Numer 4 (14) – Przeplatanka

15 kwietnia 2012 15:152 komentarze

Drodzy Czytelnicy Netkultury!

Winien jestem Państwu przeprosiny. Ja tu bowiem odpowiadam za Dział Sportowy. I do tej pory napisałem już dwa wstępniaki, a jeszcze ani razu nie przeprowadziłem porządnej rozgrzewki. Mea maxima culpa, tuszę, że mnie Państwo wyekskuzują. Aby czym prędzej nadrobić to karygodne zaniedbanie, poruszajmy się nieco. Chwila ku temu jak najbardziej sposobna, bo przecież po wielkanocnym obżarstwie wszyscy pewnie czujemy, że jakby się nas więcej zrobiło. Co więcej, za oknem kwiecień, który – jak wiadomo – przeplata. Wystartujmy zatem i my z naszą przeplatanką. Pamiętacie Państwo? Taki skip, w którym biegnie się raz do przodu, raz do tyłu, a generalnie bokiem. Gotowi, do biegu…

Niejako w ramach naprawiania zaniedbań przeplatankę naszą zaczniemy w dość nietypowym miejscu. Dział Recenzji bywał do tej pory marginalizowany, spychany poza netkulturowy nawias. Niesłusznie i krzywdząco, bo chociaż nasi recenzenci to ludzie cisi i pokornego serca, którzy nie łaknąc zaszczytów w pocie czoła wykonują swoją robotę, splendor im się przecież należy. Biez wodki Aleksandra Topolskiego, Transmigracja Timothy’ego Archera Philipa K. Dicka, Epidemie w dawnej Polsce Szymona Wrzesińskiego, czy Ludzie renesansu Roberta C. Davisa i Beth Lindsmith to tylko niektóre pozycje książkowe omawiane w numerze czternastym Netkultury. W poddziale filmowym zaś czeka nas spora dawka… Wstydu. A także dywagacje o tym, czy polskie kino naprawdę jest do tej części ciała, na której z chęcią byście państwo właśnie usiedli.

Ale, ale! To przecież dopiero początek, proszę wyrównać oddech i biegniemy dalej. Konkretnie biegniemy przez Kraj, gdzie Rafał Klan wprowadza nas na rondo bez nazwy. Abyśmy nie truchtali w kółeczko, przebiegamy teraz żwawo przez przestrzeń publiczną, której genderową płaszczyznę omawia nasza nowa gwiazda, Anna Rumińska (bonjour!). Wybiegając z szerokiego teatrum spraw damsko-męskich mijamy bank. A o tym, co będzie, gdy bank „zbanknie”, opowiada Anna Garbolińska. Przepytawszy autorkę Rozmów z użyciem głowy, Jarek Kolasiński lekkim truchtem prowadzi nas przez Szlak Polichromii Brzeskich. Wreszcie Inka Walkowiak uwalnia Boya. A na koniec, byśmy w naszej przeplatance nie padli z wizualnego głodu, specialite de la maison, czyli komiks Michała Zięby.

Dzieło Michała posłużyło nam za mostek do Działu Obraz i Dźwięk, gdzie na dzień dobry niezawodna Ania Kolasińska prezentuje kolejne fotograficzne portfolio. Prace Piotra Lisowskiego spadają nam jakby z nieba, bośmy się już nieco zasapali, a jego krajobrazy oferują zbawienną chwilę wytchnienia. A skoro już odzipnęliśmy, biegniemy za Mariuszem Tarkawianem w poszukiwaniu sztuki. Chwilę później czeka nas wyjątkowo trudne ćwiczenie: bieg na koturnach artystycznej odwagi za Justyną A. Sikorską. Aby zagłuszyć łomoczące z wysiłku serducha (może, kurczę, w tę całą Wielkanoc wystarczyło pół kilo sernika?), słuchamy Maryli Rodowicz i jej wielbicielki, Joli Sztejki, a potem, ciut dla kontrastu, Lapinlahden Linnut, o której to zacnej formacji opowiada Jacek Rojewski. Jak tak sobie nienawykły człowiek biegnie, to z tlenowego głodu zaczynają mu się dziwne skojarzenia rodzić. Bieganie + dystans = Afryka. Bieganie + dystans = samotność długodystansowca = film. Afryka + film = … taaak! Siódma edycja Festiwalu AfryKamery! No! Skoro już dobiegliśmy do takich skojarzeń, to spokojnie możemy zabrać się za rozwiązywanie kolejnej Filmozagadki.

