(2) EURO tuż tusz*… – Z-M-P: Refundacja do decyzji PZPN

15 lutego 2012 11:473 komentarze

Parę lat temu mój kolega, wówczas początkujący sprzedawca w prowincjonalnym komisie samochodowym, obsługiwał pewne małżeństwo. Ludzie ciut po czterdziestce, schludnie ubrani, zadbani, kulturalni. Cel swojej wizyty – wygodne, pakowne, ekonomiczne auto rodzinne – wyjawili już na dzień dobry. Jednakże kolega, świeżo po weekendowych kursach marketingu, postanowił wiedzieć lepiej. Podprowadził ich pod eleganckiego sedana z górnej półki i zaczął opiewać jego zalety. Panią mamił dyskretnie gustowną barwą i szykowną linią stworzoną przez czołowych stylistów. Panu obiecywał świetne osiągi, niebywały komfort prowadzenia i prestiż. Klienci, śląc uprzejme uśmiechy, w cierpliwym milczeniu wysłuchali jego tyrady. Po czym wskazali na stojącego nieopodal siedmioosobowego vana i odrzekli: „wie pan co, a może jednak ten? Jest dwa razy większy i trzy razy tańszy od tamtego. Pomieści wszystkie nasze dzieci, psy i bagaże. A na dodatek ma instalację gazową”.

Dostępu do konta swych klientów kolega nie posiadał. Nie mógł zadecydować, że zamiast Seata Alhambry wciśnie im jednak Peugeota 607, zapłacić (czy raczej: przepłacić) ich pieniędzmi i jeszcze opowiadać, że to wszystko dla ich dobra. Cóż, był tylko początkującym sprzedawcą w prowincjonalnym komisie samochodowym. Z czasem nauczył się, że – wbrew temu, co ględzą na weekendowych kursach marketingu – warto wsłuchiwać się w potrzeby klienta, nie zaś na poczekaniu je tworzyć. Okrzepł, nabrał doświadczenia, przejął komis, w którym zaczynał pracę, zmienił go w sieć komisów i – na swą powiatową miarę – uważa się za człowieka sukcesu.

Głupi.

Gdyby trzymał się swych pierwotnych idei, dziś miałby wszelkie szanse być kimś o wiele znaczniejszym, niż prowincjonalny sprzedawca używanych samochodów. Mógłby na przykład zajmować się organizacją Euro 2012. Doskonale pasowałby do towarzystwa, które wie lepiej. Wie, że potrzebny na prestiż. Że musimy mieć cztery przepłacone stadiony. Że konieczne jest mnóstwo „kosmetycznych” inwestycji, które nadadzą naszemu krajowi, dotychczas przypominającemu rozklekotaną furgonetkę, linię eleganckiego sedana. A oprócz tego, że wie, dysponuje całą masą nie do końca własnych pieniędzy.

Od momentu przyznania europejskiego czempionatu Polsce i Ukrainie w kółko słychać o jakimś „skoku cywilizacyjnym”. Kilkanaście starć najlepszych futbolistów kontynentu ma rzekomo zapewnić naszemu krajowi długoletni spływ mlekiem i miodem. Ma spowodować, że z ubogich krewnych przedzierzgniemy się w Europejczyków pełną gębą. Mamy być kojarzeni jako przyjazny przyjezdnym kraj o gęstej sieci autostrad, świetnej infrastrukturze transportowej, fantastycznej sieci hoteli, etc., etc. I wspaniałych obiektach sportowych, ale to gdzieś na marginesie. Prawdziwy tygrys Starego Kontynentu. Jeśli jeszcze nie Mercedes klasy C, to na pewno ten lepszy Peugeot.

I jakoś nikt się w tym całym zamieszaniu nawet nie zająknie, że nasze „samochodowe” potrzeby są kompletnie inne. Aby to dostrzec, wystarczy wyjść z klimatyzowanych, przestronnych gabinetów, zostawiwszy za sobą tabele, wizualizacje, wykresy i speców od pijaru i odwiedzić pierwsze z brzegu publiczne gimnazjum.

