Justyna Malec: Agorafilia – sztuka w przestrzeni publicznej.

20 lutego 2011 11:080 komentarzy


Piotr Piotrowski
„Agorafilia. Sztuka i demokracja w postkomunistycznej Europie”
Rebis 2010

     Za słowem wstępnym Autora, agorafilia to nie tylko odczuwanie satysfakcji seksualnej jedynie w miejscach publicznych, ale „popęd wejścia w przestrzeń publiczną, wola uczestnictwa w tej przestrzeni, kształtowania życia publicznego, działanie krytyczne i projektowe na rzecz i w obszarze społecznym”. I tych właśnie kwestii dotyczy fascynująca książka Prof. Piotra Piotrowskiego „Agorafilia. Sztuka i demokracja w postkomunistycznej Europie”.

     Wydawałoby się, że po przełomie 1989r. sztuka wolna od autorytarnych ograniczeń, charakterystycznych dla krajów demokracji ludowej zajmie poczesne miejsce w przestrzeni publicznej, wolna od wszelkich zakazów i kagańców. Mimo niewątpliwego „zwrotu przestrzennego” od komunistycznej agorafobii do postkomunistycznej agorafilii, funkcjonowanie sztuki w kształtujących się i  rozwijających demokracjach krajów byłego bloku wschodniego, nie jest ani tak proste, ani tak jasne do zdefiniowania. Sztuka współczesna w opisywanym regionie nie tylko szuka miejsca w nowym ustroju społecznym i politycznym, ale również zderza się już bez taryf ulgowych ze sztuką Zachodu. Nabywa też własnej, charakterystycznej dla każdego z omawianych przez Autora krajów specyfiki, niestety również z kolejnymi ograniczeniami. Wykuwa swoje miejsce walcząc z własnymi naleciałościami i przyzwyczajeniami totalitarnej estetyki. Zmaga się z fenomenem demokracji pokomunistycznej, gdzie często fasada instytucji liberalnych kryje konserwatyzm, nacjonalizm i wszelkie inne ograniczające i wykluczające mechanizmy. Funkcjonuje z obciążeniem jakie ciągle jeszcze stwarza dla całego życia politycznego i społecznego historyczne odniesienie do systemu komunistycznego. A przecież i tenże realny socjalizm w Czechach, Polsce, na Węgrzech czy w Jugosławii wyglądał zupełnie inaczej. Pojawia się więc pytanie o wspólny mianownik sztuki współczesnej postkomunistycznej Europy, które samo w sobie jest fascynujące właśnie ze względu na elementy dziejowej wspólnoty /oddziaływanie Wielkiego Wschodniego Brata również w zakresie estetyki/, ale i na wszelkie przeszłe i współczesne odmienności.

     Prof. Piotrowski pokazuje fantastycznie, że w każdym z krajów bloku wschodniego sztuka rozwijała się odmiennie, choć przy pewnych wspólnych cechach. Zbyt daleko idące generalizacje są tu stanowczo nie na miejscu. A przecież jakże często, zwłaszcza w oczach obywateli Zachodu wszyscy byliśmy wrzucani do jednego worka. Mit o homogeniczności sztuki w bloku wschodnim jest tak samo krzywdzący jak przekonanie o tym, że w Polsce po ulicach chodzą białe niedźwiedzie. Różny był stosunek władzy do sztuki, różne proporcje kontestacji systemu i odpowiednio koncesjonowania artystów przez władzę. Bardzo różny był tez stopień zaangażowania artystów w politykę /często znacznie mniejszy niż np. literatów/.

     Z całym tym bagażem sztuka krajów postkomunistycznej Europy weszła w przestrzeń publiczną demokratycznej Agory, a raczej demokratycznych Agor. I tu najczęściej musiała /i musi/ się  zmierzyć z kolejnymi ograniczeniami, w szczególności z „cenzurą” podług  neoliberalnych reguł czyli, co tu dużo mówić, bezwzględnym dyktatem wolnego rynku. Ten fragment zawartych w „Agorafilii…” rozważań powinien budzić czujność każdego uśpionego dobrobytem, czy zagonionego w wyścigu szczurów czytelnika. Wolność bogacenia się niekoniecznie idzie w parze z wolnością wypowiedzi, nie tylko artystycznej, a w przypadku konfliktu tych wolności reguły komercji są nieubłagane. Dodając do tego powszechny konsumpcjonizm nic dziwnego, że bunt sztuki współczesnej wobec takich aspektów nowego porządku staje się oczywisty i, dodam od siebie, jest dla tejże sztuki walką o byt, zwłaszcza, że rola państwa jako regulatora stosunków społecznych jest tutaj, delikatnie mówiąc, wyjątkowo niejasna.

