaje się w zasadzie do wszystkiego. Za nami już majówka, a wraz z nią erupcje obżarstwa – najprzeróżniejsze grille, ogniska, rauty, poczęstunki. Niejedno zatem czytelnicze podniebienie wciąż pewnie pamięta, jak to cudowne ziele wspaniale ubogaca smak różnorakich mięs. Albo serów. Ale czy zdawaliście sobie Państwo sprawę, że oregano idealnie pasuje do… lodów? Nie, absolutnie nie zwariowałem. Niewiele jest na tym podłym świecie lepszych rzeczy, niż sorbet z truskawek i cytryn delikatnie posypany oregano. A jak już się człowiek naje, można – choć oczywiście nikogo nie namawiamy – dodać szczyptę rzeczonej przyprawy do wiśniowego tytoniu i rozkoszować się ciepłym, majowym popołudniem.

Ta różnorodność sprawia, iż oregano jest niezastąpionym składnikiem w netkulturowej kuchni. Boć to i netkultura, z czym by jej nie ugryźć – zawsze smaczna. I – choć niby znana – zawsze zaskakująca.

W maju na początek (niech to będzie nowa, świecka tradycja) książkowy i filmowy zawrót głowy. A w nim ciut ekonomii, ciut psychologii, szczypta – całkiem świeżej – historii, filozofii, tajemnicy i dwa łyki erotyki. A także kino dla spóźnialskich, nietykalnych i mało wybrednych – dla każdego coś miłego.

Poczytawszy i pooglądawszy możemy iść w Świat szeroki. A tam niezmordowany Janusz St. Andrasz odkrywa przed nami tajemnice miasta, gdzie wino, kobiety i śpiew, a także koronowane głowy i szpiedzy.

Następnie wracamy do siebie, do Kraju, gdzie ponownie spacerujemy z Rafałem Klanem po rondzie bez nazwy. Potem z Jolą Sztejką pod rękę idziemy (wężykiem, wężykiem!) po bułkę do osiedlowego spożywczaka.

Posypujemy tę bułkę oregano i…

…na razie powstrzymujemy się od konsumpcji, aby przypadkiem chrzęstem szczęk nie spłoszyć zwierza. Jakiego zwierza? Ano tego ze zdjęć Marcina Nawrockiego. Zwyczajowo kapitalny wywiad Ani Kolasińskiej ukazuje nam artystę sympatycznego, skromnego, a przy tym pewnego swego talentu. I nie bez kozery! Mili Państwo, gdybym ja umiał tak opisywać przyrodę, jak Marcin ją fotografuje, stać by mnie było na czterdziestohektarowe pole, które obsiałbym… no przecież.

Gdyby komuś ogrom wrażeń wizualnych wywołanych naszym najnowszym portfolio nie starczył, zapraszamy do czwartej części Jana Gryki opowieści o sztuce i zapoznania się z twórczością Michała Stachyry. Potem specjalność zakładu, czyli kolejne odcinki filmozagadki i Życia Kulturalnego Dzikich (proszę mocno trzymać się podłokietników!). Wreszcie – czas na nasze gwiazdy.

Najpierw Justyna A. Sikorska prezentuje postać Dziwnej Emilki. Przyznać muszę, że czekaliśmy na tę pracę z utęsknieniem, albowiem jest to postać, która świetnie skleiłaby się mentalnie z większą częścią naszej redakcji. Z piszącym te słowa na czele.

Teraz możemy zamknąć oczy, aby nie zaczęły nam pląsać i wsłuchać się w twórczość Branforda Marsalisa i Macieja Fortuny. GRAżyna Studzińska-Cavour jednego słuchała nad Odrą, drugiego z płyty. Jak wrażenia? O tym w dwóch kapitalnych materiałach.

A teraz z niekłamaną radością chciałbym przedstawić Państwu debiutującą na naszych łamach osobę, którą – tak artystycznie, jak i osobiście – mam zaszczyt znać i przyjemność lubić. Bo Mirka Szychowiak jest jak miesięczny zapas oregano. Albo, jak kto woli, paczka cukierków. A że na dzień dobry opowiada nam o sweterku wydzierganym przez dość intrygujący muzyczny alians, nic tylko czytać. I słuchać.

Zaszczyt znać i przyjemność lubić mam także, rzecz jasna, swego redakcyjnego kolegę, Jacka Rojewskiego. I również z niekłamaną radością chciałbym państwu zaprezentować Jackowe dwukrotne spotkanie z Cholonkiem. Dobrego Pana Boga z gliny widział Roj tak na kartach książki, jak i na teatralnych deskach (choć via telewizor). A co z tych spotkań wyniósł? Zapraszam do lektury.

Uff, wszystko? No, prawie. Na deser moja własna twórczość okołosportowa. Euro już naprawdę tuż, zatem nasz cykl przygotowujący do Mistrzostw Starego Kontynentu należy zamknąć. Otwórzmy za to szafę i wyciągnijmy z niej kreację. Na bal.

O, widzicie Państwo? Moja bułka. Jak to: jaka bułka? Z oregano, ta, którą kupiłem sobie w osiedlowym spożywczaku. Numer piętnasty Netkultury dostarcza tak silnych wrażeń, że dobrze jest po lekturze nieco się posilić. Jak to w maju.

A co to ma wszystko wspólnego z majem? Nic. W pierwotnej wersji ten tekst miał nosić tytuł „Majeranek”. No ale gdzie majeranek, a gdzie oregano?

1 Komentarz

  • Hufnagiel

    Dzień dobry.
    Dawno nie zaglądałem, ale jak już, to trzeba wstępniak przeczytać.
    Bez wątpienia.
    I pytanie mam – rzeczywiście do tytoniu taką trawkę można dodać? I co wtedy??
    ???
    A, czy na przykład, do innych można dodać nośników?
    Robił ktoś? Oreganówkę?
    Wiadomo, do zupy, tak!
    Do numeru też.
    Jeżeli jest ten numer Netkultury tak ładnie przyprawiony, to ja chętnie od jutra (Od wczoraj, Kamola. Ta sprawa jest na wczoraj…) zacznę czytać.
    No!

Zostaw odpowiedź