Jarosław Kolasiński: Omnibus made in Finland

15 lutego 2012 11:311 komentarz

Jonathan Clements
Mannerheim.
Prezydent, żołnierz, szpieg.

tyt. oryg.: Manerheim –
President, Soldier, Spy
tłum.: Dagny Kurdwanowska
i Piotr Gebethner
Replika, Zakrzewo 2010

      Czytając Anglosasów piszących o dziejach Europy innej niż Zachodnia (a i tu bywa różnie) należy zachować szczególną ostrożność. Czy to gdy mamy do czynienia z patrzącym przez Ocean Amerykaninem, czy też Brytyjczykiem, któremu wąski przecież Kanał La Manche (niech wolno będzie być złośliwym) często zdaje się ograniczać pole widzenia zaskakująco skutecznie. Bywa, że „historyczny interes Korony” aż tak bardzo rzutuje na wyciągane wnioski (a nawet prezentowane fakty), że często przychodzi rechotać czytając uczone wywody. Recenzowaną książkę połknąłem wszakże nie rechocząc. Jest po prostu dobra.

      Autor kreśli portret Mannerheima i trzeba przyznać – nieźle dobiera tak pędzle, jak farby konieczne do sportretowania fińskiego marszałka. Kontrowersyjność postaci idzie zresztą w sukurs autorowi książki, o kimś takim pisze się z pewnością łatwiej. Niektórym jednak nawet w takich sytuacjach zdarzają się posklejane tanim lukrem laurki – tym bardziej więc należy podkreślić, iż książka Jonathana Clementsa wcale się nie lepi. I całe szczęście, gdyż pomijając już samą postać Mannerheima – portretowana tu jest niezwykle burzliwa i ciekawa epoka.

      Biograf wprowadza czytelnika w świat Finlandii pozostającej pod łamiącym się berłem caratu. Czyli w świat, o którym praktycznie nic się u nas nie wie. (Można tylko pomarzyć o tym, że podobny status (wg niektórych) mogłaby mieć nasza kongresówka, gdyby nie powstania). Ale co tam Finlandia końca Belle époque… Armii carskiej inside, której dumnym oficerem przez wiele lat był fiński bohater – też raczej się u nas nie zna (co dziwne), a przecież przedstawia sobą ciekawy przypadek nieuleczalnie chorego kolosa na glinianych nogach. Kolosa jednak groźnego, choć często bardziej dla swoich żołnierzy niż dla przeciwnika, ale jednak. I Clements z oddali (choć notka od wydawcy twierdzi, iż Finlandia jest jego drugim domem) wszystko to rozumie z wielkim dla książki pożytkiem. Jego Mannerheim w carskim mundurze prezentuje się zresztą doskonale jako klasyczny przedstawiciel mocno kosmopolitycznej kasty oficerskiej tamtych czasów. Kasty charakterystycznej dla wszystkich armii, a nie tylko rosyjskiej wbrew częstemu przekonaniu.

      Ewolucja Mannerheima od carskiego oficera do bohatera niepodległej Finlandii – to ciekawy przypadek, jakich wiele było po I wojnie, w czasach gdy powstawało wiele nowych państw i ich obywatelem stawało się nieraz w dużej mierze przypadkiem, jak choćby nieszczęśnik opisany przez Haszka, który się rozpłakał, kiedy mu pokazano mapę potraktatową i przez to dowiedział się, iż od kilku dni jest Rumunem. Aż tak źle z marszałkiem nie było, lecz – jeśli patrzeć ahistorycznie – ukazana bez upiększeń jego metamorfoza może mocno zdziwić czytelnika. Zresztą zakrętów w życiu Mannerheima nigdy nie brakowało. Swoim życiorysem mógłby spokojnie obdzielić kilka postaci i każda z nich miałaby pełne prawo narzekać, iż  jej życiu za wiele się dzieje.

    Mannerheim zdążył być podróżnikiem, szpiegiem, oficerem (wyróżniającym się) rosyjskiej kawalerii, politykiem, mężem stanu, fińskim wodzem naczelnym. Stacjonując w Azji środkowej, w Polsce oraz na Dalekim Wschodzie, w Helsinkach, w Karelii. W szeregach armii carskiej wziął udział w I wojnie światowej, po rewolucji październikowej i powrocie do Finlandii, ucząc się dopiero języka fińskiego, jako iż wcześniej władał rodzinnym szwedzkim (pochodził z fińskiej szwedzkiej szlachty, mającej niemieckie korzenie) oraz rosyjskim i francuskim. Mannerheim dowodził „Białą Armią” walczącą o niepodległość Finlandii, od początku lat trzydziestych XX w. ponownie stał na czele armii fińskiej mierząc się z wojskami Stalina w „Wojnie zimowej” oraz „Wojnie kontynuacyjnej”. W tzw. międzyczasie zdążył być regentem Królestwa Finlandii, przegrać wybory prezydenckie, by później w nich zwyciężyć, a potem ustąpić ze stanowiska i wyemigrować. Przy tym wszystkim zdołał się ożenić, mieć dwie córki, epistolarnie (nie tylko) romansować oraz być jednym z zaledwie dwóch wojskowych, przy których milknął Hitler (drugim był Antonescu), czego taki hm… Guderian chociażby, mógł mu tylko zazdrościć.

