Jolanta Sztejka: Tam, gdzie kobieta…

15 marca 2012 14:061 komentarz

Tomasz Owczarzak
Katedra o miękkich bokach

Instytut Wydawniczy „Świadectwo”
Bydgoszcz 2011

Pod koniec ubiegłego roku ukazał się debiutancki tom poezji młodego poety Tomasza Owczarzaka zatytułowany dość intrygująco: „Katedra o miękkich bokach”. Zbiór wierszy zawiera 35 utworów i został podzielony na trzy części, o nie mniej ciekawie brzmiących tytułach: ciemne jasne, lighty i projekt rażący.

Kim jest autor? Tomasz Owczarzak urodził się w 1986 roku i mieszka w Rynarzewie. W 2007 roku zadebiutował na łamach miesięcznika literackiego „Akant” wierszem „wolność”. Jest współzałożycielem bydgoskiej grupy literackiej Et Cetera.

      Poezja Tomasza Owczarzaka jest dość specyficzna, łatwo wpada w ucho, jest rytmiczna, ale wbrew pozorom nie są to utwory łatwe. Emocje wiją się między wersami balansując nad przepaścią ludzkich ograniczeń, bo tam gdzie słowa dotrą człowiek nie zawsze może się dostać. A choćby miał nieograniczoną nawet wolność – to, co zostaje niedopowiedziane – zakłóci mu spokój. A na dodatek w pobliżu czai się płeć piękna, wobec której poeta nie pozostaje obojętny:

Dziewczęta rozbiegły się po mojej głowie
Istna Golgota bezsenna
Krzątają się nad czaszką

Możemy, więc przypuszczać skąd autor czerpie inspiracje, przynajmniej niektóre.

Ten zbiór wierszy, to ruch, to taniec słów, które wirują by łagodnie opaść i wzbić się ponownie pozostawiając w powietrzu kolejne niedomówienia. A więc do tego, czym jest owa tytułowa ”katedra” każdy czytelnik musi dotrzeć sam.

Warto wspomnieć, że wiele wierszy autor zadedykował… kobietom, rzecz jasna.

I tu wynurza się z autora dusza romantyka: cała gama wyznań, westchnień przekazanych w sposób zupełnie niebanalny:

pora przestać się trząść
wyłapać ustami wszystkie piegi
rozrzucone na chybił trafił przez twoje ramiona

A w wierszu „Kości na wietrze” prosi:

Gdybyś mogła rozwiać włosy
Przez szczerbaty grzebień duszy mojej
Gdy nie przy tobie sam rozwiewam cichość

      Relacje międzyludzkie są tematem wielu wierszy, autor skłania nas do myślenia, do zadawania pytań nie ułatwiając nam dotarcia do odpowiedzi. Sam błądzi, poszukuje, odnajduje, to znowu gubi się…

w samotności mógłbym tych słów
upieścić lub nachrzanić bez liku
Nie nachalnie (-) broń mnie Panie Boże

 Bo zamiast nieba mam trzykropek

     I co wtedy może zrobić poeta, gdy patrzy w niebo a tam kolejne „coś”,  czego nie można uchwycić, „coś” być może niedopowiedzenie, jakaś niepewność, „coś”, które wymaga nazwania, doprecyzowania…

Celowo zamieściłam jedynie fragmenty wierszy, aby rozpalić państwa ciekawość.

Debiut należy uznać za udany. Autor wypracował charakterystyczny dla siebie styl, który mam nadzieję nadal będzie pielęgnował.

Udało mi się namówić Tomka na krótki wywiad:

Jolanta Sztejka: Tomku, doczekałeś się tomiku – jak się z tym czujesz?

Tomasz Owczarzak: Kiedy odbierałem tomik z drukarni wyszło mi to jak coś oczywistego, bez szczególnych zachwytów , achów i ochów. Ale cieszę się, kiedy mogę znajomych „poczęstować” moją twórczością w formie tomiku… mimo wszystko wydaje mi się, że byłbym szczęśliwy z moją twórczością, muszę jeszcze parę tomików wydać, by czuć, że coś znaczę w tym świecie poetów i poezji

JS: Skąd taki intrygujący tytuł?

TO: Przez długi czas, kiedy przymierzałem się do wydawania tomiku, miał on nosić tytuł „porno poezje” – ze względu na częsty charakter i ukierunkowanie erotyków w nim zawartych, co można zauważyć w części tomiku nazwanej „projekt rażący”. Jednak  znajomi odradzali mi taki tytuł i niewiele co myśląc wyciągnąłem tytuł z wiersza dedykowanego Ewelinie Kreńskiej… bo był SMACZNY!:), bo to, co oznacza, czyli jednak bierze na siebie obowiązek niesienia człowieka – wydaje mi się być tym czymś, ujęciem, może nie aktem wiary, ale zwrotem do człowieka jak w modlitwie!

JS: Twoje wiersze są specyficzne, masz własny styl – czy twoja poezja znajduje odbiorców?

TO:
Ponoć każda poezja znajduje odbiorców jeśli tylko jest drukowana… moja jest drukowana na łamach Akantu, ale oczywiście są też osoby, którym zaraz ślę swoje wiersze zaraz po napisaniu na skrzynkę pocztową. To oni jako pierwsi krytykują i mimo wszystko cieszą się tą poezją. A więc myślę, że śmiało można powiedzieć, że odbiorców mam. a styl z kolei… gdzieś mimo wszystko utworzył się na poszukiwaniach siebie, w poezji innych, tych wielkich, którym dane było osiągnąć już sukces i zamknąć swoją twórczość. Takich jak: Leśmian, Stachura, Jesienin,  w których twórczości znajdowałem coś z siebie. Mimo wszystko choć ich imiona przejawiają się gdzieś w echu moich wierszy, to trzeba się odciąć i poszukać swojej własnej ścieżki. Myślę, że ja mam tę swoją, własną, moje ja… może nie Buńczuczne, ale jakieś wyłuskane z barw.

