Jolanta Sztejka: Apetyt na pocztowy tort

15 marca 2012 14:2421 komentarzy

     Rynek usług pocztowych w Polsce rozwija się dość prężnie. Operatorzy dwoją i się i troją, aby po otwarciu rynku (1 stycznia 2013 roku) uszczknąć jak najwięcej z pocztowego tortu. A na czym to otwarcie rynku ma polegać?

     Obecnie art. 47 ustawy Prawo Pocztowe gwarantuje Poczcie Polskiej jako operatorowi publicznemu wyłączność na doręczanie przesyłek o wadze do 50 g. Wprawdzie inny operator pocztowy, nie będący operatorem publicznym może przyjąć przesyłkę z obszaru zastrzeżonego dla Poczty Polskiej, ale za wyższą opłatą. Więc chcąc nie chcąc wydawałoby się, że Poczcie ten „monopol” służy. Jak jest naprawdę, wiedzą najlepiej decydenci operatora publicznego, którzy dysponują informacjami na temat rentowności placówek czy doręczania na terenach wiejskich. I tu zastanawia fakt, że InPost rozliczenia PIT wysyłał swoim pracownikom za pośrednictwem Poczty Polskiej.

      Jak mniemam, firma zatrudnia pracowników, nie tylko mieszkających w dużych miastach (w których operatorzy niepubliczni nieźle dają sobie radę), ale również w jakichś mniejszych miejscowościach, wsiach, gdzie doręczanie nie jest już tak miłe, przyjemne i tanie. A operator publiczny, czy tego chce czy nie, nie może patrzeć na to, czy mu się to opłaca. Zobowiązany ustawą doręcza nawet w miejsca, które trudno odnaleźć na mapie. Jak to mówią niektórzy: „Gdzie diabeł nie może, tam Pocztę wyśle”

     Znam kilkoro starszych ludzi, którzy denerwują się, gdy d(o)ręczyciele poniektórych operatorów dzwoniąc domofonem mówią „poczta”. Tak na marginesie, to słowo klucz otwierające 95% drzwi… zupełnie jak banalne „ja”. Bo „jaka z nich poczta” – mówią. Aż taka nadwrażliwa nie jestem, choć fakt, wolę jak mówią „listonosz” albo „kurier”. A kilku firm działającym na rynku pocztowo-kurierskim nie lubię bardzo! Bardzo, bardzo.

       Dawno temu, kurier firmy Opek miał mi dostarczyć sadzonki, czekałam dwa dni – nie ma i nie ma. Skontaktowałam się ze sprzedawcą, okazało się, że ten ma informację, że sadzonki dostarczono. Firma miała dość ciekawy zwyczaj. Kurier, kiedy nie zastał mnie w domu, przykleił na domofonie (!!!)) naklejkę z prośbą o kontakt telefoniczny. Tak się składa, że nie nauczyłam jeszcze psa obsługi domofonu, więc posługuję się kluczami i takiej nalepki nie zauważyłam. Kiedy zadzwoniłam do biura obsługi zapytać, dlaczego przesyłka ma status „doręczona”, przemiła pani raczyła mnie poinformować, że to moja wina i mogę sobie tę przesyłkę odebrać osobiście… na drugim końcu miasta. Podziękowałam.

     Żeby nie było, że tylko marudzę to taki InPost np. bardzo dba o środowisko naturalne. Bank, w którym posiadam rachunek ciągle mnie atakował, bym w trosce o środowisko naturalne zrezygnowała z wyciągów bankowych wysyłanych w sposób tradycyjny. Nie byłam zainteresowana, bo:

1) tam, gdzie mam możliwość wybieram usługi Poczty Polskiej – bo pomimo wszystko mam do niej pełne zaufanie. Dopóki bank będzie mi przesyłał korespondencję za pośrednictwem Poczty Polskiej, jest cień nadziei, że będę miała szansę dopracować do emerytury (aczkolwiek po podniesieniu wieku emerytalnego moje szanse niezwykle maleją, ale to już zupełnie inna bajka). Chciałam napisać „chcę pracować długo”, ale to byłoby chyba politycznie niepoprawne. Więc może po prostu- chcę mieć gdzie pracować do osiągnięcia wieku emerytalnego.
Poza tym bardzo lubię papier.

2) nie lubię taniego cwaniactwa pod ekologicznym przykryciem. Drzewa, drzewami, ale przede wszystkim to bank obniży swoje koszty, ale do mojej kieszeni nic z tego tytułu nie trafi, żadnej ulgi za opłaty.