      Dbający o wojskowego sznytu elegancję, nie działał nigdy Mannerheim w rękawiczkach, stąd trudno go uznać za anioła, jest (nawet dla niemałej części Finów) po dziś dzień postacią kontrowersyjną, co nie przeszkodziło mu całkiem niedawno zwyciężyć plebiscycie na największego Fina w dziejach. Postać równie wybitna, co wybitnie kontrowersyjna. Człowiek dwóch epok – podobny w tym do Piłsudskiego, którego bił na głowę tak wykształceniem militarnym, jak i talentem. Politycznie natomiast Polakowi do pięt nie dorastał choć przekonany był, że jest zupełnie inaczej.
W pełni wartościowa lektura nie tylko dla fanów gatunku.

Jarosław Kolasiński

Tags:

1 Komentarz

  • Dzięki z wskazanie lektury,którą jakoś przeoczyłem,choć czytam prawie wszystko o Finlandii.Właściwie możnaby mnie uznać za finofila.Znam trochę język, jeśli ten „przeklęty” z piętnastoma przypadkami i całą masą sufilsów,można znać,ale chyba można skoro w 2010 najpiej maturę z fińskiego zdała 17 letnia Polka.O czym rozpisała się szeroko fińska prasa od prestiżowej gazety „Helsinkin Sanomaat” po prowincjonalne media.
    Trudno się wypowiadać na temat nieznanego tekstu. Tym bardziej,że nie wiadomo,co pochodzi od recenzentki,a co od brytyjskiego autora.
    Porównanie z Piłsudskim jest jest nie na miejscu,ale nie dlatego ,że jeden był gorszy a drugi lepszy ale dlatego,że
    Carl Gustaw Mannerheim służył 30 lat w armii carskiej i zaliczyl do grudnia 1917 dfwie wojny; rosyjsko-japońską oraz I światową m.inn na terenach „Polski etnicnej” dzisiejszej zachodniej Ukrainy oraz obecnej Mołdawii.W armii carskiej dosłużył się stopnia generała porucznika. Piłsudski w armii austriackiej brygadiera ( stopien pośredni między pułkownikiem a generałem brygady).Piłsudski był katolikiem,a póżniej luteraninem,wierzącym i praktykującym,czego nie mógl mu darować Kościół Katolicki, protestując przeciwko pochówkowi Marszałka na Wawelu.Mannerheim był prawosławnym,miał żonę Rosjankę,z którą od 1904 był w separacji,a w 1919 r uzyskał rozwód(świecki,bo Cerkiew Prawosławna ,podobnie jak inne Kościoły chrześcijańskie nie uznawała rozwodów,zresztą,o ile pamiętam w 1919 nie było jeszcze Autokefalicznej Cerkwi Fińskiej ).Niewątliwie,gdyby nie separacja z przedstawicielką rosyjskiej arystokracji, C.G.M awansowałby jeszcze szybciej.Nie trzeba zapominać,że był generałem świty carskiej(funkcja b. prestiżowa)
    Pani recenzentka/Autor błędnie określa „korzenie” M jako „niemieckie”,są niderlandzkie(holenderskie). C. G. M oichodził w prostej linii od kupca niderlandzkiego Heinrika Matheima(zm. 1667).Pózniej rodzina ta uzyskała szlachectwo szwedzkie . Pewno je kupiła,bo w tym czasie dwqór szwedzki zaczyna hanlowac tytułami. Podobnie jak inne. Rzecz do pefekcji doprowali Austriacy w XIX w.Marheimowie osiedlają się w Finlandii już pod zeszwedczonym nazwiskiem Mannerheim; Carl ErikMannerheim (1739-1817)był przedstawicielem tej roziny osiadłym w szwedzkiej prowincji Finlandii. W 1809 r Finladia stała sie częścia Cesarstwa Rosyjskiego jako Wielki Księstwo Finlandu (cdn)

Zostaw odpowiedź