Numer 2(12) – O północy, w samo południe.

15 lutego 2012 12:0018 komentarzy

/rys. Magdalena Jemielity/

Dwunastu apostołów. Dwanaście prac Herkulesa. Dwanaście małp w niedocenianym filmie Terry’ego Gilliama i tyleż samo utworów na jeszcze bardziej niedocenianej pierwszej solowej płycie Jerry’ego Cantrella. Przez cały zakończony właśnie cykl wydawniczy termometr za redakcyjnym oknem wskazywał (minimum) dwanaście stopni mrozu. Wreszcie, jeden z członków redakcji (ten, co w zasadzie mieszka w samochodzie) po dwunastu miesiącach wyzerował sobie licznik punktów karnych, których jeszcze niedawno miał – tak, tak – dwanaście. Gdy jeszcze spojrzymy w kalendarz i uświadomimy sobie, jaki aktualnie mamy rok, niezbicie wychodzi na to, że dwunasty numer Netkultury po prostu musiał być nietuzinkowy.

I jest.

Jakby ujemnych temperatur było mało, lodowate igiełki wbijają się człowiekowi w plecy, gdy wyobrazi sobie np. dziesięć lat w amerykańskim więzieniu. O tym i innych możliwych konsekwencjach ACTA donosi nasz nieoceniony wyspiarski reprezentant, Maciej Piątek. Abyśmy przypadkiem nie zamarzli, Janusz St. Andrasz serwuje nam kolejną dawkę wiedzy o ciepłej, słonecznej Portugalii. A że na przystawkę podaje sardynki – nic, tylko palce (znaczy rzęsy) lizać.

I tak to już jest z tą dwunastką. Raz rozgrzewa do południowej czerwoności komentarze na tabloidowych forach, kiedy indziej przypomina dramat najczarniejszej ludzkiej (pół)nocy. O publicznym linczu i innych pułapkach medialnej wszechmocy w moim własnym, wyjątkowo nie sportowym felietonie.

Nieco inne, ale też związane z czwartą władzą zasadzki opisuje Jola Sztejka. Zaniepokojonych lekturą tekstu Jolanty uspokajamy: w najbliższej przyszłości nie należy się spodziewać na łamach Netkultury prostujących ścieżki ku szczęściu smsowych konkursów. Czego zaś należy się spodziewać po przedstawicielach władzy wcale nie czwartej – o tym ostrzega H. Gaszek. Przed lekturą radzimy skonsultować się z lekarzem, lub farmaceutą, gdyż u osób nadwrażliwych mogą wystąpić pewne niedogodności gastryczne.

W naszej redakcji trafiają się ludzie, u których niedogodności gastryczne wywołuje nazwa „Młodzież Wszechpolska”. Niemniej, wszyscy niecierpliwie oczekiwaliśmy na efekty rozmów Rafała Klana z byłym prominentem tej organizacji. I doczekaliśmy się, podobnie jak na dokończenie prezentacji książki Włodzimierza Barchacza.

Pan Barchacz to postać znana w światku fotograficznym, nie sposób więc teraz nie wspomnieć o prawdziwej gwieździe tej sfery, Leszku Bujnowskim. Przepytywany przez Anię Kolasińską pan Leszek robi po trosze wrażenie mnicha wytrąbionego z milczącego zakonu za mrukliwość, acz nie w ilości słów przecież sedno. A te zdjęcia…!

W ogóle ucztą dla oka jest Netkultury numer dwunasty. Trzecia część artystycznych opowieści Jana Gryki to spotkanie z Mariuszem Tarkawianem. Mariusz uraczył nas taką ilością swych prac, że szefowa działu Dźwięk i Obraz musiała sobie przypomnieć, jak to niegdyś umiała dwanaście długości basenu zrobić w tempie olimpijskiego minimum, inaczej niechybnie by biedaczka utonęła. W środku zimy! Co ważniejsze, jakość prac Tarkawiana jeszcze tę ilość przerasta, o czym będzie się można przekonać w tym i następnych numerach.

Nie mniejszym wzięciem powinna cieszyć się twórczość Rafała Karcza, którą wzięły na warsztat dwie debiutujące u nas Autorki (dzień dobry!). Magdalena Łukasik przepytała artystę, a Justyna A. Sikorska zaprezentowała dogłębny wgląd w jego dzieła.

Na deser w tych wzrokowych bachanaliach proponujemy specjalność kuchni, czyli komiks Michała Zięby. Przypominamy również, że ani tytuł, ani treść niniejszego artykułu wstępnego nie powinny być traktowane jako podpowiedź przy rozwiązywaniu kolejnej filmozagadki Pawła Legawca. A także – jak co miesiąc – podkreślamy efekty pracy naszych ilustratorów.