      Po jakimś czasie owy bank wypiął się na operatora narodowego i dał szansę InPostowi. I od tej pory wyciąg bankowy otrzymywałam z rąk uzbrojonego w uśmiech sąsiada. Kiedy pewnego wieczoru zamiast uśmiechu napotkałam przepraszający wzrok i otwartą kopertę, bo sąsiad myślał, że to jego korespondencja i otworzył… miarka się przebrała. Zrezygnowałam z wyciągów papierowych na rzecz wyciągów elektronicznych.  Nie wiem dlaczego, ale mimo wyraźnego adresu przemiły roznosiciel InPostu notorycznie wrzucał mój wyciąg sąsiadom. Kawałek jakiegoś drzewa uratowany. Przy okazji.

/fot. Kasia Maława/

      A tak bardziej serio, żeby nie było, że jestem stronnicza… Niestety, nie wszędzie z usług Poczty Polskiej mogę skorzystać. Tam gdzie nie mam takiej możliwości, wybieram ofertę tych firm kurierskich, na których nigdy się nie zawiodłam. Jestem też zmuszona do korzystania z paczkomatów InPostu, które z pewnością przysporzyły firmie głośnych braw. Genialne rozwiązanie, nie da się ukryć. Choć nie byłabym sobą, gdybym nie zauważyła, że w gorące lato, czy srogą zimę, to nie jest najlepsze miejsce dla np. kosmetyków. I gdyby jeszcze pracownicy byli tak mili i pomyśleli o tym, by 20 kilogramowych paczek nie wkładać na najwyższy poziom… ehhh – być może sama bym nawet zaklaskała.

      Operatorom, którzy zechcą posmakować tego pocztowego tortu w całości pozostało niewiele czasu. Jak wielu z nich zechce delektować się doręczaniem na terenach wiejskich… trudno przewidzieć. Co z tego może wyniknąć dla przeciętnego Kowalskiego?  Też nie wiadomo.

      Jedno jest pewne. Zaufanie klienta jest bezcenne. Szkoda, że nie wiedzieli o tym cwaniacy z tanich punktów opłacania rachunków, którzy poznikali z kasą klientów opłacających u nich czynsz, gaz czy prąd. Ale to też już zupełnie inna bajka.

Jolanta Sztejka

Tags:

21 komentarzy

  • Tanie punkty,pobierające 70-90gr za przyjmowania rachunków,podobnie jak banki czy kasy obiecujące krociowe zyski..wiadomo czym to pachnie.Ale PP to ostania ostoja realnego socjalizmu,więc precz z nią.
    W Szwecji nie ma Poczty Szwedzkiej; listy odbiera się w miejscu przez siebie wskazanym; w pobliskim sklepiku,na stacji bezynowej lub w supemarkecie.Osoby niepełnosprawne lub przewlekle chore-z reguły takimi zajmuje się opieka społeczna lub parafia (luterańska)mają dostarczane przesyłki tego samego dnia. Szybko,bez listonoszy.I bez dodatkowych opłat.Pieniądze wędrują do banku na konto.Drogą elektroniczną.
    Nie ma napadów na listonoszy. Tam gdzie odbiera się pocztę,można naturalnie kupić znaczki (U nas tylko na poczcie,co sprawia sporo kłopotów,bo nie wszędzie są automaty,nawet w Warszawie.A kolejki rosną. Czasami odnoszę wrazenie,że „Ktos” chce koniecznie „sprywatyzować”PP i robi tej instytucji „koło pióra”. Ludzie klną i wzdychają,żeby się to jak najprędzej skończyło.Sama instytucja robi wszystko,żeby „wyjsć na swoje”. Nie tylko urochomiła bank,a właściwie para-bank,para się ubezpieczeniami,dostarcza nawet obiady,sprzedaje karty drogowe,słodycze itp. Po Odpowiednich cenach czyli dość zawyżonych. Klasyczna instytucja pasożytnicza,wkurzająca ludzi na maksa.
    Wydawać by się mogło,że powód utrzymywania takiego pasożyta jest społeczny i ważny. I tak jest za dużo bezrobotnych. Ale pensje w PP są głodowe ,a w dodatku od szeregowych pracowników-broń Boże nie od dyrektorów-egzekwuje się odpowiedzialność finansową.Np za zniszczone lub zagubione karty drogowe płaci pracownik.Bo to jest przecież papier wartosciowy.Inne instytucje rozprowadzające karty mają 6% prowizji, PP chciała 8. Na szczęście ktos połapał się,że to jest naruszenie konstytucji. Monopolista,na całe nieszczęście swoich klijentów,więc czas z nim skończyć. Rozumiem Cię Jolu,jako jednoosobową lobbystkę. Nikt jednak nie jest sędzią we własnej sprawie.