Polska młodzież kontakt ze sportem ma bardzo szeroki. Ogląda na YouTube skróty piłkarskiej Ligi Mistrzów i najpiękniejsze bramki ostatniej kolejki angielskiej Premier League i hiszpańskiej Primera Division. Godzinami łomocze w najnowszą edycję fify, enbiej, czego tam jeszcze. A jak się jej znudzi, to zaludnia internetowe fora tocząc niekończące się dysputy o wyższości Realu nad farseloną (Hala Madrid!), bądź Barcy nad srealem (Visca el Barca!). Po czym zasypia pod plakatem z C. Ronaldo/Leo Messim. A rano wędruje do szkoły przyodziawszy się w – a jakże! – sportowe ciuszki.

Pod tymi ciuszkami kryją się zasadniczo dwa typy organizmów: maślane pączusie z wielokilogramową nadwagą oraz nadmorskie drzewka o kręgosłupach powyginanych w najwymyślniejsze esy-floresy. Połowa z nich przynosi swojemu wuefiście mniej, lub bardziej lewe zwolnienia lekarskie i zamiast trochę się poruszać, siada na ławeczce, wyciąga smartfona i… dawaj a piat’ na to forum od nowa. Wuefistę zresztą zazwyczaj to cieszy. Nie, że taki leniwy, choć pewnie czasem też. Po prostu w standardowej polskiej szkole często brakuje sprzętu sportowego koniecznego do przeprowadzenia lekcji W-F dla klasy w pełnym składzie.

Przesiedziawszy trzy lata w gimnazjum, pączusie i drzewka idą dalej. W liceum jest czasem jeszcze gorzej, bo bywa, że nawet rodzice niechętnie patrzą na aktywność fizyczną swoich pociech, które przecież „mają przysiąść fałdów i dostać się na studia, nie ganiać za piłką!” Na studiach jak to na studiach: najczęściej uprawianym sportem jest gonitwa za uciekającym czasem, bo przecież zaliczać trzeba. A jak już się uda zaliczyć, można przeprowadzić trening starożytnej sztuki walki wódzitsu. Oczywiście, część pączusiów i drzewek gdzieś po drodze się opamiętuje. Większość jednak wchodzi w wiek produkcyjny jako ludzki szrot.

/rys. Magdalena Jemielity/

Szrot ten próbuje się ratować. Widzi w magazynach dla metromanów i/albo wyzwolonych kobiet, że posiadanie pokaźnej opony nad biodrami nie jest mile widziane. Tak samo passe wydają się artretyczne stawy, skolioza i inne atrakcje. Tyle, że zazwyczaj jest już za późno. Szrot wymaga natychmiastowego, dogłębnego serwisu u kardiologa, pulmonologa, specjalisty wad postawy i szeregu innych fachowców, którzy – a to szuje! – robić za darmo nie chcą. Co więcej, skoro w zdrowym ciele zdrowy duch, to i w chorym chory. A człowiek z chorym duchem bywa jakby mniej wydajny w pracy, generuje mniejszy przychód, więc państwo mniej z niego ma. Nic już nie mówiąc o tym, że związki chorych ciał produkują z reguły chore dzieci. I kółko (szesnastka, aluminiowa felga na niskoprofilowej gumie) się zamyka.

To nie są bajki o żelaznym wilku, ani pijarowa paplanina o cywilizacyjnych skokach. To są twarde koszta, które można dość prosto policzyć. Niewiele zresztą trudniej byłoby ich uniknąć. Wystarczyłoby umiejętnie wykorzystać wizytę czołowych piłkarzy Europy, a nie wystawiać receptę z pieczątką „Refundacja do decyzji PZPN”.