Tyle oczy. A uszy? Uszy do góry, bo oto mamy kolejne wieści o Maciej Fortuna Trio. Dobrą nowinę przynosi GRAżyna Studzińska-Cavour (kolejny debiut – i to potrójny! – kłaniamy się w pas), która przypomina także, że piękno czasem nie znosi symetrii oraz opisuje pewien wysoce UDAny koncert, w który się wsłuchiwała.

My, czyli dział sportowy, też się wsłuchiwaliśmy. Niestety, nie w koncert, a w dźwięki, które wydaje minister Mucha. Wskutek czego musieliśmy się udać do chirurga szczękowego, aby nam ponaciągał opadnięte żuchwy. Na szczęście za pięć dwunasta udało nam się wrócić na stanowiska i napisać o tym, dlaczego przeciętnemu Polakowi Euro 2012 kojarzy się wcale nie z kopaniem, tylko ze skakaniem. Cywilizacyjnym. Oddaliśmy też z dawna należny hołd Decymatorowi polskiego dziennikarstwa sportowego. Ave!

Ze sportem wiele wspólnego chyba nie ma – choć w sportowe ciuszki się odziewa – bohater debiutanckiej powieści Piotra Sendera. Młoda gwiazda liternetu do tego stopnia przypadła do gustu dzielnemu szeryfowi JT, że najpierw ostrzelał ją z wywiadowczego rewolweru, potem zaś dość szeroko napisał o samej powieści. Piotr Sender jeszcze trochę na swą biografię poczeka. Doczekał się już takowej Stanisław Jędryka. Gorąco tę biografię polecamy i zachęcamy do udziału w związanym z nią konkursie. Polecamy również twórczość naszych recenzentów, którzy jak zawsze oferują książkowy zawrót głowy.

Dużo? Pewnie, że dużo. Ale od przybytku głowa nie boli, zaś Netkulturę da się czytać dwanaście, a nawet 2 x (12) godzin na dobę. Aby zaoferować Czytelnikom nieco więcej czasu, w szczególnym przypadku naszej „dwunastki” rezygnujemy z tradycyjnej 15:15 i publikujemy numer w samo południe.

Miłej lektury!

Zygmunt M. Pawłowicz

18 komentarzy

  • W kwestii dwunastek – była też „Parszywa dwunastka” 😉

    • I jeszcze Dwunastu Gniewnych Ludzi. Ale nas w redakcji jest tylko siedmioro, a poszukiwania brakującej piątki mogłyby spowodować, że numer dwunasty by się nie ukazał w teminie;)))

      • siedmioro wspaniałych generalnie. Czasem przechodzących w samurajów (płci obojga). A parszywa dwunastka to był film o zupełnie inej redakcji – US Army Review.

  • Siedmioro jak 7 grzechów głównych:) Ciężka sprawa…

  • 7 to liczba magiczna, mnie się tak kojarzy, innym z grzechami.
    Że też przy dziesiątce nikt o przykazaniach nie wspomniał, aż dziwne 😉

  • jakkolwiek by nie było, wasze wstepy czyta sie genialne
    żeby praca zespołowa zawsze tak wyglądała…

  • Był taki film kiedyś – 12 mgnień wiosny, czy jakos tak;)

    • i 12.12 do Yumy

    • Oj chyba nie 12, sjemnadcat mgnawienij…

      • Może polska TVP o 5 odcinmków zredukowwała odcinki opowieści o bohaterskim Stirliciu.

        • Dokładnie tak. A stało się tak dlatego, że ambasada ZSRR poinformowała o tym, ze Sztyrlic pobrał z kasy Mosfilmu za dużo rubli za występ w Wojnie i pokoju. Ciachając za pośrednictwem TVP te 5 odcinków – uratowano stablinośc rubla transferowego, dzięki czemu ZSRR dotrwał az do Białowiezy.