  • Po raz kolejny powiem, że w ostatnich latach obsługa klienta w PP wykonała skok kosmiczny. W moich rejonach mam 3 urzędy pocztowe we wszystkich bardzo miła i sympatyczna obsługa. W ocenę całości się nie chcę bawić bo mam jedynie wrażenia a nie wiedzę. Jako gospodarczy liberał uważam jednak, że wszelkie monopole szkodzą, ale jako człowiek sentymentalny doceniam też kulturotwórczą rolę poczty, a więc też i Poczty.

    Nie od parady jedną z ikon amerykańskiej fantastyki jest powieść Davida Brina „Listonosz” zekranizowana później przez Costnera niestety niezbyt udanie.

    Nie zgodzę się też z tym że nie ma już zupełnie czegoś takiego jak etos pocztowca jakże silny w międzywojniu, myślę, że trochę go się zachowało, a Laskowik i jego poczucie służby /mówił to raczej serio bo to jeden z ostatnich fanatycznych idealistów/.

    I z tego punktu widzenia małomiasteczkowych poczt i listonoszy na motorowerze będzie mi brakować. Ale to moje pięknoduchostwo wielkomiejskie, a mieszkańcy mniejszych miejscowości na pewno stracą na zmianach.

    Czy jednak można takich zmian uniknąć?

  • Pewno doświadczenia jednostkowe są rózne i trudno je uogólniać.Niestety, z wyjątkiem róznych badań demoskopijnych typu;”co byłoby gdyby wybory odbywały się dziś „,przeprowadzanych na mikroskopijnych próbkach (966-1012,a więc przeciętnie ok o.o1 promila badanej populacji) oraz zleconych badań popularności produktow i usług,nie przeprowadza się żadnych innych badan socjologicznych.Większości firm na to nie stać,a uniwersyteckiej socjologii,tym bardziej.
    Sytuacja na rynku pracy z duzą podazą i malejącym popytem, skłaniałaby raczej do polepszenia jakości pracy
    i usług. A więc ,grzecznosć „pań z okienka” mogłaby zwyżkować.Tak jednak nie jest zawsze,gdyż korelatem są tu
    ewentualne możliwosci zdobycia „alternatywnej pracy”,większe w Warszawie niż np w Szczecinie,większe w Szczecinie niż np w Kamieniu Pomorskim. To wiem jako bądzco bądz soclog z wykształcenia. A ze swej specjalizacji,której nigdy nie używałem,wiem ,że organizacja pracy na PPP jest po prostu do kitu.W następnym poście podam empiryczne przykłady.

  • Bekas, widać, jak niewiele wiesz o Poczcie, bynajmniej tej Polskiej
    dostarczenie przesyłki tego samego dnia? może jeszcze np z Zakopanego do Gdańska? Ubawiłeś mnie, sam pociąg jedzie jakieś 15h.
    parę rzeczy o których piszesz mija się z prawdą
    Poczta Polska nie jest idealna i nigdy nie będzie
    jak wszędzie też i w jej szeregach znajdziesz mniej i bardziej odpowiedzialnych ludzi
    kart drogowych w PP już nie ma,
    jeśli się zgubi mienie (pieniądze, znaczki) za które się odpowiada, to logiczne że trzeba za nie zapłacić, wyobrażasz sobie, by pracownicy gubili pieniądze którymi płacą klienci i za to nie odpowiadali?
    Jak napisał Roj, ten krok milowy w kierunku klienta ze strony Poczty Polskiej już widać..
    co do pracowników- tu się zgodzę- Poczta ma jeszcze sporą drogę do przebycia
    swoją drogą naprawdę jestem ciekawa jak wielu operatorów zechce doręczać w miejsca, których często nie można znaleźć na mapie

