Jolanta Sztejka: Po zachodniej stronie życia

15 marca 2012 14:071 komentarz

Marian Lech Mazur
Słońce po zachodniej stronie
Instytut wydawniczy „Świadectwo”
Bydgoszcz  2011

Bardzo często zastanawiałam się, kto to jest poeta? Od kiedy jest się poetą? Czy wystarczy opublikować wiersz? A może tylko napisać? A może ilość ma znaczenie: czy wystarczy sto, może tysiąc? Kto decyduje? Kto rozstrzyga? Sam autor? Czytelnik? Inny poeta, który zechcą włączyć kogoś nowego do zacnego grona?

      Obojętnie jak postawić pytania, jakiekolwiek odpowiedzi by otrzymać, zapewne twórca w stosunku do siebie samego może mieć dylemat. Może nie wiedzieć, zwyczajnie „nie czuć się”, nie uważać. Zapewne znajdą się tacy, którzy uważają się za wielkich twórców, czują się niedocenieni, niezauważeni. Poeta, o którym chcę dzisiaj napisać, był na tyle skromny, że nie mówił o sobie „poeta”, a jedynie zaznaczał, że „pisze wiersze”. Z całą jednak stanowczością stwierdzam, że poetą był.

      Marian Lech Mazur urodził się w 1939 roku w Bydgoszczy. Jak sam mawiał poezję czytał od zawsze, pisać zaczął „niedawno”. Był doktorem nauk medycznych, laryngologiem i anestezjologiem. Praktykował w Holandii i Nigerii. Animator kultury w środowisk lekarskim.

      Poetycko zadebiutował w 2005 roku na łamach „Akantu”. Wcześniej wielokrotnie publikował w internecie. Debiutancki tom poezji zatytułowany „Godzina przed zmierzchem” ukazał się w 2007 roku i wzbudził spore zainteresowanie, szczególnie pośród młodszych uczestników warsztatów literackich, na które regularnie przychodził. Zawsze spokojnie i z pokorą znosił wszelką krytykę i niejednokrotnie dziwił się, kiedy inni uczestnicy stawali w obronie napisanych przez niego wersów.

      Poezja Mariana Lecha Mazura charakteryzuje się prostą formą, choć często poeta sięgał do tematów trudnych. Z taką samą przyjemnością czyta się wiersze o miłości, niedoskonałości stworzenia, przyrodzie czy przemijaniu. To właśnie równowaga między formą i treścią przyciągała do czytania tych, którzy wcześniej od poezji się dystansował.

Przemijanie, którego poeta był tak świadomy, jest widoczne w wielu wierszach, nie przysłoniło jednak twórcy tego co trwa, choćby chwilę, czym można się jeszcze nacieszyć.

„Wspomnienie młodości” [1]

 

w parku przed szkołą
tryskała młodość
i fontanna

 miłość miała
coś ze skowronka

 na deptaku
ścierały się buty
i poglądy

a w domu czekała
matka i parasol
na każdą niepogodę

      „Poeta wrażliwy jest” powiadają. I sentymentalny. Więc niektóre wiersze są jak kartki z pamiętnika: „Po wizycie w Muzeum Powstania Warszawskiego”, czy  „Wyznanie nad grobem przyjaciela”[2]
Jest nawet pamiątka z warsztatów literackich

 „Warsztaty literackie”[3]

rodowód z antyku
współczesność ulicy
słowa z dużych słowników
i te których nie ma

wersy wciąż od nowa
strofy wyrwane
z gardła wyobraźni

puenta z kapelusza
i melodia

w i e r s z

       W połowie minionego roku ukazał się kolejny tom poezji Mariana Lecha Mazura pt. „Słońce po zachodniej stronie” i wydaje się być zapowiedzią tego, co nieuchronne. W październiku w bydgoskiej Kawiarni Artystycznej „Węgliszek” odbyło się spotkanie promujące książkę. Brałam udział w wielu spotkaniach poetyckich, promocjach książek mniej lub bardziej znanych twórców. Jednak takiej atmosfery, takiego tłumu oddanych czytelników – nie pamiętam. Spotkanie od samego początku zdawało się wydzierać z ram, schematów. Już zanim oficjalnie się rozpoczęło poeta przyjmował wyrazy uznania, sympatii, kwiaty… Cały czas sprawiał wrażenie onieśmielonego zainteresowaniem, jakie budzi. Wśród entuzjastów nie zabrakło również lekarzy, wśród których twórca znany był nie tylko jako poeta, ale przede wszystkim jako inicjator spotkań kulturalnych.