          • Mgnień(Dni) było siedemnaście a odcinków 12 czyli wypada ok 1,42 mgnienia na odcinek. Tu zresztą można dokonywać 3 róznych operacji,dzielić, dodawać odejmować. Byleby nie mnożyć i nie całkować.Łatwiej poszłoby z minutami ; w sumie 960. Wiaczesław Tichonow grający Stirlitza rzeczywiście 6 lat wcześniej sporo zainkasował za rolę w megaprodukcji „Wojna i pokój” Bondarczuka.Po otrzymaniu Oscara za najlepszy film zagraniczny roku,Reżyser próbował podzielić się przychodem z aktorami ale mu to nie do końca wyszło gdyż wtedy w SU obowiązał przepis,że wszelkie nagry w twardej walucie otrzy mane z racji działalnosci artystycznej, naukowej czy sportowej bezwzględnie należy oddawać w odpowiednim ministerstwie czyli na tzw cel społeczny. W rewanżu delikwenci otrzhymawali jakąś niewielką pulębonów do ichniego Peweksu czlii do Bieriozki.Bondarczuk zdaje się uważał,że tym celem społecznym mogą być również aktorzy.Nie zdążył wszystkiego wycelować ale Tichonow sie załapał.Czy miał za gt to przykrosci nie wiadomo. Z CV aktora wynika,że 2 razy był przyjmowany do KPZR. Drugi raz po olbrzymim sukcesie” „Siedemnastu mgnień”. W wywiadzie udzielonym parę lat temu,już za czasów drugiej prezydentury Putina, reżyserka”17 mgnień..” Tatiana Michajłowna Lioznowa ( nie „Mosfilm” a drugi producent „Lenfilm” nie wspomina zresztą swego najważniejszego aktora grającego von Stirlitza ale Georgija Pipyja.Wywiad,który jest bardzo ciekawy i pouczajacy przeczytałem na skutek linku zewnętrznego umieszczonego w polskiej wiki.

            W tekście polskiego hasła jest,że to Ryga robiła w filmie za szwajcarskie miasta ,reżyserka twierdzi,że film kręciła glównie w NRD.Wiki podaje,że konsultantem filmu był zastępca szefa KGB Cwigun, reżyserka,że Cwigun pojawił się kilka razy a na jej prośbę,żeby konsultant był na planie codziennie,przysłal jakiegoś płka z Dowódctwa Wojsk Ochrony Pogranicza,zaś nazwisko Cwiguna z oficjalnej filmowej „listy płac ”
            miał osobiście wykreślić Breżniew,aby nie naruszać „tajemnicy państwowej” itd itp. Jest to ciekawy przyczynek do zabiegu podawania zródeł które twierżą co innego niż
            hasło.
            Sama pani reżyser Lenfilmu ,to zapewne sama śmietanka aktualnego elektoratu rosyjskich komunistów.gdyż twierdzi m. inn. „,,, mój wielki kraj stracił to,za co go wszyscy kochali,bali się,szanowali.I bardziej boleję nad tym ”
            Nie odnoszę się tu do samej bajki Juliana Siemionowa o rzekomym protoplaście postaci Stirlitza pułkowniku Maksymie Maksymowiczu Issajewie czyli radzieckim człowieku w kwaterze glównej Hitlera ani do zadania jakie miał wykonać,a które nie zaistniało,gdyż amerykański wywiad i Narodowa Rada Bezpieczenstwa prowadziły grę z drugorzędnymi nazistami typu Miller czy Wolff,pozbawionymi jakichkolwiek pełnomocnitw i wcale nie zamierzano zawierać separatystycznego pokoju z pominięciem wujka Joe. Są na to dokumenty.
            Dziwi mnie fakt ciągłego i niemałego powodzenia filmu w Polsce,dziwi też kolorowy rosyjski remake sowieckiej baśni.
            Nie śmieszą niby sowieckie dowcipy o Stirlitzu od których roi się sieci. Wszystkie te kawały słyszałem w Warszawie
            jako autentycznie polskie.
            Osobną sprawą jest relacja między sowieckim oryginałem bajki a jego polską podróbką czyli „Stawką większą niż życie”
            I na zakończenie PRL-owski docip; ” CO to jest pensja? ” Odpowiedz ; ” Stawka mniejsza niż życie”

          • swoją drogą – czy ktoś kiedyś rozszyfrował jaki jest związek tytułu serialu z zawartością?

  • wstępniaczek palce lizać
    🙂

    • Związek jest b.prosty i nie wymaga rozszyfrowania.Pośrednio wspomina o tym polska wiki; akcja filmu toczy si w ciągu 17 dni,poczynając od 24 marca 1945 roku.Czyli do 9 kwietnia 1945 r.Do listu Stalina do zachodnich aliantów,listu protestującemu przeciwko zawieraniu odrębnego pokoju z reichem pozostał niespełna miesiąc.Czy list taki kiedykolwiek zaistniał?
      Polskie wydanie „Pism zebranych „j. Stalina nie zawiera takiego listu.Sowieckiego wydania nie mogłem sprawdzić z braku egzemplarzy w Polsce,a do Rosji nie chciało mi się jechać.Pzdr.

  • W kwestii 12- był też taki rosyjski pancernik bałtijskawa fłota.. „Dwienadcat’ Apostołow” 🙂

Zostaw odpowiedź do AK