(3) Euro tuż tusz*… – Z-M-P: Dlaczego kobieta nie kopie?

15 marca 2012 14:1914 komentarzy

Latem zeszłego roku z wypiekami na twarzy oglądałem telewizyjne transmisje z rozgrywanych w Niemczech Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Wspaniały turniej. Na boisku cała masa emocji, mnóstwo kapitalnych zagrań, walka, pasja, ale i radość z gry. Dokładnie to, co wprawia w drżenie każdego futbolowego kibica. Na trybunach zaś tłum. Zaledwie kilka spośród trzydziestu dwóch rozegranych spotkań przyciągnęło publikę w sile mniejszej, niż dwadzieścia tysięcy głów. Tłum wielobarwny, rozśpiewany, oddychający futbolem.

Nie, nie. Nic mi się nie pokręciło. W 2011tym za naszą zachodnią granicą także rozgrywano piłkarski Mundial. Tyle, że zamiast Jensa Lehmanna, Fabio Cannavaro, Zinedine’a Zidane’a, czy Leo Messiego po murawie biegały Hope Solo, Saskia Bartusiak, Homare Sawa, Marta i ich koleżanki. A ten tłum, o którym wyżej, wcale nie składał się z szowinistycznych samców, dyszących żądzą oblepiania oczami ponętnych biustów i kształtnych pośladków pań futbolistek. Nie znam statystyk, w politpoprawnej Republice Federalnej nikt ich chyba zresztą nie prowadzi. Na oko przypuszczam jednak, że rozkład płciowy wśród kibiców podczas 2011 FIFA Women’s World Cup wychodził mniej więcej pół na pół.

/rys. Magdalena Jemielity/

I nie ma się co dziwić. Obecność kobiet na piłkarskich trybunach to w Niemczech norma, bez względu na to, kto akurat biega po boisku. Wystarczy zerknąć na dowolnie wybrany mecz Bundesligi, czy spotkanie Die Nationalelf, by się o tym przekonać. Panie kibicują, panie żywo interesują się losami swych ukochanych drużyn, a w okołofutbolowych dyskusjach bywają nie mniej zapamiętałe od panów. I myliłby się ten, kto by przypuszczał, że kibicki z drugiej strony Odry są jakieś wyjątkowe. Dorównują im choćby zimne Szwedki, zapiekłe fanki AIK, Goeteborga, Hammarby. A skoro tak, gorące Argentynki nie mogłyby być gorsze. I nie są. Szczerze powiedziawszy, jak sobie nienawykły do takich widoków mężczyzna spojrzy na zagorzałe zwolenniczki Independiente z furią zagrzewające swych pupili do boju, to jakaś taka nowa fala szacunku do płci pięknej go ogarnia. Z kolei niejedna Amerykanka położyłaby na łopatki samozwańczego eksperta od futbolowej taktyki rodem z Europy.

Można tak długo. Zarówno w tradycyjnych matecznikach (sic) machismo, jak i w ostojach równouprawnienia, a i w wielu miejscach pomiędzy, piłka nożna zaciera wszelkie genderowe podziały. Na własne oczy zdarzyło mi się widzieć pięćdziesięcioparoletniego buhaja, złoty kajdan na szyi, wyeksponowane futro na klacie, złączonego w kordialnym uścisku z o połowę młodszą studentką, wyzwoloną feministką, tępicielką patriarchatu. Dlaczego? Bo ich drużyna, mały, prowincjonalny klubik z południa Włoch, wygrała właśnie zwykły, cotygodniowy mecz w Serie C2.

Tyle świat. A my?

Nas ledwie tygodnie dzielą od największego piłkarskiego festiwalu, jaki kiedykolwiek zdarzyło nam się oglądać na naszej ziemi. Od ósmego czerwca gościć będziemy, wraz z Ukrainą, czternaście najlepszych reprezentacji Europy. Za piłkarzami, sztabami trenerskimi i medycznymi, ściągną do nas niepoliczalne rzesze kibiców. Płci obojga. Przyjadą rzekomo chłodne Skandynawki i rozentuzjazmowane Latynoski. Wymalowane, roześmiane Holenderki i Irlandki. Cała masa kobiet z różnych zakątków Starego Kontynentu.

Chciałbym ujrzeć minę jednej z bardziej prominentnych polskich feministek, gdy te kobiety zobaczy. Owa prominentna polska feministka utrzymuje, że (Euro) to jest samczy, infantylny i idiotyczny kult igrzysk. które nie mają żadnego celu poza tym, żeby ci mężczyźni mieli frajdę. (…) Feministki od początku mówiły, że to jest tylko dla facetów.

