GRAżyna Studzińska-Cavour: Niesymetryczne piękno muzyki wielu kultur

15 lutego 2012 11:500 komentarzy
Nadishana – Gorelik „Asymmetric Beauty” Sound Microsurgery Department Berlin, 2011

      Zarówno Dima Gorelik jak i Vlad Nadishana są znani polskiej publiczności muzycznej nie od dziś. Chciałam napisać „publiczności jazzowej”, ale w przypadku tego duetu artystów, to spora generalizacja. Słuchaliśmy ich między innymi w projektach Krzysztofa Kobylińskiego, a także w kilku różnych składach prezentujących się na Palm Jazz Festival w Gliwicach.

      Pierwszy raz mamy okazję zobaczyć i posłuchać czegoś, co jest autorskim projektem, muzycznym DVD, opartym wyłącznie o jazzującą muzykę etniczną, reprezentującą korzenie obu twórców. Dodać należy, że to korzenie tkwiące w odległych ziemiach świata. Dima pochodzi bowiem z Izraela, podczas gdy Nadishana z dalekiej Syberii. Zderzenie kultur odbyło się jednak aksamitnie. Muzycy wykorzystali instrumentarium charakterystyczne dla muzyki ludowej swoich stron rodzinnych: Europy, Azji i tego co pomiędzy, czyli Środkowego Wschodu.  A to instrumentarium przebogate.

      Nadishana, jako pasjonat gry na wszystkim, zaprezentował z niesamowitą wirtuozerią w ciągu trwającego niecałe 80 minut cyfrowego koncertu aż 12 różnych instrumentów! Duclar, hulusi, futujara, water udu, bansuri, hybrid kaval, irish flute, kalyuka, tsaaj, nplaim, jaw harp - już same nazwy są imponujące i pobudzają wyobraźnię. Dima wypadłby przy takiej ilości blado ze swoimi skromnymi dwiema gitarami, ale kto słuchał kiedykolwiek muzyki tego gitarzysty, wie, że to koncentracja jakości samej w sobie. Gorelik, artysta współpracujący z takimi muzykami jak Avishai Cohen czy Max Roach, wprowadza nas w nastrój miękko i śpiewnie, by za chwilę pędzić palcami po gryfie tak, że trudno nadążyć wzrokiem, słuchem i pozostałymi zmysłami. Gorelik i Nadishana zaprosili do współpracy dwóch specjalnych gości. Pierwszy to David Kuckermann, perkusjonista, podążający za tradycjami z rejonu Iranu, Indii, Egiptu, Europy, Turcji i Afryki  - dźwięków wydobywanych dłońmi, grający tu na garrahandzie, udu, riqu i djembe. Drugi, to Raphael de Cock, guru młodej muzyki eksperymentalnej, tu - w roli wokalisty o specyficznej, chropowatej barwie głosu, grającego również na khoomei, kargyraa, sygyt i uilleann pipes.

      Trudno powiedzieć do kogo adresowana jest płyta (bo tak ją będę nazywać); równie trudno wyobrazić sobie odbiorców, do których adresowana nie jest. To kwintesencja muzyki nastrojowej, wymykającej się gatunkowej kategoryzacji. Jedno z tych rzadkich przedsięwzięć, gdzie dwóch muzycznych indywidualistów tworzy projekt przesycony melodyką, rytmem i spokojną pewnością siebie na miarę talentów, którymi są obdarzeni.

      Twórcy prowadzą dialog, w którym nie ma miejsca na spory, jest za to duża doza komplementarnego, twórczego uzupełniania się. Artyści harmonijnie płyną z muzyką, pozwalając nam wejść do swojej rzeki i dać się ponieść nurtowi dziesięciu śpiewnych, melodyjnych utworów, tworzących swoistą suitę ethno-jazzową. Ich muzyka wprawia nas, jako odbiorców, w nastrój spokojnego rozleniwienia, w którym co chwilę odnajdujemy aranżacyjne i twórcze perełki. Większość kompozycji stworzona została przez Nadishanę, dwie (w tym bonus track) są utworami tradycyjnymi. Wyraźnie słyszalna jest narracyjność dzieła, tworzona zarówno poprzez nietypowe wokalizy, jak i specyficzny rodzaj wydobycia dźwięku. Warstwa melodyczna jest jakby organiczna, żyjąca swoim nieśpiesznym życiem, zatrzymująca nas w biegu, przecząca pogoni dzisiejszego świata, kwitnąca. To płyta do kontemplacji, do walki ze stresem. W lecie chłodzi, w zimie będzie przypominać o ogniu podsycanym na palenisku.

       Dodatkową zaletą zarejestrowanego projektu jest wizualizacja pozwalająca dostrzec  to, czego najbardziej wybujała wyobraźnia stworzyć nie zdoła. Dwóch, a w porywach czterech, spokojnych muzyków, wydobywających przedziwne dźwięki z najbardziej nieprawdopodobnych przyrządów muzycznych, czasem wymykającym się możliwości opisu słowami. Oszczędna, a właściwie znikoma dekoracja tła sprzyjająca kontemplacji.

    Etniczne elementy stroju muzyków podkreślają charakter całego, eksperymentalnego przedsięwzięcia. Podsumowując: ta sfilmowana płyta jest nietuzinkowa, śpiewna, melodyjna, nastrojowa, ale odważna. Nowatorska w treści, świeża i choć niezwykle łagodna, to również energetyzująca. Warto słuchać, oglądać, mieć.

wrażeniami podzieliła się  - GRAżyna Studzińska-Cavour
Tags:

Zostaw odpowiedź