JS: A jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem?

TO: Tak dokładnie nie pamiętam jak się zaczęła to było całe wieki temu… pamiętam tylko jak w 1999 roku spaliłem wszystko co przyszło mi napisać.  Dobrze też pamiętam jak tego napięcia bez pisania nie dało się wytrzymać i jak wróciłem do tego dwa lata później. To jakieś napięcie, ciśnienie, potrzeba… ten brak, niedosyt musi znaleźć ujście. Potem pozostaje kwestia warsztatu.

JS:  Swego czasu miałam przyjemność brać udział w spektaklu poetyckich realizowanym na podstawie Twoich wierszy. Opowiedz skąd zrodził się pomysł?

TO: To był pomysł prowadzącego warsztaty literackie – Stefana Pastuszewskiego, który chciał zrobić coś z tymi wszystkimi utworami, które są może niezrozumiałe i zbyt abstrakcyjne. Cała rzecz polegała na tym,  by zebrać jak najwięcej takich utworów i przedstawić w formie spektaklu poetyckiego połączonego z jakimś teatrem,  by właśnie tak, gdzieś pomiędzy strofami dosłownie wszystkiego znaleźć sens i ukojenie …

JS: Jest książka, był wieczór promujący, wspomniany spektakl- jest wywiad… Czy to znaczy, że jesteś już poetą „pełną gębą”?

TO: nie, to jest początek, start, od tego należy zacząć! za takie drobne igraszki z poezją Nobla nie dostanę. Pewnie Nobel niekoniecznie mi się marzy. Ale, żeby czuć się poetą na tyle spełnionym na ile się da, potrzebuję znacznie więcej siebie w tym wszystkim, czasu i życia, natchnienia i pomysłów. I wydawania, wydawania!

JS: Co dalej?

TO: Piszemy jeszcze i jeszcze, aż zbierze się materiał na następną książkę i możliwości do tego… to konieczność! Może i sława jest pustym dźwiękiem, może po wieczorze autorskim dało mi się odczuć jakąś satysfakcję z tego co robię, ale chcę z tym brnąć do przodu i nie ustawać. To jest mi potrzebne, jak głodnemu chleb, a katolikowi grzech!

JS: Czym zajmujesz się zawodowo, czy praca pomaga czy przeszkadza w tworzeniu?

TO: Jestem salowym, a to Pan Pastuszewski „dobra szkoła”, ale strasznie męcząca i wydaje się trochę niegodziwa. Na wieczorze promującym książkę zapytano mnie, czy to, że mam kontakt ze śmiercią daje mi natchnienie?

Powstał taki tekst. Praca – zależy jak to ugryźć… Czasem zamiatając miotłą jest tyle czasu na przemyślenia, że rodzą się w głowie zaczątki poezji, a czasem jest to na tyle męczące, że nie ma kiedy usiąść spisać i chce się tylko legnąć i spać. Pomimo to w pracy mamy nieco czasu dla siebie.

JS: Sporo wierszy dedykowałeś kobietom, czy to one są głównym źródłem inspiracji?

TO: Jak najbardziej. Te wszystkie kobiety przechadzające się przez moje życie, to główny motor, cały napęd ku temu, by jednak tworzyć… kobiecość – to przecież smakuje, a i poezja nie może być pozbawiona smaku. Wiele z utworów jest z dedykacjami, co wcale nie oznacza, że te, których nikomu nie dedykowałem nie miały swoich fundamentów osadzonych w jaskrawej i pieszczotliwej myśli o kobiecie! Co wcale nie musi oznaczać przecież, że jestem erotomanem, ale i cała kobiecość oraz sposób okazywania siebie przez kobiety miał i nadal ma ogromny wpływ i na moje życie i jak widać na poezję również.

JS: Bardzo dziękuję i życzę sporej garści świeżego, wiosennego natchnienia.

TO: Dziękuję i pozdrawiam czytelników Netkultury.

* A jak  bardzo wpływ kobiet jest widoczny w poezji Tomka Owczarzaka możecie się przekonać sięgając do „Katedry o miękkich bokach”

Jolanta Sztejka

Tags:

1 Komentarz

  • Tamara Titkowa

    Dla autorki tekstu: brawo, za wyłuskanie z Tomaszowych wierszowych fragmentów, które pomogą może zechcieć biec, gonić za Owczarzakiem. mimo, że „Emocje wiją się między wersami balansując nad przepaścią ludzkich ograniczeń”.

    Wywiadowanie Autora tomiku, mogłoby trwać w mojej opinii nawet dłużej,by materiał ciekawy z niego powstały, dał natchnienie na kolejne ciekawe utwory. Proszę wybaczyć ale takie sformułowania odnośnie swojego stylu, autor wierszuje[nie wiedząc nawet] tak ciekawie:” ale jakieś wyłuskane z barw.”. A dalej jeszcze?w odpowiedzi na to co dalej tak mówi o potrzebie swojego parcia za tym:” To jest mi potrzebne, jak głodnemu chleb, a Katolikowi grzech!”.

    ciekawe co jeszcze mógłby powiedzieć, gdyby tylko jeszcze mógł?Niech wywiawiaduje sie zatem sam, na kolejne tomiki.

Zostaw odpowiedź