3 (13) – Wszystko zdarzyć się może, czyli Numer, Którego Nie Było.

15 marca 2012 15:151 komentarz

No i po kiegóż dyjabła myśmy wzięli tę robotę mruknęła pod nosem Alina. Prosta z pozoru sprawa – namierzyć archiwum wywrotowego magazynu kulturowego i ująć sprawców – z każdą minutą błąkania się po dzielnicy coraz bardziej jawiła się jako mission: impossible. Czego tam zrzędzisz? parsknął z wrodzoną elegancją Marian, odwracając głowę do partnerki, przez co omal nie stratował wychodzącej z bocznego zaułka zakonnicy. O, zakonnica! Normalnie średnio by się ucieszyli z takiej informatorki, ale po kilku godzinach prób przepytywania napotkanych malarzy, pisarzy, aktorów, podróżników i reszty tego, pożal się Boże, artystowskiego towarzycha, mieli dość. ‘Actor is a guy who if you ain’t talking about him, ain’t listening’* – powiedział kiedyś Marlon Brando. Co by o nim nie mówić, znał się chłop na rzeczy. Marianowi zdawało się tylko, że zupełnie niepotrzebnie gwiazdor kina ograniczył się jedynie do swojej grupy zawodowej.

/rys. Magdalena Jemielity

Siostrzyczko, przepraszamy najmocniej, gdzie tu jest ulica N. Kultura? pytanie partnerki wyrwało Mariana z artystycznej zadumy. Dopiero teraz zauważył, że zakonnica taszczy dziurawe wiadro pełne żywych czarnych kotów. N. Kulturrra, mrrrau? odparł w zastępstwie swej pani jeden z futrzaków o, tam, w prrrawo za rzeczką, mrrrau.

Nie zdążyli nawet podziękować, bo zakonnica wraz ze swymi pupilami rozpłynęła się w popołudniowym smogu. Przeszli przez chybotliwy mostek („do 14go kwietnia promocja – przejście bez obola!” głosił napis na barierce), skierowali się w prawo i już po chwili stanęli u wlotu niepozornej, wąskiej, oświetlonej mdłym blaskiem lamp uliczki. A ciekawe, kto to był ten N. Kultur? szepnęła Alina. Cicho bądź syknął Marian lepiej szukaj tej trzynastki. Fronty kamienic usytuowane były tylko po jednej stronie ulicy. Marianowi się to podobało. Wolałby nie sprawdzać, co dzieje się naprzeciwko, skąd dochodziły jakieś dziwne odgłosy. Po numerze pierwszym następował, zgodnie z matematyką, drugi, po drugim trzeci i tak dalej. Kiedy jednak dotarli do numeru dwunastego, na następnym budynku zamajaczył im szyld z numerem czternaście. Taaak. Teraz to i Marian się zastanawiał, czy wzięcie tego zlecenia aby na pewno było dobrym pomysłem.

Szanowni czegoś szukają? spytał z głupia frant postawny, lekko szpakowaty mężczyzna. Mogliby przysiąc, że jeszcze przed chwilą go tu nie było. T-t-tak, numeru trzynaście zająknęła się Alina. A, to trzeba wchodzić przez trójkę. Wzdłuż muru, potem w lewo, znowu w lewo i na końcu będą drzwi. Zresztą, zaraz państwa zaprowadzę.

A tak w ogóle ciągnął niespodziewany przewodnik to chyba na państwa czekaliśmy. Niemal siłą przepchnął kompletnie już zdezorientowanych Alinę i Mariana przez wejście do kamienicy, zaprowadził ich do przestronnego gabinetu, posadził przed biurkiem i rzucił na blat stertę papierów, którą najwyraźniej cały czas trzymał za pazuchą. Miłej lektury! uśmiechnął się kpiąco. I zniknął.

Rozumiesz coś z tego? spytała Alina tocząc wzrokiem po gabinecie moja relacja z rzeczywistością zaczyna się wyraźnie kruszyć… Marian zerknął na nią znad stosu kartek i mruknął rozumiem, czy nie, o kruchych relacjach pisze tu niejaki Dębski. Masz, se poczytaj, może ci się rozjaśni.

A ty warknęła pani inspektor nie bądź taki hop do przodu, bo zostaniesz herosem w walonkach! Marian zdjął okulary i wyraźnie poczerwieniał na licu. Ich związek od dawien dawna wykraczał poza profesjonalne ramy, a podobne przekomarzanki nierzadko bywały wstępem do naprawdę namiętnego ciągu dalszego. I być może nie inaczej byłoby tym razem, gdyby nie…

Khrrraaa, khrrraaa, Zięba pisze o whrrronach! tuż pod sufitem przeleciało monstrualnych rozmiarów siwo-czarne ptaszysko a mnie się to podoba, khrrraaa, khrrraaa…!!!