Wiedzeni powabem Czarnego Lądu wbiegamy do szerokiego Świata, a tam nieoceniony Janusz St. Andrasz pisze o ekskrólach i „Panu Pięciu Procent” W dobie kryzysu i likwidacji lokat antybelkowych rzecz potencjalnie przydatna nie tylko z literackiego punktu widzenia. Skoro pan Janusz, to Portugalia. A Portugalia to trzy „F” – Futbol, Fatima, Fado. Ten pierwszy Cristiano Ronaldo & co. przywiozą nam już za niespełna dwa miesiące. Drugiej nie ruszamy, by nie zachwiać światopoglądową neutralnością naszego magazynu. Zaś o tym, że w tym trzecim da się znaleźć „słowiańskie” ślady, przekonuje, za pośrednictwem Janusza St. Andrasza i Luzomanii, Carlos do Carmo ze Szczecina, czyli Jacek Rojewski.

/rys. Magdalena Jemielity/

Na końcu, jak w każdej porządnej gazecie, Sport. A w nim moje spojrzenie na niezbyt łatwe relacje między gospodarzami majaczących już na horyzoncie Mistrzostw Europy.

Uff… rozgrzani? Pewnie nawet zmęczeni nieco tą kwietniową przeplatanką. Ale przecież numer w tym roku mamy czwarty. A czwórka to takie krzesełko. Można więc sobie klapnąć. I czytać, czytać, czytać…

Zapraszam!

Zygmunt M. Pawłowicz

P.S.

Netkultura powstała jako przedsięwzięcie amatorskie, nastawione przede wszystkim na czerpanie przyjemności z obcowania z kulturą. Także kulturą fizyczną. Stąd stała obecność tematyki sportowej na naszych łamach. Stąd też lekki, żartobliwy ton artykułów wstępnych, pisanych od jakiegoś czasu przeze mnie, czyli opiekuna Działu Sportowego.

Czasem jednak ów lekki ton więźnie w gardle, a żarty nie chcą przejść przez stukające w klawiaturę palce. Żegnaliśmy już na łamach Netkultury Wisławę Szymborską i Vaclava Havla. Dwie wielkie, pomnikowe postaci światowej kultury, które przeniosły się do lepszego świata pozostawiwszy po sobie nieoceniony dorobek. Oboje żegnaliśmy z zadumą, ale bez rozpaczy, rozumiejąc, że wszyscyśmy śmiertelni, a Pani Wisława i Pan Vaclav byli akurat w takim wieku, gdy wizyta zegarmistrza światła nie jest niczym niespodziewanym.

Wczoraj po południu głowiłem się nad koncepcją powyższego artykułu wstępnego, gdy dobiegła mnie smutna wieść. Podczas meczu włoskiej Serie B pomiędzy Pescarą a Livorno stanęło serce pomocnika gości, Piermario Morosiniego. Piermario nie był piłkarskim geniuszem, futbolowym Havlem, czy Szymborską. Jeśli kiedyś miał szanse na sportowego Nobla, to pewnie dawno sam o nich zapomniał. Ale miał niespełna dwadzieścia sześć lat. Odszedł robiąc to, co kochał.

Cześć jego pamięci!

 z-m-p

 

2 komentarze

  • P.S do P.SA
    No zdarza się. Ludzie umierają – bo tak to jest.
    Umarł Wacek, umarła Wisława, umarli i inni: Agnieszka, Stanisław, Bułat, Włodimir
    I inni, których kochaliśmy…

    Ale żeby robić szczególny problem, że pomocnik?
    Pomocniku też się zdarza.
    Też i ponocniku.

    I co z tego?
    Znaczy, że, jak mi (Hufnaglowi)
    się to zdarzy, to napiszecie?
    Przy Wisławie i Wacławie?
    Tak?

    Proszę o potwierdzenie, bo nie wiem co robić.

    • Milka-fioletowa

      Trochę się z przedmówcą zgadzam. Szafowanie śmiercią i tragedią staje się w Polsce jakimś „panującym” obyczajem.
      Mamy wszyscy wewnętrzną potrzebę, by pochylić się nad odchodzącymi (i to tak nagle i młodo), ale to tylko wstępniak… a tyle się narzeka, że po otwarciu TV nic tylko wojny, pożary, powodzie…
      A że Piermario z Szymborską jednym tchem? Mnie nie dziwi. Prędzej dziwić może, że przy piłkarzu Szymborska „się załapała”.
      No smutno jest tak ogólnie, i tyle.

Zostaw odpowiedź