Z-M-P
– – – – – – – – – – – – – – – – –

* – Nie tuż tuż, a tuż tusz dlatego, że tusz to prysznic, najlepiej zimny. Dokładnie taki warto sobie w kwestii EURO2012 zafundować. – z-m-p
– – – – – – – – – – – – – – – – –
Inne pozycje tego cyklu:
Euro tuż tusz (1) – Z-M-P: Zastaw się, a postaw się!
Euro tuż tusz (3) – Z-M-P: Dlaczego kobieta nie kopie?
Euro tuż tusz (4) – Z-M-P: Ściana miedzy nami

Tags:

3 komentarze

  • Tak. Żeby cokolwiek dostrzec trzeba „…wyjść z klimatyzowanych, przestronnych gabinetów, zostawiwszy za sobą tabele, wizualizacje, wykresy i speców od pijaru i odwiedzić…”.
    No nie wychodzą! Nie odwiedzają!(a jeśli, to po cichutku, żeby się nie okazało)
    Tak się dziwnie porobiło, że coś, co miało być szansą (na normalną prezentację, przy okazji, różnych różności (polskich)) jest powodem „walki politycznej” – w mediach…

    Ja …, …!

    W dawnych czasach nie oglądało się telewizji – no nie, przepraszam, bajkę na dobranoc trzeba było, bo dziecko płakało, albo klosa.
    I żyło się bez mediów.
    Jednak nie całkiem bez, bo czytało się książki i gazety. Kiedyś, książka była medium. Sprawdzało się w księgarni, czy są książki…

    Powinienem być więc przyzwyczajony do mediów. Jednak teraz myślę, że zbyt szybko informacje (po prawdzie tylko szum informacyjny się rozlewa) docierają, do tłumu?

    Jakby tak, jeden z drugim, musiał najpierw kupić gazetę, potem ją odłożyć (bo nie mam czasu teraz) – i przeczytać (kiedy byłby czasowy.., hi, hi) po kilku dniach…
    Nie byłby zdrowszy w opiniach??

  • Drugi kawałek z ełrowego cyklu i jeszcz lepszy od poprzednika.
    Bardzo mi się podoba mówienie o legendarnym zełrowym skoku cywilizacyjnym w kategoriach realnych, czyli rozważania czy cywilizacyjnie (prozdrowotnie) skoczymy, czy też nie. Pokazywanie brak związku euro z poziomem kultury fizycznej, czy wręcz świadomości sportowo-zdrowotnej ma duzy sens, szkoda, że niewiele o tym publikacji. Autostrad wiadomo było od początku, że nie rzybędzie tyle, ile się gadało sobie a muzom, natomiast kwestia odchudzenia pączusiów i dotuczenia drzewwek to jakby nikogo nie interesowała -ściślej – zainteresowanie zaczynało się i kończyło na orlikach. Tej idei nie chcę podważac, bo jesli nawet 5% dzieciaków zacznie się ruszać dzięki temu a bez tego nadal by trwało w letargu to będzie dobrze. Problem w tym, że wf w szkołach należy zreformować gruntownie, I nie kończyć na ustalaniu ile ma być godzin lekcyjnych, a jak i na jakiej bazie to się ma odbywać. Obecnie jest tak, że dostęp do sportu w dużej mierze zależy od dochodó tatusia i mamusi. To eliminuje tych finansowo upośledzonych. Czy to jest jsane dla gości znających na pamięc opowieści o tym ilu genialnych piłkarzy wyszo z faveli? jest. I co>? I nic, oczywiście.
    Wyczyn a wf.
    Doprowadza mnie do białej gorączki mania statystyk medalowych na która cierpia wszelkie nasze władze. Przykładem dyskusja we wrocławsiej prasie. Czy lepiej dawac miliony na kopaczy WKS czy może na masową kulturę fizyczną. O odpowiedzi pan z magistratu wylicza ile to złotówek miasto daje na turnieje młodzików, juniorów itp. Bomba. Jaki to ma związe ze sportem masowym? Żaden.
    Nie jestem tu ekspertem, ale coś czytałem o tym, na czym polega róznica (w aspekcie wynikowm) pomiędzy np. szkoleniem dziecięcych futbolistów w Hiszpanii a u nas. Może coś na ten temat następnm razem?
    A generalanie pomysłby pisząc o Euro nie pisac o muchach i kaperach a o tym, że dzieciaki nie mają gdzie pobiegać uważam za trafiony.

  • trafne spostrzeżenia
    ino co z tego?
    pogoń za czasem nie sprawi ani że będziemy piękni i zgrabni
    ani że będziemy szybciej biegać

Zostaw odpowiedź do Hufnagiel