      To spotkanie było specyficzne, pełne ciepłych słów i wzruszających wyznań. Uczestnicy nie tylko dzielili się swoimi poetyckimi wyznaniami, ale wielu z nich przede wszystkim dziękowało poecie: za przyjaźń, za uratowanie życia, za dobroć. Te wszystkie zwierzenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że Marian Lech Mazur, był nie tylko dobrym lekarzem, dobrym poetą, ale przede wszystkim – dobrym człowiekiem.
Z ogromną przyjemnością wracam do wierszy, które potrafią niektórymi wersami przyczepić się jak rzepy, ale przyczepić przyjemnie, jak ten fragment np.

ona była romantyczką
z samych westchnień
wypleść by mogła
szalik do kolan [4]

      W poezji Mariana Lecha Mazura możemy dostrzec to, co często w codziennym zabieganiu nam umyka: piękno gór, kwiatów, ptaki, które śpiewają, ale często ich nie słyszymy.
Może wiedza, jaką poeta dysponował jako lekarz a może doświadczenie dojrzałego człowieka natchnęły poetę, do napisania wierszy, które nadają nowe znaczenie, temu, co czeka nas u schyłku życia. Jeden z tych, bardzo poważnych, skłaniających do zastanowienia.

„Przed decyzją”[5]

gdy odbiorą Bogu
nad śmiercią władzę
i każdy p r a w n i e
będzie swoim panem
w powietrzu zawiśnie
jak gilotyna pytanie
kiedy?

znikną z nagrobków
słowa: B ó g   t a k  c h c i a ł
i pojawią się nowe

 odszedłem
bo nie chciałem
dłużej być ciężarem

odszedłem
bo już nic przed sobą
nie widziałem

odszedłem
bo brzydzę się sobą

      Po oficjalnym zakończeniu spotkania promującego, do Mariana Lecha Mazura nie można było się dostać. Ciągle przyjmował kwiaty, gratulacje i słowa uznania. Wychodziłam z „Węgliszka”, z wrażeniem, że brałam udział w czymś naprawdę niesamowitym.

      Marian Lech Mazur zmarł 8 listopada. 5 grudnia również w KA „Węgliszek” odbył się wieczór pamięci zmarłego poety. Odczytano wiersze z obu tomików, a także pierwsze utwory napisane przez uczestników – dedykowane poecie.

      Na razie pustkę wypełnia żal, a na pocieszenie zostają wiersze. I pozostaje nadzieja, że gdzieś tam…

ta sama łąka
tylko marzec
trochę starszy

głośny klangor
jak trąbka
budzi wiosnę [6]

Jolanta Sztejka


[1] Z tomu „Godzina przed zmierzchem”, Instytut wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz  2007

[2] Z tomu „Godzina przed zmierzchem”, Instytut wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz  2007

[3] Z tomu „Godzina przed zmierzchem”, Instytut wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz  2007

[4] „Prozaiczny koniec” z tomu „Słońce po zachodniej stronie”, Instytut wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz  2011

[5] z tomu „Słońce po zachodniej stronie” , Instytut wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz  2011

[6] „Żurawia łąka” z tomu „Słońce po zachodniej stronie” , Instytut wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz  2011

Tags:

1 Komentarz

  • Tamara Titkowa

    Sprawa tych wierszy jeszcze jest, mam nadzieję, nie zamknięta.
    Człowiek co prawda znika nam swoją śmiercią sprzed oczu…
    ale kto wie, ile wierszy nam dyktuje…
    chciałby ręki naszej użyczyć i pisma.
    Bo tymi rękoma obecnymi i piórem z zachodu, jakoś nie umie się posługiwać zrozumiale.
    A wierzę, że tak jak wywnioskował z warsztatów:

    ” wersy wciąż od nowa
    strofy wyrwane
    z gardła wyobraźni

    puenta z kapelusza
    i melodia”

    tak pewnie teraz wnioskuje coś o tej drugiej stronie życia…
    Wierzyć zatem trzeba, ze dadzą sie poeci poprowadzić, nieznaną dotąd kreską, i melodią w podskokach, dziecięcych sformułowań nie przepędzą…

Zostaw odpowiedź