  • Może rzeczywiscie kart drogowych już nie ma. Od kiedy? Od 2 lat albo coś koło tego.Bo ktoś się nie zgodził na naruszanie konstytycji i niezasłużone preferencje dla PP.Jest za to Bank Pocztowy czyli para-bank,podobnie jak „Skok” (z innym składem „społecznym” ) czyli instytucja,którą Komisja Nadzoru Bankowego mogłaby zlikwidować w ciągu 1 godziny ale z jakiś powodów nie chce. Nie mój cyrk ,nie moje małpy.
    A teraz jednostkowe przykłady,które jak wiadomo mają walor ograniczony. Zawsze na chamską panienkę z okienka można przytoczyć panienek uśmiechających się,życzliwych do szpiku kości.Jak jest w skali powiatu,wojewodztwa,kraju? To mogłyby wykazać tylko badania,których NIE MA i NIGDY nie będzie,bo i po co wydawać pieniądze,w dodatku swoje czyli pocztowe. Władze zaś naszego pięknego acz małocywilizowanego kraju nie są zainteresowane w tym,aby obywatelom żyło się wygodniej.Zwłaszcza w drobnych kwestiach życiowych. Obowiązują tu stare komunistyczne zasady;1) Każdemu to,na czym mu najmniej zależy 2) Po co mają mieć lepiej,kiedy zawsze mogą mieć gorzej. PP doskonale się wpisuje w ten realny socjalizm.Naturalnie,”ma jeszcze sporą drogę do przebycia’,bo przeciez idealów w Tuskanii nie ma i zgodnie z retoryką „uczymy się na błędach „(zamiast na uniwersytetach)
    A więc ten ckliwy obrazek typu „Ludzie zejdzcie z drogi,bo Laskowik jedzie” (posługujac się tytułem pewnego reportażu). W PRL-u motorowery,motocykle lub rowery kupowała PP,lub jeśli zainteresowani chcieli mogli mieć sami jakiś udział finansowy (i prawo pozasłużbowego użytkowania,szczegółowo to w różnych okresach przedstawiało się różnie )A jak jest dzisiaj? Kto np płaci za kursy motocyklowe? Czy przyjmuje się tylko kandydatów na listonoszy z motocyklowym prawem jazdy? Jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach,więc co z amortyzacją sprzętu. Kto za nią płaci?
    Wreszcie niby logiczna sprawa szkód.Nie zawsze jest to wina pracownika.Wiejskie poczty czesto mieszczą się w róznych chałupinach,gdzie grasują myszy i szczury.Gryzomie,jak wiadomo nie odróniają papierów warościowych od mniej wartosciowych. Zgodnie z Twoją zasadą „sprawiedliwosci” płaci pracownik,ze swojej na ogół dość głodowej pensji.W cywilizowanym kraju istnieją ubezpieczenia od tego typu szkód. I płaci ubiezpieczyciel.Ale PP grasująca rónież w branży ubezpieczeń,nie ubezpiecza swoich „walorów”,woli odpowiedzialność zbiorową pracowników lub indywidualną.CDN)

