Jolanta Sztejka: Butami w kulturę

13 grudnia 2010 09:043 komentarze

fot. materiały promocyjne miasta

O tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 postanowiło zawalczyć 11 polskich miast, w tym moje rodzinne miasto Bydgoszcz. 

     Pomysłodawczynią idei była Melina Mercouri, grecka minister kultury, która przedstawiła swój pomysł 13 maja 1985 roku na spotkaniu Rady Europejskiej ministrów kultury. Inicjatywa przyjęła się w Europie i od tego czasu, co roku miasta wybrane jako Europejska Stolica Kultury mają możliwość promowania życia kulturalnego regionu i państwa. 

     Jak czytamy na oficjalnej stronie konkursu: „Najważniejszym celem wyboru ESK jest wzmocnienie współpracy w dziedzinie kultury, wspieranie dialogu międzykulturowego, ale także promocja danego miasta – zaprezentowanie jego różnorodności potencjału dziedzictwa, kultury, ludzi.” Cel szczytny, jak najbardziej. Miasto wybrane na stolicę kultury staje się jakby centrum kulturalnym całej Europy przez pełen rok. Kto wie, może nawet jego blask trwa dłużej, jeśli odpowiedzialni za projekt postarają się tak, że miasto nie da o sobie zapomnieć. 

     To, że Bydgoszcz zgłoszono do konkursu nie przeszło bez wrzawy w lokalnym środowisku kulturalnym. Animatorzy ruszyli do wyścigu w przerzucaniu się pomysłami, a mieszkańcy? Odbiorcy tejże kultury /a może właściwiej byłoby powiedzieć: pozorni odbiorcy/, jak to się mówi, słyszeli, że coś dzwoni, ale nie wiedzieli, w którym kościele. 

     Jadąc kiedyś do pracy usłyszałam w komunikacji miejskiej rozmowę dwojga młodych ludzi zainspirowaną bannerem reklamowym. Treść banneru brzmiała „Bydgoszcz 2016. Europejska Stolica Kultury. Kandydat.” Z tym, że słowa „Kandydat” młodzi bydgoszczanie nie doczytali. Ale uparcie /żeby było śmieszniej mało kulturalnie/ dyskutowali o wyższości Bydgoszczy nad stolicą i Krakowem.     

 

sdfzxdffsdsfdsfdfxfcv

Mimo wszystko Redakcja pozwala sobie bydgoszczanom Opery Novej pozazdrościć. /fot. Karol Rac/SXC.hu/

Dobrze, że kandydowaliśmy. To pozwoliło rozwinąć skrzydła kreatywności bydgoskich animatorów, ludzi związanych z szeroko pojęta kulturą i sztuką. To wydarzenie zachęciło również tych pozostających dotąd w cieniu do zgłaszania projektów i sypania pomysłami. Do ścisłej piątki Bydgoszcz się nie zakwalifikowała, mam jednak nadzieję, że zgłoszone pomysły włodarze wezmą pod uwagę, mimo braku zastrzyku w postaci unijnych dotacji. 

     Nie znam szczegółów. Nie wiem jak jest w dużych ośrodkach, które do kolejnego etapu się zakwalifikowały. Nie wiem, co konkretnie w naszym projekcie było słabe. Na co zawracano uwagę. Całkiem zgrabnie ujął to bydgoski poeta i satyryk Zdzisław Pruss, który powiedział: „Przystąpiliśmy do walki bez uzbrojenia, z hasłem, że się uzbroimy i zaczęliśmy szykować broń, podczas gdy inne miasta ją już miały…” 

     Nie uważam tego przedsięwzięcia za porażkę. To była dla bydgoskiej kultury lekcja, klasówka, z której ocenę winniśmy poprawić. Szkoda, że dopiero w 2028 roku. 