     Dziś więc sztuka współczesna staje w opozycji do nowych zjawisk, nie tylko do konsumpcjonizmu i agresywnego kapitalizmu, ale i odradzających się nacjonalizmów, światopoglądowego konserwatyzmu czy dyskryminacji szeroko rozumianych mniejszości.
Staje się oczywiście elementem nowej demokracji, ale dzięki książce Piotrowskiego uświadamiamy sobie  wyraźnie jak bardzo jest dla niej lustrem i głosem w publicznej debacie.

     Pisząc tę recenzję mam ogromny dyskomfort, zdaję sobie sprawę, że to co napisałam, jest jedynie przetworzeniem treści książki w ogromnym uproszczeniu. Trudno książkę Prof. Piotrowskiego opisywać, najlepiej po prostu po nią sięgnąć. Obejmuje ona bowiem tak wiele wątków, tak szeroki wachlarz poruszanych problemów opisywanych z zapierającą dech w piersiach erudycją, że oddanie tego w krótkiej recenzji jest zadaniem szalenie trudnym. „Agorafilia…” to nie tylko studium o sztuce, a raczej o sztuce  w ujęciu politologicznym, socjologicznym i historiozoficznym. To, że sztuka jest elementem szeroko rozumianej kultury jest truizmem, ale rzadko się zdarza tak udana próba syntezy omawianych zjawisk jak u Piotrowskiego. Moim zdaniem to opracowanie światowego formatu i mam głęboką nadzieję, że wejdzie do kanonu literatury krytycznej. Szczególnie istotne wydaje mi się dotarcie z tą książką nie tylko do naszych rodaków ale i do zachodniego czytelnika. Myślę, że wkład w otwarcie oczu Zachodu na różnorodność naszego regionu „Agorafilia…” mogłaby mieć niebagatelny.

     Poza tym ogólnym wrażeniem należy wspomnieć o kwestiach bardziej szczegółowych. Prezentowane tezy autor ilustruje omówieniami najistotniejszych wydarzeń artystycznych, happeningów, instalacji, słowem, dziesiątków dzieł  artystów z krajów  postkomunistycznych. Mamy tu Liberę, Żmijewskiego, Kozyrę, Nieznalską, Łódź Kaliską, Cernego, Ondaka, Tomic, Nagy, Muresana i naprawdę wielu, wielu innych. Całość uzupełnia kilkadziesiąt zamieszczonych w książce ilustracji. Mimo, że książka stanowić może intelektualne wyzwanie, napisana jest  naukowym językiem i obejmuje bardzo wiele faktów i wątków, czyta się ją dość dobrze nawet bez merytorycznego przygotowania. Nie jest to na pewno hermetyczne opracowanie naukowe, choć lektura pewnego wysiłku wymaga. W nagrodę zyskujemy prawdziwie fascynującą i stymulującą intelektualną przygodę.      

     Ja muszę przyznać, że w dziedzinie sztuki współczesnej jestem ignorantką, co więcej, nie jestem jej zwolenniczką i jak się okazało mało ją rozumiałam. Nie podejmuję się więc z tezami autora polemizować, choć książka zawiera fascynujący materiał do polemiki i debaty pomiędzy historykami sztuki, krytykami, filozofami czy politologami. Jako „zwykły” czytelnik zyskałam jedno. Świadomość miejsca sztuki współczesnej w debacie publicznej i jej wagi w kształtowaniu postkomunistycznej demokracji. Zarówno jako czynnika, który determinuje pewne zachowania władzy i oddźwięk społeczny /tu polski przykład Nieznalskiej nasuwa się sam przez się/, jak i środka aktywnego udziału w życiu społecznym mającego znacznie większe znaczenie niż mogłoby się nam wydawać. Sztuka współczesna dzięki książce Piotrowskiego zyskała w moich oczach właściwe miejsce. To nie  wygłupy dziwaków czy tanie obrazoburstwo, ale być może często dzwonek alarmowy dla zbaczania nowych demokracji na tory na których nie chcielibyśmy się znaleźć, a przynajmniej ważny element opisu rzeczywistości w obszarach, które często mainstream chciałby zamieść pod dywan.

     Brawa dla Rebisu za wydanie tej książki. To pozycja ambitna i dzieło naprawdę europejskiego formatu. To nie jest tylko dzieło o sztuce, ciężar gatunkowy „Agorafilii” jest znacznie większy niż mogłoby się wydawać. Nie waham się powiedzieć, że dla świadomego obywatela, który nie chce być tylko gawiedzią na współczesnej polskiej /i nie tylko/ Agorze, to lektura obowiązkowa.

Justyna Malec

Tags:

Zostaw odpowiedź