Rojewski: Aj, waj! Cóż za Kmit… płyta!

20 lutego 2011 10:260 komentarzy

   

     Grupa Rafała Kmity to na polskiej scenie kabaretowej prawdziwy fenomen. W zalewie kabaretowej tandety, którą średnio, co wynika z  gorzkich wywiadów, znosi nawet sam Piotr Bałtroczyk, przedstawienia Kmity to nie żadna perełka, a prawdziwa perła. Podczas gdy w kabaretowym światku króluje chałtura, wygłup i dosłowność Grupa Rafała Kmity serwuje nam od lat spektakle mądre, finezyjne, znakomicie zagrane i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Nic w tym dziwnego, bo motorem przedsięwzięć Grupy jest, nie waham się powiedzieć, geniusz Rafała Kmity, który wymyślając kolejne scenariusze dobiera do nich aktorów i tak sformowaną trupę doskonale reżyseruje.  Nieprzypadkowo użyłem terminu trupa, bo mamy tu do czynienia z prawdziwą teatralną trupą, a raczej trupami, złożonymi z profesjonalnych aktorów, koncentrującymi się wokół każdego z kolejnych spektakli, gdzie do kilku stałych współpracowników Kmity dołączają kolejni artyści.

     Znamy zapewne wszyscy wcześniejsze spektakle Grupy Rafała Kmity. Zawsze odznaczały się one nowatorstwem, oryginalnością, łączyły w sobie kabaret z artystycznym performancem i teatrem. Pamiętamy „Wieczór kabaretowy”, „Ca-sting”, „Trzy zdania o umieraniu” czy „Głuchych jak pień”, gdzie Kmita używał groteski, kłuł satyrą, bombardował widza brawurowo zagranymi skeczami. Klasę Grupy doceniło m.in. jury i publiczność Ogólnopolskiego Przeglądu Kabaretów „Paka”, gdzie programy Kmity zostały nagrodzone Grand Prix przeglądu trzy razy z rzędu. Dzisiaj tradycję tamtych przedstawień kontynuuje najnowszy spektakl „Dość…  dobry wyrób kabaretopodobny”.

     Ale ma również na swoim koncie Rafał Kmita dwa programy dla mnie absolutnie wyjątkowe. To „Wszyscyśmy z jednego szynela” i właśnie „Aj, waj! Czyli historie z cynamonem”. W tych znakomitych teatralno-muzycznych programach Kmita dokonuje rzeczy wydawałoby się niemożliwej. Ożywia już dawno martwe światy, bardzo kiedyś obecne w naszej kulturze, po których pozostała jednak wielka nostalgia i, wydawałoby się, niewysłowiona magia. Wydawałoby się, ponieważ Kmicie i jego kompanom udaje się tę magię przywołać, a efekty tego są po prostu oszałamiające.

   [youtube U0z3A0FFKoQ]

     W spektaklu „Wszyscysmy z jednego szynela” /odniesienie do Gogola absolutnie nieprzypadkowe/ widz zostaje przeniesiony do dziewiętnastowiecznej carskiej Rosji, której esencję odkrywa w kolejnych mistrzowsko odegranych i wyśpiewanych odsłonach, dających razem wszystko to co chcemy z tamtej Rosji pamiętać. To wspaniała, niezapomniana iluzja, o której sam Rafał Kmita pisał tak:  

„Dlaczego XIX – wieczna Rosja? Pewnie dlatego, że lubię to moje cokolwiek dziecięce wyobrażenie o niej. Stepową przestrzeń. Karciane wieczory. Zimową zamieć. Rzewną muzykę. Rozmamłaną nudę. Głęboki ukłon. Gawędy na futorze. Siadanie przed drogą. I szeroką duszę. I miłość na zabój. I obłęd pijaństwa. I nostalgię. I zabawę, aż do zatracenia… że to uproszczenie – zgoda. Że naiwna półprawda – wiem. Że grzech uogólnienia – także wiem. Cóż, kiedy właśnie taką Rosję zapamiętałem z bajek Jerszowa i Kryłowa. Taką wykradłem Puszkinowi, Tołstojowi i Dostojewskiemu. Taką wymyśliłem sobie, słuchając Czajkowskiego i rosyjskich romansów. I za taką Rosją tęskniłem. I o takiej próbowałem napisać. Bo przecież nie o historyczną prawdę mi chodziło, lecz o iluzję. Bardzo chciałem, by tej iluzji towarzyszyły ponad wszystkim radość i sentyment. I inaczej niż w moim wcześniejszym pisaniu – dopiero potem złośliwy śmiech i kpina. „Szynel ” Gogola to jedno z najpiękniejszych opowiadań, na jakie udało mi się natrafić. Myślę, że czytając je – w tym pochyleniu się nad człowieczą bezradnością, nad krzywdą i biedą – dowiadujemy się również czegoś o sobie. Ile – mianowicie – w nas wrażliwości, ile gotowości do wzruszeń, ile łez. Ufam, że – mimo wszystko – ciągle jest wielu takich, którzy są bardziej z „Szynela” niż z „McDonalda”. Właśnie dla nich zrobiliśmy ten spektakl”.