Nie bacząc na krakanie Alina gotowa była rzucić się na swojego partnera. Ze złością jednak dostrzegła, że ów obrzuca co najmniej dwuznacznym spojrzeniem apetyczną panią listonosz, która ni z tego, ni z owego pojawiła się w gabinecie. Torcik dla państwa, sześć sześćdziesiąt sześć się należy powiedziała zostawiając na biurku paczkę i pokwitowanie. Po czym znikła tak nagle, jak się pojawiła.

Ledwie zaś znikła, do pokoju wparowało dwóch wielkoludów. Toczyli dość ożywioną rozmowę, przy czym parze detektywów trudno było odgadnąć jej treść. Jeden z nich szwargotał bowiem jakoś tak z pruska, drugi mówił akcentem robola z Halifaksu. Tu o portugalskich Himalajach będzie mruknął „Prusak” rzucając na blat kolejne zapisane karty a tu o włóczykijach. Jakby państwa ochota naszła powędrować, to gerade aus jadź prosto na środek ulica, kijaszki są tam. „Anglik” natomiast wręczył Alinie i Marianowi po kolbie kukurydzy i – stojąc już w drzwiach – dorzucił smacznego! Dżi-em-oł nie dodawalim.

Gdy już się zdawało, że wielkoludy znikną, jak przed nimi przewodnik, wrona i listonoszka, „Prusak” wsadził jeszcze łysawą głowę do pokoju i dodał jak się państwu o portugalskich Himalajach znudzi, jest też materiał o Kołymie. Lektura obowiązkowa. No i że kukurydzę już macie, zerknijcie też na banana. Tolka Banana. A raczej tego, co go stworzył.

Czytali długo i uważnie. Gdy już pochłonęli oczyma ostatni akapit, Alina zaplotła ręce na karku i westchnęła ach, gdyby teraz trochę relaksu…!

To może pani pokopie? spytał grubawy, zarośnięty brunet w pasiastej koszulce, który, rzecz jasna, niespodziewanie pojawił się w pokoju. A po meczu wpadnijcie państwo na wioskę, co to u nas bywa i bez Olimpiady. Zresztą, ten, co was tu przyprowadził, to pewnie już o tym opowiedział, nie…?

Byłby ciągnął dalej, gdyby na środku pokoju nie zmaterializowała się nobliwa pani z saksofonem i go do tego saksofonu nie wciągnęła. Pokopie, pokopie, ty to wciąż o tym samym, Zyziek mruknęła z udawaną irytacją. Chodźcie lepiej państwo pooglądać i posłuchać. To mówiąc złapała Alinę i Mariana za ręce i zaciągnęła ich do pomieszczenia po drugiej stronie kamienicy. Ach, czego tam nie było! Zdjęcia Magdaleny Berny, prace Mariusza Tarkawiana, komiksy, jakaś zagadka filmowa… Chcę wygrać, wygrać, rozumiesz!?! krzyczała Alina do Mariana, na co ten wreszcie ją puścił i począł przysłuchiwać się GRAżynie Studzińskiej-Cavour przepytującej jazzowe gwiazdy. Potem spotkali znów tego samego wysokiego „Prusaka”, który opowiadał o filmowej Tamarze i jej mężczyznach. Były też bardzo ciekawe materiały o teatrze Horzycy, książkach Barchacza i Lingas-Łoniewskiej… I byliby nasi dzielni detektywi wsiąkli z kretesem w ten fascynujący świat obrazu i dźwięku, gdyby z tej błogiej sielanki nie wyrwał ich bezceremonialnie „przewodnik”.

Co to za bumelka!? huknął tuż nad głowami Aliny i Mariana recenzje czytać, ale raz! po czym zaciągnął ich za uszy do biblioteki. Początkowo nieradzi, szybko jednak dali się porwać wirowi książkowych opowieści. Czytali, czytali, aż wreszcie spostrzegli, że nie siedzą już przy bibliotecznym biurku, tylko… na krawężniku, tuż pod tabliczką „ul. N. Kultura”. Niezła ta trzynastka westchnęli zgodnie.

Trzynastka? parsknął czarny kocur przeciągający się pod drabiną a kto by chciał pod trzynastką mieszkać? Nie ma tu takiego numeru. I nigdy nie było…

 

Zygmunt M. Pawłowicz

* Aktor to facet, który jeśli nie mówisz o nim, nie słucha.

1 Komentarz

Zostaw odpowiedź