Zygmunt Żeligowski: Wystarczyło rozprostować kości

15 lutego 2012 11:32 0 komentarzy

Petri Sarjanen
Białą śmierć.
Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simo Häyhä

tyt. oryg. Valkonen Kuolema
tłum. Bożena Kojro
Replika, 2009

      Z każdą nowo wydaną książką wiedza polskiego czytelnia o ”wojnie zimowej” rośnie, nie inaczej jest w przypadku „Białej śmierci…”. Pozycję tę – trudno gatunkowo sklasyfikować – jest czymś na kształt biografii ożenionej z reportażem historycznym (z akcentem na to pierwsze). Sarjanen opowiada o losach (głównie wojennych) Simo Häyhä, którego uważa się w Finlandii za bohatera, choć po polsku czytając o jego wyczynach, często nie sposób się nie wzdrygnąć. Pamiętać jednak trzeba, że nie wzdrygamy się poznając losy polskich żołnierzy, którzy co by nie mówić – też zajmowali się głównie zabijaniem. Nie należy się zatem śpieszyć z potępianiem fińskiego snajpera mającego na sumieniu 543 (!) zabitych żołnierzy armii czerwonej.

O ile przytoczona liczba wprawiać musi w osłupienie, to samo stawanie się prostego fińskiego chłopa snajperem, który prawie nie pudłował – wydaje się być banalna i w owej banalności przerażająca. Po agresji ZSRR na Finlandię, Simo Häyhä po prostu zarzucił plecak na grzbiet, pożegnał się z rodziną (jednym słowem – „żegnam”) i to w zasadzie wszystko. Potem już „tylko” godzinami tkwił nieruchomo w zaspach, przy czterdziestostopniowym mrozie i strzelał. Bardzo celnie strzelał. Liczba 543 to tylko absolutnie pewne trafienia, tych mniej pewnych nie liczył, a było ich również niemało.
Co się działo wówczas w jego głowie?

Zbyt wiele o tym się z tej książki nie dowiemy, jako że mimo wielkich starań autor tu sukcesu nie odniósł. Zamieszczone w „Białej śmierci…” rozważania sprawy dotyczące, to w przeważającej mierze wynik erudycji autora cytującego (wprost i nie wprost) innych zastanawiających nad problemami psychiki snajpera. Trudno jednak Sarjanenowi zarzucić fuszerkę, jako że praktycznie nie sposób było strzelca wyborowego wszechczasów nakłonić do głębszych wynurzeń. Przysłowiowo po skandynawsku zimny, małomówny do granic wytrzymałości otoczenia albo Simo Häyhä nie chciał się zwierzać, albo nie potrafił, albo też może – nie było o czym mówić. To też w końcu możliwe.
A co działo się w głowach żołnierzy po drugiej stronie frontu?

Tu Sarjanen nie skąpi informacji – dochodziło wręcz do paniki. Już po kilku jego celnych strzałach. Wystarczyło przecież lekko wychylić głowę z ziemianki i koniec. Strzał, ranka w głowie. Koniec. W takiej walce o równych szansach nie ma mowy i słusznie Sarjanen porównuje snajpera do skrytobójcy. Problem zaczyna się jednak, kiedy autor zaczyna teoretyzować na temat „istoty snajperstwa”. O ile z tezą, że kim innym jest serbski snajper likwidujący sarajewskich cywili a kim innym  Simo Häyhä zabijający żołnierzy najeźdźcy należy się zgodzić, to jednak żadna moralna gimnastyka nie może prowadzić do wniosku, że zabijanie z karabinu z lunetą jest … bardziej humanitarne. A do takiej kuriozalnej konstatacji Sarjanen dochodzi.

      I to właśnie (oprócz braku sukcesu – być może się mylę, co do autorskich intencji – w naśladowaniu stylu Miki Waltariego) zaliczyłbym do grzechów głównych książki. A skoro już zaliczyłem, mogę zająć się zaletami publikacji, a tych jest więcej. Choćby ukazanie (nie gorzej niż w słynnym filmie „Wojna zimowa”) specyfiki tej batalii. A było to starcie Dawida z Goliatem. Te drugi nadciągnął chrzęszcząc gąsienicami czołgów, warcząc silnikami setek samolotów, czemu ten pierwszy mógł przeciwstawić armię w wielkiej mierze będącą pospolitym ruszeniem chłopów fińskich. Chłopów wprawdzie często umiejących doskonale strzelać, ale za mało to było przeciw pancerzom i lotniczym bombom. Mimo to – skuteczność fińskiego oporu (zwiększana przez radziecka nieudolność) musi zaskakiwać jeszcze dzisiaj. I budzić podziw.

Ukazana przez Sarjanena wojna opisana z punktu widzenia szeregowca marznącego w okopie (to wielka zaleta książki!) nie ma w sobie zbyt wiele romantyzmu. Jest, bo jest. Finowie się biją, bo taka zachodzi potrzeba. I tyle. Tę oschłość uważam za największą zaletę książki będącej portretem nie tylko niesamowitego strzelca, ale i całej ochotniczej fińskiej armii, która mimo wszystko została w końcu pokonana.

Zygmunt Żeligowski

Zostaw odpowiedź