  • I teraz trochę o „minionych” kartach. Wiadomo; papier wartościowy,często wart kilka tysięcy (przy przejazdach ponadnormatywnych)Wytarł sdię numer,zwrono niewykorzystaną ( a można było)Kto płacił? Pracownik.Kto wie czy nie dlatego nie zrezygnowano z „rozprowadzania” kart.
    Wróćmy jednak do sielskiego obrazu wiejskiego listonosza,który wiezie kaganek oświaty,tam gdzie nikt nie dotrze.
    Podam przykład gdzie i listonosz nie dotrze.Bez szczegółów,bo po pierwsze nie jestem upoważniony,po drugie składanie donosów jeszcze nie jest wymagane jako składnik postawy obywatelskiej. Najwieksze (wspaniałe!!!)zadupie w Polsce. Do najbliższej wsi -5 kilometrów,do wsi ze sklepikiem ( i szkolą, chociaż może ją już zlikwidowano-7) ,do na wsi z pocztą -8,do najbliżego miasteczka-12,do powiatu-23. Jeden lokator(jedna rodzina).Odbierają pocztę bądż w sklepiku odwoząc dzieci do szkoły,bądz na stacji benzynowej,tankując swoją terenówkę.Wysyłają na cały świat,bo „pan Janek” jest wspaniałym ludowym snycerzem i witrażystą,z najbliższej poczty lub z miasteczka.Czekają az się uzbiera trochę tych rzeżb czy witraży. Dlaczego listonosz nie dojedzie? Bo musiałby przejachać przez popegerowską wieś(szczegółów takiej ekskursji oszczędzmy sobie) i stanąć przed napisem; „Rezerwat przyrody. Wstęp wzbroniony”. Jeśliby nasz ” laskowik” parł do przodu, mógłby trafić na dziki,lisy, tchórze, tarpany, raczej nieprzychylnie nastawione do wszystkich innych ludzi prócz gospodarzy.
    Ciekawe,że racjonalnie zachowujący człowiek z takiego wspaniałego pustkowia korzysta z usług pocztowych w sklepiku czy stacji benzynowej. Jak to organizuje-wiem.Ma zresztą wszystkie komunikatory,telefon stacjonarny itp.
    Podobnie jest z Saamami(Lapończykami) z północnej Szwecji,Norwegii czy Finlandii. Tam czasami sytuacja jest bardziej skomplikowana,bo to przeważnie koczownicy.W ich zimowych osiedlach pół biedy ale niekiedy zimą przy płytkim śniegu też muszą wypędzać renifery na żerowiska. I przemieszczać się razem ze zwierzętami.Zamożniejsi mają helikoptery,inni skutery śnieżne.W najgorszym razie narty. Wysłanie sms czy maila na miejsce w którym chcą odbierać przesyłki,to żaden kłopot.Nawet zdaje się taki kontakt jest bezpłatny,tak jak z pogotowiem czy policją.Wysyłka to już inna sprawa,trzeba angażować skuter lub helikoter.
    Jak widać nie zarządzenia i ustawy ale zwyczajna ludzka życzliwość i kultura wyręczają doręczycieli,zaś zainteresowani sami starają się dotrzeć do potrzebnych im miejsc.Jak jest zorganizowane dostarczanie przesyłek do tych właśnie miejsc-nie wiem. Ni pytałem. Wiem jak wygląda odbiór listów ze stacji benzynowej. Szwagier został w samochodzie,dał mi kartę płatniczą,poszedłem płacić,następnie podałem ich adres i dostałem całą korespondencje skierowaną na ten adres. Zadnych ,legitymacji,upoważnień, tłumaczeń,wyjaśnień powinowactwa. Dla kontrastu ; u nas,idę z podstemplowanym upoważniem do odbioru korespondecji córki,ktora nie mieszka z nami. Nic z tego.Upoważnienie musi być „aktualne” ,a to,chociaż stałe, pechowo ma już parę tygodni ponad rok.Wprawdzie panienka nie chce mi pokazać stosownego rozporządzenia ale ona wie,że tak jest jak ona mówi.Szlus.
    Inny przykład; znajomy prowadzący księgarnię internetową,pojechał na pocztę,gdzie nie ma „osobistych układow”,bo po prostu tak było mu po drodze.Zmitrężył ponad godzinę ,chociaż nadanie kilkudziedzięciu przesyłek na „swojej poczcie” zajmuje mu kilka minut (jak to robi można się domyślać).Na całej poczcie nie było 68 znaczków „na priorytety”, Co gorsza,pani ,która go obsługiwała,miała tylko 15 takich znaczków,a jej koleżanka 20. Tyle,że nie chciała ich „użyczyć”,więc obie zaczęły się kłocićze sobą.
    Facet klnąc w żywy kamień PP i pomysł,żeby załatwić coś „po drodze” odjechał,przekonany,że podobny „styl pracy ” usługodawcy,doprowadziłby jego jako klijenta poczty do bankructwa w ciągu miesiąca. (Codziennie musi realizowac zamówienia)
    Tak wygląda ta „niedoskonałość „w praniu. Więcej przykładów?
    Nie jestem antylobbystą PP,ani człowiekiem sponsorowanym przez wrogów poczty, firmy kurierskie itp,ale gdyby opowiedzieć takie lub podobne historyjki,a znam ich dziesiątki, jakiemukolwiek obywatelowi cywilizowanego kraju, nawet „dzikiemu” koczownikowi,puknąłby się w czoło i powiedział parę niecenzuralnych słów. Pozdrawiam pracowników PP i życzę im sukcesów na drodze do „doskonałości”.
    Ale niech dobra Bozia broni, Norwegów, Finów, Szwedów, Saamów, Włochów…przed taką instytucją w ich krajach.
    Ale wrócmy jeszcze do PRL-u. Jako poetka,Jolu, bierzesz zapewne udział w konkursach poetyckich.
    Wszystkie te „agony” przewidują wysłanie iluś tam wierszy na jakiś dowolny lub określony temat.Ale ..anonimowo,bez adresu zwrotnego i nazwiska nadawcy. Jak więc wysyłasz swoje prace?
    Niedawno inny mój znajomy(poeta) powiedział mi,że na Poczcie Głownej w Warszawie (ul.Swiętokrzyska)odmówiono mu przyjęcia przesyłki poleconej bez adresu zwrotnego i nazwiska nadawcy (jak żąda się we Wszystkich konkursach).Co więcej,wezwana na pomoc przełożona pani „asystent” potwierdziła wiarygodność jej słow,stwierdzając ,że” takie są przepisy”.I co mogł facio zrobić wobec postawy „dajcie mi władzę ,a ja was usadzę”
    Nadmieniam,że w czasie długiego życia w PRL- u nie zdarzyła mi się podobna historia. Owszem ,na tejze poczcie głównej, niekiedy (b. rzadko) zwracano mi uwage na brak nadawcy ale wystarczyło grzecznie wyjaśnić o co chodzi i było po sprawie. Do odmów przyjęcia przesyłki nie dochodziło.Wówczas pytałem też ludzi,którzy mieli podobny,a nawet „gorszy”, problem z konkursami;architektów i urbanistów.Oni przecież musieli „anonimowo ” wysyłać całe parukilogramowe makiety.Niekiedy zwracano im uwagę na brak nadawcy. Ale to b. rzadko. I sprawy kończyły się tak jak jak moje; przyjęciem do wiadomości,że nie zawsze musi tak być jak chce przepis.
    Mam więc dla Ciebie propozycję; zamiast działać jako lobbystka PP w pismie poświęconym kulturze,zacznij działać jako lobbystka poetów na poczcie,żeby wreszcie zmieniła swoje przepisy.