Nic dodać nic ująć

     Na podobnej zasadzie skonstruowane są „Aj waj! czyli historie z cynamonem”. Wielobarwny świat żydowskiej kultury ożywa wraz z odnajdywaniem starych porzuconych na strychu przedmiotów, ożywa zgiełkiem targu, kłótniami małżonków, perorami zachwalającego kolejne narzeczone swata, by cichnąć rabinacką mądrością, żydowską melancholią, smutkiem zwiastującym katastrofę. Wszystko to jest fantastycznie zainscenizowane, a pomysły reżyserskie zadziwiają /jak choćby brawurowy hiphop /!/ „Tańczy nasz rebe”/. Świetne skecze przeplatają piosenki, tworząc znakomitą, autentycznie magiczną całość. A jakże to jest grane! Ja miałem okazję zobaczyć historie z cynamonem jeszcze z udziałem Soni Bohosiewicz, co samo w sobie powinno być wystarczającą rekomendacją, ale poziom aktorstwa, jak zwykle w  kmitowych realizacjach, jest jednolicie wysoki. Ogromną przyjemnością było dla mnie zobaczenie po latach znakomitego, ujmującego wdziękiem, wzruszającego i bawiącego swoją grą, Tadeusza Kwinty, ale i Jacek Stefanik, Andrzej Róg i Piotr Sieklucki wyglądają jak żywcem wzięci z żydowskiego „sztetla”.

[youtube FB-t6UZ3vl8]   
     Po obejrzeniu obu spektakli nie mogę otrząsnąć się ze zdumienia jak wielką empatią  obdarzony jest Rafał Kmita. Zarówno świat carskiej Rosji jak i żydowskich miasteczek, jest w duszy przeciętnego Polaka genetycznie wręcz zakodowany i funkcjonujący archetypicznie, nawet jeśli  w sposób nieuświadomiony. W tamte rejony bardzo często prowadzi nas to co w nas „sierdceszczypatielnoje”, bo z obu tych światów czerpiemy i „słowiańską duszę”, i historiozoficzny fatalizm. Przedstawienia Kmity potrafią to wszystko z nas wydrzeć, ożywić i wzmocnić, dając wrażenie, że właśnie tak byśmy sobie to wszystko mogli wyobrażać, gdybyśmy tylko mieli talent i wyobraźnię Kmity.  Oczywiście daje nam autor magiczną esencję, wydestylowane archetypy przeszłych  kultur, iluzję, która jednak nie jest iluzją bałamutną, idealizując i śmiesząc nie ucieka od smutku i refleksji.

      Podobnym talentem wykazali się kompozytorzy muzyki do obu spektakli. Zarówno Janusz Wojtarowicz w przypadku „Wszyscyśmy z jednego szynela” jak i Bolesław Rawski – „Aj waj! czyli historie z cynamonem” idą z kreacją Kmity ręka w rękę. Bez znakomitej muzyki sukces obu przedstawień byłby niemożliwy do osiągnięcia. Mamy tu bowiem do czynienia z nierozerwalną całością. To co Kmita czyni słowem i reżyserską kreacją udaje się również kompozytorom.

     Właściwie od muzyki należałoby zacząć, tekst niniejszy bowiem miał być… krótką recenzją muzyczną. Jak widać wszystko wymkneło się spod kontroli autora. Stało się. Mam nadzieję, że lektura wyjdzie czytelnikowi na dobre skłaniając go do obejrzenia spektakli na żywo. Bardzo do tego zachęcam, ponieważ żaden zapis nie odda w pełni energetyzującego wpływu widowiska i wszystkich wrażeń jakich możemy doświadczyć obserwując aktorów na scenie. Kto nie będzie miał po temu okazji może na razie zadowolić się płytami ze ścieżką muzyczną  zarówno z „Szynela”, jak i z „Aj waj!”.

     Oba albumy wydano w bardzo ładnej, oddającej charakter przedstawień, oprawie, książeczki dołączone do płyt zawierają zdjęcia i teksty piosenek w oprawie graficznej korespondującej z ich treścią.  Dla mnie stanowią one doskonałe przypomnienie obejrzanych spektakli, dla czytelnika, który ich nie oglądał niech będą doskonałą zapowiedzią.

     Z płyty „Wszyscyśmy z jednego szynela” szczególnie polecam  „Pieśń o Newskim Prospekcie” znakomicie wprowadzającą w klimat całości, prześmieszną w wykonaniu Piotra Plewy  „Pieśń miłosną”, wzruszającą „Pieśń serdeczną”, a wreszcie dynamiczną „Trojkę”.

     „Aj waj! czyli historie z cynamonem” wprowadza nas w całość refleksyjną piosenką „Przysłuchujcie się starym przedmiotom”, wspaniała jest Sonia Bohosiewicz w „Kołysance” i „Dziwce z Krochmalnej Zełde-Chaja”, a rozmach całości oddaje „Aj, aj handełek!”. Na zakończenie natomiast mamy zdumiewający hihop o tańczącym rabinie.

     Polecam serdecznie zdając sobie sprawę, że tak entuzjastyczna recenzja może wyglądać na klakę. Niestety nie dało się inaczej, kto nie wierzy niech spieszy do Teatru Stu w Krakowie i spróbuje napisać niepochlebną. Stawiam do wyboru butelkę Smirnoffa albo pejsachówki, że mu się nie uda.

Rojewski

———————————————————
Cytat z wypowiedzi Rafała Kmity pochodzi z oficjalnej strony grupy – www.kmita.art.pl
Zamieszczone materiały wideo: źródło Youtube.com za pośrednictwem www.kmita.art.pl
Tags:

Zostaw odpowiedź