O tym, że kult piłkarskich igrzysk w krajach cywilizacji zachodniej lata temu przestał być uznawany za samczy, a frajdę niesie tak mężczyznom, jak i kobietom, świadczą podane przeze mnie wyżej przykłady. Określenia typu „idiotyczny” pomińmy, nie kultura osobista pani Szczuki (bo z niej to cytat) jest tematem tego tekstu. Rzecz w tym, że pani Kazimiera chciałaby, jak sądzę, być uważana za osobę nowoczesną, wyzwoloną z łańcuchów upokarzającej, segregującej tradycji. Ciekaw jestem, czy ona wie. Czy rozumie, jak bardzo cofa się w czasie podobnymi wypowiedziami. Schemat „mężczyźni idą na mecz, kobiety zostają w domu” jest przecież głęboko zakorzeniony w najbardziej jaskrawych genderowych podziałach. Jest także, co tu kryć, infantylny. Z tego, że chłopcy nie bawią się z dziewczętami, a dziewczęta z chłopcami, w pewnym wieku się wyrasta. Zdaje sobie pani z tego sprawę, pani Kazimiero?

Patrzysz teraz pewnie na mnie, Drogi Czytelniku, z dezaprobatą i zastanawiasz się, dlaczego tyle uwagi poświęcam wypowiedzi osoby, która zachowuje się jak klasyczny medialny ekspert od wszechrzeczy: paple co jej ślina na język przyniesie, nie zważając na swą znikomą wiedzę w omawianym temacie. Faktycznie, gdyby chodziło o jedną panią Szczukę, nad jej żałosnymi wynurzeniami można by spuścić zasłonę litościwego milczenia. Problem w tym, że podobne poglądy prezentuje zatrważająco duży odsetek Polek.

Całkiem niedawno koleżanka z pracy, której (koleżanki, nie pracy) nigdy jakoś za wojującą feministkę nie uważałem, zarzuciła mi w luźnej rozmowie, że krzywdzę swoją starszą, ośmioletnią córkę. Cóż, nemo iudex in causa sua, poważnie zacząłem się więc zastanawiać, o co mogło jej chodzić. Przemocy fizycznej wobec dzieci raczej nie używam, staram się też na nie przesadnie nie wydzierać. Karmię, ubieram stosownie do pogody, generalnie dbam o to, by było im dobrze. Po dłuższej chwili obrzuciłem koleżankę pytającym spojrzeniem. „Zabierasz ją na te swoje meczyki” odparła „a to przecież rozrywka dla chłopców”. Dowiedziawszy się, że B. wyjścia na „meczyki” pasjami uwielbia i wprost nie może się doczekać, kiedy dobiegnie końca przerwa zimowa, koleżanka wyraźnie się stropiła i zeszła z tematu. A mnie przeszło przez głowę, że nie chciałbym, aby moje dziecię było kiedyś sekowane, bo wyjście na stadion jest dla niej ważnym punktem weekendu.

Bo przecież nie chodzi o to, aby sceptycznie nastawionym paniom organizować seanse nawiści do futbolu. Czy to się komuś podoba, czy nie, stosunek do piłki nożnej (i sportu ogółem) pozostaje niezależny od płci. Jeśli coś z tym można zrobić, to chyba tylko współczuć ludziom, których rytm życia wyznaczany jest przez jakieś banalne tygodnie, miesiące, lata, nie przez kolejki, rundy, sezony, mistrzostwa.

Wg pewnego naszego ekspremiera, mentalna koleżanka pani Szczuki, prof. Magdalena Środa, wciąż nie może się wydostać z seansu filmu „Seksmisja”. W jednej z kultowych scen tego dzieła słychać krzyk „kobieta mnie bije!” Nie bijcie nas, drogie panie. Kopcie piłkę. A przynajmniej pozwólcie kopać innym.

z-m-p
– – – – – – – – – – – – – – – – –

* – Nie tuż tuż, a tuż tusz dlatego, że tusz to prysznic, najlepiej zimny. Dokładnie taki warto sobie w kwestii EURO2012 zafundować. – z-m-p
– – – – – – – – – – – – – – – – –
Wcześniejsze pozycje tego cyklu:
Euro tuż tusz (1) – Z-M-P: Zastaw się, a postaw się!
Euro tuż tusz (2) – Z-M-P: Refundacja do decyzji PZPN
Euro tuż tusz (4) – Z-M-P: Ściana między nami

Tags:

14 komentarzy

  • Futbol kobiecy jest to wyłącznie przykład otumanienia zdrowej kobiecej tkanki przez obleśny samczy nalot.

    Swoją drogą jestem ciekaw jaka jest ulubiona dyscyplina sportowa Pani Szczuki ale jednocześnie lękam się odpowiedzi.

