Jolanta Sztejka: Pory roku śmierć nie wybiera

20 lutego 2011 10:203 komentarze

Mons Kallentoft

Śmierć letnią porą

tyt. oryg.:  Sommardöden

tłum.: Bratumiła Pawłowska-Pettersson

Dom Wydawniczy Rebis,

Poznań 2010

 

 

    W Polsce zima, której nie lubię. Długie, chłodne wieczory, więc co innego można robić, jak nie sięgnąć po ciepły koc i książkę na okładce, której napisano: „Mieszkańcy Linköpingu nie pamiętają tak gorącego lata.”– a autora okrzyknięto nowym królem skandynawskiej powieści kryminalnej. Z reguły trudno mnie namówić na lekturę książki autora, o którym nigdy nie słyszałam. Mons Kallentoft obronił się jednak już na pierwszych stronach swojej powieści.

 

     Linköping w Szwecji. Gorące lato, upał wszechczasów. Na obrzeżach płoną lasy. Szczęśliwy ten, kto przebywa z dziećmi na urlopie. Wydawałoby się, że młodzież, która pozostała w mieście i szuka ochłody na pobliskich kąpieliskach jest bezpieczna. Nic bardziej błędnego.

 

     Pewnego dnia śledczy otrzymują anonimowe zgłoszenie o znalezieniu nastolatki, która zupełnie naga leżała przy altanie w miejskim parku. Dziewczyna nie wie, jak się tam znalazła, nie pamięta też niczego, co mogłoby pomóc policjantom w rozwikłaniu sprawy. Dodatkową tajemnicą jest fakt, że nastolatkę znaleziono jakby wyszorowaną, prawie białą. Wszystkie rany dokładnie umyto i wyczyszczono. Nim jednak kryminalni zdołają rozwiązać tę zagadkę… otrzymują zgłoszenie o zaginięciu innej nastolatki. Jednak zamiast ruszyć, śledztwo zamiera w martwym punkcie.

 

     Kryminalna historia lata w Linköping przeplata się na kartach książki z osobistymi rozterkami komisarz Malin Fors i tragediami innych mieszkańców miasta, którzy przypadkiem zostają powiązani ze sprawą a także z monologami ofiar. Przyznam, że na początku nie mogłam ogarnąć, o co chodzi. Zaciekawiona brnęłam dalej w tę zbrodnię z nadzieją, że samej uda mi się ją rozwiązać. Choć czułam się też trochę nabrana przez autora.. dzięki monologom chciałam trzymać się nadziei, że ofiary… jednak żyją.

Czym jednak byłaby zbrodnia bez… zbrodni?

 

     Zaginioną nastolatkę odnaleziono na kąpielisku Stora Rängen. Martwą. Niebawem ofiarą mordercy pada kolejna dziewczyna. Komisarz Malin Fors pracuje bez wytchnienia, jednocześnie drży o swoją jedyną, również nastoletnią, córkę. Jak się okazuje jej obawy są uzasadnione.

 

     Tę przejmującą opowieść chciałoby się przeczytać jednym tchem. Autor trzyma w napięciu niemal do ostatniej strony. Dla estetyków- książka ładnie i solidnie wydana. W przygotowaniu „Jesienna sonata”– czekam niecierpliwie… i strach się bać, co też Kallentoft przygotuje na wiosnę.

 

 

PS.

Po lekturze książki wdałam się ze znajomym w dyskusję dotyczącą „happy endów”. Jego zdaniem książka kryminalna, która kończy się dobrze, nie jest dobrą powieścią kryminalną.

Córkę Mallin Fors uratowano z rąk psychopatki, dla niej z pewnością było to szczęśliwe zakończenie, choć nie wiem czy taka trauma nie zostawia śladu na resztę życia.

Jednak tego lata Linköping w Szwecji straciło dwie nastolatki. Czy to dla miasta, dla rodzin happy end? Niepewność i strach na ostatnie strony zostawmy dla thrillerów i horrorów.

Jolanta Sztejka

Tags:

3 komentarze

Zostaw odpowiedź