    • Bekas . . . martwi mnie Twoje antypozytywne a wręcz MEGA negatywne nastawienie do instytucji mających swoje korzenie w dalekim i zapadłym PRL-u, choć jednocześnie można zauważyć Twój zachwyt tamtym ustrojem. Owszem nie zaprzeczam, ze Poczta Polska obecnie juz S. A. choć w pełni Skarbu Państwa, to mocno skostniały twór instytucjonalny – taki dinozaur na rynku pocztowym, podobnie jak PKO BP SA na rynku bankowym – ale spróbuj zrozumieć, że to nie tylko Pracownicy Poczty Polskiej są za te wszystkie kolejki odpowiedzialni, to Przepisy a w szczególnosci Ustawa Prawo Pocztowe, mają w tym wszystkim swój największy udział. Punktujesz Jolę wytykając jej lobbowanie jednoosobowe, ale sam również opisujesz jednostkowe przypadki. Dlaczego Twoi znajomi nadal korzystają z usług operatora narodowego ? Mało jest firemek na rynku usług pocztowych ? Kto nakazuje poetom, architektom, urbanistom, księgarzom internetowym korzystanie własnie z usług Poczty Polskiej S. A. ? Przecież niezadowoleni mogą iść do konkurencji, a mimo tych wszystkich niedogodności nie chcą, bo wiedzą, ze TYLKO Pracownicy Poczty Polskiej są w stanie dotrzeć wszędzie, naprawdę wszędzie i to 5 dni w tygodniu, bo do tego obliguje ich Ustawa wcześniej przytoczona. Konkurencja nie musi się do nie stosować i dlatego choby InPost śmiga po wsiach 2-3 razy w tygodniu, choc zdarza się rzadziej. Próbowałeś wysłać rejestrowaną przesyłkę u konkurencji bez podania danych nadawcy – nie, to spróbuj, wrażenia wysokich lotów gwarantowane.
      I jeszcze na koniec tego postu chciałbym, zebyś uważniej sprawdzał sprawy, które poruszasz, bo właśnie przedstawiciele Poczty Polskiej S. A. próbują przeforsować zmiany w Ustawie Prawo Pocztowe, ale jest to niemiłosiernie trudne do zrobienia, nie mając dużego poparcia w szeregach władzuni, która i Tobie Drogi Bekasie też zalazła za skórę.