    Z tego co do mnie dociera prawdziwa polska feministka nie gotuje, nie rodzi, nie uprawia sportu, nie modli się, nie mówi „minister”, nie.., nie…, nie… Samoograniczenie aktywności polskiej feministki zaczyna być totalne. Co więc feministka polska robi? Zostawałby seks, ale z kim skoro faceci są tak odrażający?

    To co piszę jest głupie, obraźliwe i obrzydliwe, ale gdzieś cierpliwość się kończy i fanatyczna głupota generuje głupotę. To co Panie Środa ze Szczuką nawypisywały o futbolu i Euro to karykatura feminizmu przebijająca Seksmisję.

  • Feminizm to lata 60-te w US. Ze też musimy być tacy zacofani/opóznieni w rozwoju.W 70 tych wspominając co wyprawiał tzw National Women’s Caucus czyli kierownictwo Amerykańskiego Ruchu Feministycznego napisałem sztukę „Szczyt kobiecy acz nie orgazm”. Zgrywa pełną parą . Naturalnie,w amerykanskich pismach kobiecych była już Pani Bozia(She-God ) i postulaty „nieszowinistycznych” przekładów Biblii.Moja sztuka była właściwie tylko zapisem tego festiwalu zgrywy.Ale „Dialog” nie chciał jej drukować a Agencja Autorska nie chciała nawet przyjąć maszynopisu do swojej wypożyczlni sztuk.
    Jak widać poprawność polityczna to nie dzieło transformacji. Swoją drogą trzeba bedzie poszperać w papierach.
    Z perspektywy lat uważam,że te środy,seneszyle,szczuki,są dość umiarkowane w porównaniu do swoich amerykańskich „sióstr” (tamte panie nie uznawały nawet innego sposobu zwracania się do siebie).
    Władimir Bukowski uważa ,że feminizm to przedpole nowego matriarchatu,a kto wie czy nie dzieło Kremla. Ja jako bardziej umierkowany sądzę (i sądziłem w sztuce),że to sprawka częstego przebywania na kozetkach u psychoanalityków
    i coraz częściej orzekanej diagnozy; „kompleks Amazonki”.
    Jednak w 90 tych latach feminizm Amerykanek już wystygł…
    A u nas? Proszę bardzo…
    „Biblią ” feminizmu była ksiązka Karin Horney(1885-1952) „O orgazmie łechtaczkowym” .3 mln sprzedanych egzemplarzy.
    By the by; feminizm amerykański był ponadpolityczny („ponad podziałami”),więc ciekaw jestem kiedy u nas pojawią się katolickie feministki, pisowskie feministki itd. Jak dotychczas to ponoć monopol tzw lewicy.Czuć , więc, herezję.

  • Katolickie już się organizują z tego co wiem, chociaż wiadomości z pierwszej ręki nie mam 😉

  • Mnie najbardziej bawi(?) w antypiłkarskiej krucjacie kawiorowego feminizmu (nie mylić z wrotkarsko-biedronowym) ten wstręt do imprezy, której organizacji (ściślej – przygotowaniom do której) patronuje ministra Mucha. A to przeciez skandal, by wyzwolona ministra przygotowywała (rękami często samców -no samcze są to ręce, nawet jeśli nie piłkarskie a golibrodzkie)”samcze, infantylne i idiotyczne igrzyska”. No, chyba ze jest tak jak podejrzewam, że samcza impreza jest złem, ale zarządzanie przygotowaniami do niej przez siostrę w wierze to juz rzecz piękna i pozyteczna.
    ps.
    ad sport kobiet na zachód od nas: W Oslo w roku 2010 ok. 2 w nocy (mróz 16 stopni) oglądałem grające w futbol Norweżki (nieliczni kibice na trybunach byli płci obojga).

    Co do wstrętu feministek do sportu – słynna Billie Jean King wyśmiałaby je w sposób makabryczny, albo uznałą, że cała jej walka o równouprawnienie w sporcie była bezsensowna.
    „Rzecz w tym, że pani Kazimiera chciałaby, jak sądzę, być uważana za osobę nowoczesną, wyzwoloną z łańcuchów upokarzającej, segregującej tradycji. Ciekaw jestem, czy ona wie. Czy rozumie, jak bardzo cofa się w czasie podobnymi wypowiedziami. Schemat „mężczyźni idą na mecz, kobiety zostają w domu” jest przecież głęboko zakorzeniony w najbardziej jaskrawych genderowych podziałach.”
    — oklaski

  • Dla mnie feminizm =idiotyzm . Tylko dlaczego z szerokiej dziedziny idei importujemy przeważnie same idiotyzmy?
    I następnie; dlaczego to się nagłaśnia ? Czy nie lepiej spuścić zasłonę milczenia na takie „wypowiedzi”?
    Naturalnie, są to pytania retoryczne.
    Pani powinna długo i cierpliwie trenowac dykcję przed każdorazowym wejściem na plan.