     Dlatego korzystając z okazji chciałabym bydgoskim decydentom zwrócić uwagę na coś, o czym nieustannie zapominają. Bydgoszcz to nie tylko centrum miasta. To także ościenne dzielnice, w których nie ma kina, teatru a mieszkańcy chcieliby czasem posłuchać koncertu w gronie przyjaciół, porozmawiać z poetami przy pachnącej kawie czy zabrać dziecko na „Pchłę Szachrajkę”. Marzą mi się gościnne spektakle Teatru Polskiego, spotkania  z poetami, wystawy. Jeśli spojrzeć w Bydgoski Informator Kulturalny w mieście dzieje się dużo, ale kiedy po pracy wracam do domu /pominę element „zsynchronizowanej” komunikacji miejskiej, bo to inny wymiar kultury/ to rzadko kiedy chce mi się ponownie jechać do centrum.  Czas spędziłabym zapewne mile czy to na spotkaniu literackim, spektaklu czy koncercie, jednak wizja kolejnych kilkudziesięciu minut poświęconych na powrót do domu potrafi zepsuć najlepszą degustację sztuki 

Apeluję więc do wszystkich decydentów – Panie i Panowie, zapraszam Was z butami w kulturę. Wyjdźcie poza centrum. 

Jolanta Sztejka 

 

Tags:

3 komentarze

  • Ano właśnie, u nas w Szczecinie wygląda to podobnie. NIe znam szczegółów, ale prawda jest taka, że spora część stawki aspirujących do ESK miast, nie może byc nawet stolicą kulturalną regionu. W Szczecinie powołano specjalne ciało, które jak się okazuje pochłania duże środki, dublując działalność samorządowych instytucji zarządzania kulturą i nie wiadomo co z ni zrobić. Jednocześnie mam nieodparte wrażenie, że cała sprawa ESK kompletnie odbiła się od mieszkańców, którzy w większości nie wiedzą nawet o co chodziło. Zamiast bić pianę i ładować pieniądze w z góry przegraną sprawę, można było u nas zrobić cokolwiek w celu reanimacji kultury w ogóle. W Bydgoszczy zapewne jest lepiej. Z tego co pamiętam z pamiętnego pobytu to księgarnia w rynku, zakładam, że jest to jeden z najatrakcyjniejszych punktów miasta. Jest tam jeszcze? U nas to nie do pomyślenia, u nas się księgarnie likwiduje, zostało tylko kilka niezależnych /jedna z podręcznikami głównie/, Matras i Empik. Cała sprawa ESK mnie jako szczecinianina irytuje potężnie, bo u nas kulturę trzeba budować od podstaw, a nie wyrzucać w błoto pieniądze na niby-promocję. Czy ktoś z Państwa w ogóle słyszał coś o kulturalnej ofercie Szczecina? O strategię rozwoju kultury a propos ESK nie pytam nawet, bo w samym Szczecinie zna ją pewnie kilkanaście osób.

  • księgarnia na starym ryku owszem jest..
    ale mi się w tej księgarni marzy wydzielona choć 1 (słownie JEDNA) witryna poświęcona lokalnym twórcom..
    Mamy kogo promować.. nie mówię, na cały świat, czy nawet kraj.. gdyby zapytać zaczepionych na ulicy bydgoszczan o nazwiska lokalnych twórców mielibyśmy niezły zonk.. i choć nasz Bydgoski Trójkąt Literacki stara się te lukę jakoś zapełnić, to wciąż za mało..
    a wiadomo, by przyciągnąć ludzi, trzeba ściągnąć nazwiska.. a jeśli nazwiska.. to nasi trochę giną..
    u nas problemem ciągle jest skłócenie, jeśli tak to mogę nazwać środowiska twórczego.. jak promuję się młodych.. to rzadko kiedy na ich promocji można spotkać starszych przedstawicieli środowiska twórczego i odwrotnie..
    cóż..

    • Irena Walczak

      Żal mi was bo wygra Wrocław. A potem z Odrą i z długami popłynie. Najgorsze, co by się mogło wydarzyc, to ESK dla warszawki. Kompletne zaprzeczenie idei.

Zostaw odpowiedź do Irena Walczak