      • Dzięki za dość przejrzystą sugestię ,że jestem obroncą „realnego socjolizmu”.którego ostatnie relikty to PP i PKP. Nie przydkowo ludzie klną w żywy kamień na działalność tych instytucji, Aże stwierdzam również fakty ,że niekiedy w PRL-u było pod jakimś względem lepiej. Bo było i trzeba to odnotować.
        zy niemożność kupienia znaczków pocztowych w zwyczajanym kiosku (jak było w PTL-u) to udogodnienie czy uciązliwosć?A w niektórych ioskach można też było kupić znaczki opłaty skarbowej czy nawet blankiety weksli.
        Czasami jeżdzę po Europie i widzę jak jest na Zachodzie czy Północy.Uogólniając-może zbyt pośpiesznie- „Tam” to wszystko służy obywatelom,a u nas jest przeciw obywatelom. Niezależnie od tego jaka partia aktualnie rzadzi.Owszem tak również bywało w czasach PRL-u. Ale nie zawsze i nie w każdym przpadku.
        W błahych raczej nie. A mówimy przecież o duperelach,które jednak składają się na tzw „zycie codzienne”.
        Przykładów Z Włoch, Hiszpanii, Finlandii, Szwecji nie będę przytaczać. Nadal jest to „inny świat”. Może nie lepszy,bo znający również biedę ale z pewnoscią mądrzej zorganizowany.Od metropolii po największe dziury.

        • zloty 666 ; Na zadane pytanie jest prosta odpowiedz; bo PP ma gmachy,ktorych lokalizacja jest znana potencjalnym klijentom, a firmy kurierskie często mieszcą się po róznych „dziurach”. Nie wszystkie też mają strony internete,żeby sprawdzić adres.Ot, i cała tajemnica „powodzenia” PP.

    • Bekas, dawno nie brałam udziału w konkursach literackich, ale…
      zawsze wysyłałam poleconym
      uuuups…
      zawsze wychodziłam z założenia, że kto inny nie jury zbiera materiały i przekazuje je dalej.. bez koperty
      ale nie czepiaj się PP co do tego, ze nie pozwala ci wysłać poleconego bez podania danych..
      nadając list polecony, masz dowód nadania a tym samem prawo złożenia reklamacji
      jak chcesz potem taką przesyłkę reklamować?
      a próbowałeś nadać jakąś przesyłkę w firmie kurierskiej nie podając swoich danych?

      możesz więc nadać taki list anonimowo, bez podania swoich danych, naklejając znaczek i wrzucając go do czerwonej skrzynki nadawczej
      poczta go doręczy, oczywiście pod warunkiem, że podasz właściwe dane adresowe
      natomiast jeśli zapomnisz wpisać nazwy miejscowości, prawidłowego kodu pocztowego, jest szansa że uda nam się ustalić, gdzie ten list miał trafić, ale z pewnością już Ci go nie odeślemy tylko trafi do Koluszek

      • Ja podaję fakty,nie założenia teoretyczne czy . mniemania.Fakty są takie ,że jak nie masz adresu i nazwiska na pokwitowaniu i na kopercie,mogą ci nie przyjąć przesyłki,W praktyce to zależy od dobrej woli „panienki z okienka”.Jaka jest skala zjawiska-nie wiem,nie badałem.Podobnie jak nie badałem działan listonoszy nz zdecydowaną szkodę lub niewygodę klijentow.Sam kiedyś przypadkowo zauważyłem jak listonosz stojąc przed skrzynkami pocztowymi umieszczonymi przed wejsciem na klatkę schodową wypełniał”ponaglenia” czyli powtórne powiadomienia o konieczności odbioru przesyłki na poczcie.Nietrudno się zorientiwać,że po prostu nie chciało mu się na wyższe czy niższe piętra bloku.A odbiorcy mają półgodziny z głowy,bo tyle się stoi w kolejce na poczcie w moim rejonie.
        Aby Cię pocieszyć,że nie tylko obecnie PP zle funkcjonuje dobrze przytoczę węgierskie przysłowie.pochodzace prawdopodobnie z czasów pierwszego rozbioru i aktualne do dziś;
        Lassu’ mint a langyel posta( Ślamazarny jak poczta polska)

        • tez mogę być czasem zgryźliwa
          jako poeta powinieneś wiedzieć, ze pisze się „kliEntów” nie „kliJentów”
          poza tym
          nie piszę, ba nawet nie myślę o poczcie „Wyłącznie dobrze”
          ale drażni mnie, że jeśli PP coś nie wyjdzie media zaraz o tym wszędzie śpiewają, jeśli nawali InPost lub firma kurierska media nie spieszą się by o tym donosić
          nie zamierzam ani tego drukować, ani biegać z tym po premię, ani nawet chwalić się że cokolwiek o PP napisałam
          ja jestem nie tylko pracownikiem, ale również KLIENTEM Poczty Polskiej
          a Ty jesteś do Poczty uprzedzony, więc i tak dalsza dyskusja nie ma sensu