    • Milka-fioletowa

      „Dla mnie feminizm =idiotyzm” – jeśli to nie jest wypowiedź nad którą należy spuścić zasłonę milczenia, to może zmieńmy jeszcze znaczenie paru innych słów. Jakich? Szkoda moich wyjaśnień, bo kobietą jestem, więc mogłoby zabrzmieć feministycznie.

      • Nieprzesadnie rozumiem, dlaczego pani tę zasłonę podnosi.

        • Milka-fioletowa

          „Nieprzesadnie rozumiem” – co oznacza?
          Pan poparł moją wypowiedź czy przeciwnie?

          Podnoszę zasłonę, bo inaczej zachowałabym się jak pokorna branka – słuchaj co mówią mężczyźni i cokolwiek rzekną przyznaj im rację.
          W feminizmie jak w każdym dążeniu do osiągnięcia sensownej równowagi społecznej jest trochę dobrze, trochę źle – ale żeby zaraz zrównać to z idiotyzmem?

          • /Pan poparł moją wypowiedź czy przeciwnie?/

            A jak pani uważa? Milczenie nie zawsze jest znakiem zgody i przyznania racji. Bywa przecież także najrozsądniejszą z odpowiedzi, wartą więcej, niż tysiąc zdań. Stąd znów pani nie rozumiem. „Pokorna branka”? Que? Tzn. gdybym ja nie zareagował na „wypowiedź” (cudzysłów jak najbardziej celowy) typu „facet to świnia”, okazałbym się potulnym pantoflem i, hmmm…, miękkim waflem?;) A może czasem lepiej przejść mimo, zachowując czas i energię na bardziej sensowne dyskusje?

            Pozdrawiam!

  • Chłopaki, coś was p…o, chyba?
    Cóż złego mówi pani Magdalena i Kazimiera?
    Zawsze się wypowiadają rozsądnie.
    A nie jest to proste.
    Wypowiedzieć się.

    One potrafią. Moja żona mówi: czemu ty tak zawijasz, opowiadasz, zamiast od razu powiedzieć: tak to a tak.

    Więc trzeba ich słuchać, Kazi i Magdzi..,

    A co sobie myślicie, że każdy chłop wszystko wie? Tylko z tego powodu, że jest Hufnaglem, Bekasem, Yarrem, Synthspirithem …and so on…

    Więc uczta się, chłopy!
    Wiek tu nie usprawiedliwia zaniechania! Nie uczta baltazara…

    Ja chętnie słucham Pani Kazimiery i Pani Magdaleny.

    • Kurcze, fakt. A Pani Kazia to nawet w Wikipedii jest :)I Pani Środa też i to w czapce jamajskiej.

    • Kurczę, dla mnie ta ironia jest o tyle przykra, że pani Środa panią Środą, natomiast pani Szczuce to się faktycznie zdarza wypowiedzieć z sensem i to głębokim. Tym bardziej smutne, że pani Kazia (skoro już sobie pozwalamy na takie poufałości) klepie potworne farmazony w temacie, o którym nie ma kompletnie żadnego pojęcia. I zastępuje to pojęcie ideologicznym zadęciem. Szkoda.

      • Się zgadzam, autorze z tym co napisałeś o tym, co tu najbardziej jest smutne – z jednym jednak zastrzeżeniem, że Środzie też się zdarza wypowiadać z sensem (nie przesadzajmy, że to nigdy nie ma miejsca). Niestety – obie panie chorują na wytknięte przez ciebie ideologiczne zadęcie, niestety nieobecne również i tym, którzy pozornie od ideolo trzymają się na ogromny dystans. Bywa bowiem tak, że to dystans jedynie od ideolo z przeciwnego brzegu.:) Bo własne jest ok przeca – ale to tylko dygresja najogólniejsza z ogólnych.
        Wracając do „futbolowych ekspertyz” obu pań – niestetyż pokusa zajmowania stanowiska w każdej bez wyjątku sprawie jest u celebrytów ogromna i stąd właśnie potoki farmazonów. Co gorsza – farmazonienie owo wpływa na późniejszy odbiór tego, co potem ktoś taki mówi z sensem i się robi problem kolejny. A po co?

      • No!Zdarza się Dziewczynom wypowiadć się rozsądnie.Z sensem też.
        One chyba wiedzą więcej, niż my, chłopy.

        Co taki może wiedzieć? Przed telewizorem siedzi. A jeśli, kiedyś tam, książki czytał, to dawno zapomniał co przeczytał.

Zostaw odpowiedź do Hufnagiel