Krzysztof Kolasiński: Niezły kęs na dobry początek

15 marca 2012 14:020 komentarzy

Corrado Augias
Sekrety Watykanu
tyt. oryg.: Il segreti del Vaticano
tłum.: Maciej Bielawski
Rebis, Poznań 2011

 

      Wpływ działalności, czy samego wręcz istnienia Stolicy Apostolskiej na społeczeństwa (nie tylko katolickie), jak i na pojedyncze osoby (nie tylko wiernych tego tylko kościoła) jest bezdyskusyjny. Nader liczne wersje spisywanej historii tej ponadtysiącletniej instytucji (która przez znaczny okres była jedną z ważniejszych potęg geopolitycznych świata) obfitują w często skrajnie przeciwne oceny. Nietrudno więc się domyślić, iż Corrado Augias (dość znana postać zarówno we włoskim życiu publicznym, jak i tym dziennikarsko-pisarskim) podjął się niezwykle trudnego zadania. Na podstawie wybranych momentów historii (o sam dobór można się spierać) postarał się o ukazanie czytelnikowi pomijanej często w podobnych rozważaniach dwoistej istoty Watykanu. Należy bowiem (choć imperatyw ten wielu wyda się truizmem) traktować go zarówno jako opokę religijną i drogowskaz dla życia kulturalnego dla znacznej części ludności świata, ale także jako państwo posiadające własne terytorium ( choćby tylko szczątkowe i symboliczne), armię (pozostańmy przy tej nazwie, choć dziś nie jest adekwatna do faktów), banki, dyplomację. Postępuje zatem owa struktura państwowa dokładnie tak samo jak inne, ponieważ posida swe całkiem ziemskiej natury interesy i cele. Mimo, iż część z funkcji państwa Watykan scedował na Republikę Włoch.

      W książce Augiasa dane nam jest zapoznać się zarówno z powszechnie wiadomymi faktami, jak i z historiami skwapliwie przemilczanymi przez publicystykę, nie tylko watykańską. Nie należy wszakże traktować „Sekretów…”  jako ataku na chrześcijaństwo, a jedynie próbę zdiagnozowania (i analizy) trudności, na jakie napotykają duchowe idee w zderzeniu z koniecznością ich świeckiej realizacji. Corrado Augias nie powinien być więc kojarzony z właścicielem pewnych mitycznych stajni, a postrzegany jako osoba, która nie boi się wypowiadać  (i to dość otwarcie) na trudne tematy, jak finanse Watykanu, rola jednostek gwardii szwajcarskiej w rzeziach (sic!), utrzymywanie dyplomatycznych stosunków z niebezpiecznymi i ogólnie potępianymi systemami. Moim zdaniem ukazanie zróżnicowania pięknych idei, a i ich  (jakże świeckiej często – w złym znaczeniu tego słowa) realizacji jest motywem przewodnim pracy. Co prawda nie do końca przemawia do mnie brak sensownej chronologii w wywodzie włoskiego autora oraz łączenie pewnych faktów i zdarzeń, do których klucz w moim rozumieniu leży zupełnie gdzie indziej, ale generalnie można się kilku interesujących rzeczy dowiedzieć z tej książki.

      Zabrakło mi jednak przede wszystkim sensownej analizy postępowania Watykanu w zakresie udzielania wsparcia i łączenia się w podejrzane moralnie sojusze. Pozostawiam to jednak następnym pracom, które, mam nadzieję, zaczną kiedyś powstawać (albo te z dawna „w świecie” napisane wreszcie się u nas opublikuje), tym bardziej, że jak pokazał autor, można swobodnie odciąć sferę duchową i religijną od historyczno-politycznej.

      Gdy czytelnikowi „Sekretów…” przyjdzie zwiedzać Watykan, wiele miejsc, obiektów opisywanych w książce będzie teraz miało zupełnie inne znaczenie. Także te mury (jak i każde inne) mogły i nasiąkły krwią oraz złem, mimo swojego niezaprzeczalnego piękna czy majestatu. Jak powszechnie i z dawien dawna wiadomo, polityka nie idzie bynajmniej w parze z czystością moralną. Już w samym „micie założycielskim” specyficznego tworu jakim jest państwo „zapisano niepisany paragraf” stawiający dobro skarbca i terytorium ponad harmonią religijną czy też wszechokazywanym dobrem. Inaczej się nie da, nawet w kościelnej stolicy. Warto może (narzekając na to) zadać sobie pytanie, czy Watykan mógłby działać tylko i wyłącznie w obszarze duchowym. Moim zdaniem nie, gdyż świat urządzony jest na podobieństwo wielkiego bazaru, po którym owszem, często miło się przejść i obejrzeć kramy, a jednak – jeśli chce się mieć z tego wymierną korzyść – należy sięgnąć do sakiewki, która ze światem idei nie ma już nic absolutnie wspólnego. Nikt sobie przecież nie wyobraża Watykanu którego funkcjonowanie jest oparte na „co łaska” rozsianych po całym globusie wiernych.

      „Sekrety Watykanu” (mimo dość tabloidalnego tytułu) są na szczęście stojącą na odpowiednim poziomie i interesującą lekturą, dla każdego, kto nie boi się otwarcie patrzeć na karty historii. Myślę jednak, iż czytelnika pragnącego rzetelnie poznać dzieje Stolicy Apostolskiej (i to nie tylko te światłe i białe – wiedza o nich akurat niedostępna nie jest) książka Augiasa może być jedynie etapem wstępnym na drodze do zgłębienia wiedzy o sprawie. Zresztą…. Czy jedna niezbyt obszerna książka może komuś rozsądnie myślącemu zastąpić solidne i szczegółowe studia? Wątpię. Ale tu już sam Augias żadnej winy nie ponosi. Warto go przeczytać – na początek.

Krzysztof Kolasiński

Tags:

Zostaw odpowiedź