    • jeszcze jedno
      „Mam więc dla Ciebie propozycję; zamiast działać jako lobbystka PP w pismie poświęconym kulturze,zacznij działać jako lobbystka poetów na poczcie,żeby wreszcie zmieniła swoje przepisy.”

      nie działam jako lobbystka PP
      nie będę lobbować poetów

      jeśli tak bardzo chcesz zmienić pocztowe prawo zmierz się proszę z UKE
      powodzenia życzę

  • To już zaczyna być nudne i zamienia się w „przepychankęWiadamo ,że pracujesz na poczcie i piszesz o poczcie wyłacznie dobrze;W razie czgo możesz to sobie wydrukować i pojsć do przełożonych po premię.Na ogoł jak wielu pracodaawców płacą niechętnie.
    Jako osoba pisząca powinnaś widzieć,że czasownik „lobbować” jest nieprzechodni( verbum intransistiwum), a więc nie można „lobbować poetów”.Mozna ich słedzić, lekcważyć,pomijać itd

  • nie za bardzo ad personam ta „dyskusja”?

    • Za bardzo,
      w imieniu Redakcji na razie zostanie do dyskutantów skierowany cytat prośba „Zmiłuj się Waćpan, poluj ciszej nieco, bo mi na górze szyby z okien lecą”

      Prosimy o powstrzymanie się od argumentów ad personam.

      • OK.Od jutra nie ma mnie tu.
        Argumentów ad personach ,w dodatku opatrzonych wrednymi sugestiami,któ pierwszy zaczął używać?
        To można sprawdzić bez trudu,trzeba tylko ‚chciej
        stwa” jak mawiał stary Wańkowicz.
        PS; Wytknięcie poważnego błędu gramatycznego to też argument „ad personam”?
        Uprzedzając ewentualny „atak”;istnieje duża różnica
        między literówkami (robię,nawet sporo) wynikającymi z pośpiesznego pisania, i braku stosownej opcji umożliwiającej korektę postu,a poważnym błędem gramatycznym jakim jest użycie czasownika nieprzechodniego w funkcji czasownika przechodniego.
        Opozycja przechodniość/nieprzechodniość istnieje we wszytkich językach świata,jest jednym z fundamentalnych uniwersaliów językowych.Jej naruszenie świadczy o….Nie będę się powoływać na Chomsky’ego czy innych kompetentnych językoznawców…Adieu!
        uniwesaliów jżykowych

        • Prośba była i jest skierowana do wszystkich dyskutantów bo większość z nich z lekka poniosło.

          A redakcyjne chciejstwo, również skierowane do ogółu dotyczy wyłącznie tego by dyskusja obojętnie przez kogo prowadzona była rzeczowa i „bez wycieczek”.

        • No cóż, czytając argumenty jednej i drugiej strony można odnieść wrażenie, że jest to rzeczywiście personalne potyczki . . .
          Bekas kliknę tylko tyle, że Ludzie klną i narzekają na Pocztę Polską, media również wolą wytykać porażki o sukcesach drobnym druczkiem miedzy ogłoszeniami pisać, ale w chwili gdy likwiduje się placówkę pocztową w wiosce, to . . . lament i błaganie, bo bez Poczty wieś istnieć przestaje.[…]

          Fragment bezpośrednio odnoszący się do kondycji psychologiczno-intelektualnej współdyskutanta usunąłem. Pojawił się on mimo mojej wcześniejszej prośby do wszystkich uczestniczących w rozmowie o zaprzestanie takich nic nie wnoszących /poza złą atmosferą/ komentarzy. W razie wątpliwości proszę o kontakt ze mną poprzez kontakt redakcyjny. Naprawdę prosimy o zachowanie umiaru i komentowanie tekstów i problemów poruszanych w Netkulturze, a nie siebie nawzajem. – Jacek Rojewski

  • Milka-fioletowa

    Straszne tu jakieś awantury z pocztą w tle. Tu gdzie mieszkam poczta działa znakomicie, za to z kurierskimi firmami różnie bywa. Często działają właśnie tak jak opisano w artykule.

    • ja mieszkam w dużym mieście
      bywa że stoję w kolejce by odebrac list
      ale
      kiedy ludzie wmarkecie stoją przed świętami przy kasach to jakoś szlag ic nie trafia
      a inpost to tak mi za skórę zalazł, ze brak słow
      z ich dziwnymi paczkomatami włącznie

Zostaw odpowiedź