Jolanta Sztejka: Z notatnika fanki – Rodowicz w Bydgoszczy

15 kwietnia 2012 14:411 komentarz

12 marca bydgoska Opera Nova gościła Marylę Rodowicz z koncertem promującym  nową płytę artystki – „Buty2”. Płyta powstała w oparciu o odnalezione teksty Agnieszki Osieckiej.

Koncert poświęcony był pamięci Agnieszki Osieckiej, składał się głownie z piosenek, do których teksty napisała właśnie Ona.

     Jeśli Maryla Rodowicz – o nudzie nie może być mowy. Było więc bardzo energetycznie. Patrząc na kondycję artystki należy przestać się dziwić, że rząd chce podnieść wiek emerytalny.  Być może Opera Nova nie jest idealnym miejscem na tego typu koncert – jakoś brakuje klimatu dla spontaniczności – ale za to nagłośnienie robi niesamowite wrażenie. Do tego niezwykłe stroje Maryli Rodowicz, oczywiście, koniecznie zmieniane kilka razy, to już klimat mamy nieziemski. A jeśli już o spontaniczności mowa… nie bywam często na koncertach, więc nie mam porównania, ale to, co zaobserwowałam na koncercie Maryli Rodowicz, trochę mnie rozbawiło. Po mojej prawej stronie siedziały dwie starsze panie, widać – również ogromne fanki piosenkarki. Pani siedząca najbliżej mnie często żywiołowo klaszcząc spoglądała w moją stronę i życzliwie uśmiechała się widząc moje koncertowe zaangażowanie. Równie często jakby się dziwiła, że znam słowa wielkich hitów – aż miałam ochotę krzyknąć: wychowałam się na piosenkach Maryli! Jakoś tak się składa, że grono moich najbliższych przyjaciół też zna ten repertuar, więc nie ma prywatki bez Maryli, a naszym sztandarowym hitem jest: „ale to już było…” Jednak żywiołowość starszej pani sprawiała, że było mi bardziej miło.

     Z kolei po mojej lewej stronie, siedzieli państwo w średnim wieku. Pan porywał się na dźwięki każdej znanej sobie piosenki, natomiast jego Towarzyszka uznawała chyba, że w Operze to raczej nie wypada, bo albo kopała Pana w kostkę, albo trącała w bok torebką. Bardzo mi było Pana żal, ale cóż… Mimo że niektórym tej żywiołowości brakowało, bądź dusili ją w sobie, to jednak koncert zakończył się owacjami na stojąco.

      Warto wspomnieć, bo jednak o tym często się zapomina, że taki koncert to nie tylko ten główny artysta, którego koniecznie chcemy posłuchać. Nie mogłam napatrzeć się i na panie z chórku, i na muzyków. Zatrzymam wszystkie te wrażenia na długo w pamięci.

      W czasie koncertu zapowiedziano, że po jego zakończeniu w atelier będzie można nabyć płyty Maryli Rodowicz i otrzymać autograf piosenkarki. Płyta „Buty 2” wydana została z książeczką, w której znajdują się teksty piosenek. Niesamowite, bo zapisane także w formie rękopisów – dzięki czemu możemy prześledzić jak powstawała piosenka, jakich dokonano zmian. W dobie komputeryzacji, e-maili i Worda takie fragmenty tekstów pisane odręcznie przez Agnieszkę Osiecką robią ogromne wrażenie. Dopisek Agnieszki Osieckiej: „MARYLKA! Zostawiam Ci jeszcze parę dosyć ‚młodych’ tekstów, przeważnie bez muzyki” brzmi jak głos z nieba. Przyjemnie ogląda się też zamieszczone zdjęcia. Wszystkie te elementy sprawiają, że płyta nabiera jakby zupełnie innego wymiaru. Słucha się jej uważniej. Wszystko jest ważne, każde słowo, każdy dźwięk. Repertuar mam wrażenie inny, niż ten do którego przywykłam w wykonaniu artystki. Ciągle jestem jeszcze spokojnie zasłuchana, choć już zaczynają akcentować ulubione dźwięki.

      A co do autografów – nasłuchałam się tu i ówdzie, jak to sławni ludzie każą na siebie czekać. Byłam przekonana, że godzinę będzie trzeba odstać, bo po tak  pełnym energii, zapewne wyczerpującym koncercie artystka będzie chciała zapewne złapać chwilę oddechu, zjeść.. A tu – przemiłe zaskoczenie. Pani Maryla po kwadransie gotowa była na konfrontacje z fanami. Z uśmiechem podpisywała płyty, pozowała cierpliwie do zdjęć. Ot, ciepły człowiek, bez zbędnego gwiazdorstwa.

      Więc, (mimo że artystka zapewne nigdy tego nie przeczyta) bardzo, bardzo dziękuję, za dawkę mega pozytywnej energii, ogromną garść optymizmu, jaką otrzymałam w czasie koncertu. I, jak myślę, do zobaczenia na kolejnym koncercie, gdzieś w mojej okolicy. Może we wrześniu we Włocławku…

Jolanta Sztejka

Tags:

1 Komentarz

Zostaw odpowiedź