10+1=1 albo 11, ewentualnie jednak 1

15 stycznia 2012 16:284 komentarze

/fot. Anna Kolasińska/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przysłowiowa babka wróży na dwoje, ale to minimalistka. Wróżyć, rachować liczyć –  jednostkom ambitnym wypada na więcej. Na co nasza redakcja liczyła ponad rok temu i co z tego wynikło – wyjaśni trwające właśnie intensywne prokuratorskie śledztwo z gatunku tzw. rozwojowych. Jego wyniki polemicznie przedstawi już niedługo Redaktor Naczelny w swoim – jak przystało na osobę piastująca tak ważną funkcję – wyczerpującym i stojącym na (właściwym naszym łamom) wysokim poziomie materiale analitycznym. W tej chwili prokuratorzy zasłaniając się tajemnicą śledztwa, uniemożliwili redakcji pracę nad podsumowaniem roku minionego i przez to ograniczyć się musimy do artykułu wstępnego. Nie ukrywamy, że pójdziemy z tym do sądu.

    Redaktor prowadzący (po raz ostatni) siłom oraz perswazjom osobistom zmuszony do napisania wstępniaka ograniczy się zatem do konstatacji, że na spotkanie się twarzą w twarz z uwidocznionym w tytule dylematem obliczeniowym trzeba sobie było zasłużyć. Mrówczą, znojną,  pracą. Pracą w pocie czoła i może nie tylko czoła, bo palców chociażby. Początkowo sama ta perspektywa budziła nasze przerażenie pomieszane z niepewnością co do efektów. Doskonale widać to na zdjęciu nr 1. Widniejący na nim wyżeł (nie da się ukryć – niemiecki, ale to w mediach RP standard) liczył sobie trzy miesiące, dokładnie tyle samo, ile Netkultura w chwili publikowania numeru 1. Pies jest czarno-biały, mały, chudy, sierści matowej, łapek rachitycznych… Ledwo stoi i wszystkiego się boi. I co? Minął rok, ściślej – jutro przypada pierwsza rocznica naszego istnienia i proszę! Na zdjęciu nr 2 ten sam pies, ale jaka odmiana! Nie dość, że rok starszy (choć nadal młodziak), nie dość, że kolorków nabrał (dzięki naszym grafikom), to z ufnością (pomieszaną z niejaką bezczelnością) spogląda nie wstecz, a do przodu! Łapy ma nadal wprawdzie tylko cztery (słowo, obraz, dźwięk i fotografia), ale jakże pewnie na nich stoi i niczego się (do rymu) nie boi. Zdecydowanie z pyska (do rymu) inteligencją tryska, zatem tytułowe działanie rozwiązać jest w stanie bez pudła. 10 numerów w pamięci (wydanych w roku 2011) dodać pierwszy numer w roku 2011, 2012 czy 2010? to się równa 1, czyli suma 11. A pies?

Pies, jak to pies – szczeka. Ściślej – czeka. Czeka aż czytelnicy, zamiast się nudzić przy lekturze wstępniaka, czym prędzej rzucą się na najnowsze nasze publikacje (nie zapominając o tych starszych). A znowu jest na czym oko zawiesić, nad czym podumać, z czego się pośmiać, że o rzewnym płaczu przez delikatność się tu wspominać nie będzie.

      By pokazać, że jesteśmy pismem o zasięgu światowym, zacznę od zagranicy. W dziale świat kolejna wielce ciekawa publikacja Janusza St. Andrasza, który Portugalię zna jak własną kieszeń; dzięki lekturze jego tekstu można z tej wiedzy nieco uszczknąć.

      Świeżo zwerbowany nasz austriacki korespondent Anton Floh w Portugalii nigdy nie był, ale za to uwięziono go na dworcu kolejowym Wiener-Neustadt, o czym z przerażeniem donosi.

    Bez żadnego natomiast strachu Dorota Łajło, bohaterka portofolio miesiąca, opowiada Ani Kolasińskiej słowem i fascynującymi fotografiami o swoim „małżeństwie” z Afryką.

      Blisko tego kontynentu na globusie widać Madagaskar, wyspę która wg zagorzałych fanów Beniowskiego powinna należeć do Polski. Skoro o Polsce zaś mowa, to w dziale „Kraj” znajdzie czytelnik artykuł Rafała Klana o mocno intrygującym tytule „Byłem z prezesem koła Młodzieży Wszechpolskiej”. Dla ukojenia chcieliśmy zamieścić coś spokojnego pióra Joli Sztejki, ale, widać, spokój to dziś towar deficytowy; autorka nieopatrznie pozwoliła się zaatakować reklamom i od tej chwili nawet ona spokój utraciła. Materiał jednak zamieszczamy ku przestrodze, a także dlatego, że po prostu jest dobry. Z tych samych powodów zachęcamy do lektury eseju Karoliny Michalskiej (debiut) o kinie, z Bałabanowem w roli głównej. W czasach gdy jedni nowe kino rosyjskie traktują jako odtrutkę na hollywoodzkie „miazmaty”, drudzy (telewizja publiczna) wciąż udają, że go nie ma – esej podwójnie wart jest lektury. Nie inaczej ma się relacja Małgorzaty Maciejewskiej z podróży kinowym „Sputnikiem”, w którą autorka zaprasza – tegoroczny przegląd filmów rosyjskich trwa jeszcze bowiem w najlepsze.

W najlepsze też Maciej Maleńczuk – kontynuujmy wątek „wschodni” – nagrał płytę ze swoimi interpretacjami utworów powoli zapominanego przez popkulturę Włodzimierza Wysockiego, o czym donosi również M. Maciejewska. W donosach ci u nas jakoś dziwny urodzaj, bo również i debiutujący na naszych łamach Grzegorz Kolasiński donosi. I to podwójnie: raz językoznawczo na kolegów z podwórka, a drugi – na autora książki „Religia rocka”. Szczere i odważne to wyznania.

      Szczerością i odwagą wykazuje się również nasza stała autorka Bastelki, która publicznie  wyznaje swą miłość Nabokowowi. Jeśli poruszony tymi uczuciami pisarz, zdecyduje się wrócić z zaświatów, by oświadczyć się naszej koleżance, z pewnością poinformujemy (doniesiemy!), gdyż byłby to hit któregoś z kolejnych numerów. W bieżącym numerze, natomiast, Netkultura wyznaje miłość Włodzimierzowi Barchaczowi, którego książkę (pierwszą dawkę fragmentów) prezentujemy i polecamy; z równie ciepłymi uczuciami jak kilka dni temu polecaliśmy nową płytą grupy Maciej Fortuna Trio. Tak więc, o miłości u nas dużo i nie oznacza to wcale, że idziemy za szeroko lansowanym trendem. Za trendem nie podąża też Jan Gryka, który w kolejnym znakomitym artykule z miłością (!) opowiada o Sztuce (takiej właśnie – przez duże S) i wcale nie płynie z prądem pomysłów lubelskich radnych, przeciwnie – staje  w opozycji wobec niektórych ich decyzji. Artykuł został solidnie nasycony obrazami, jak zresztą i inne publikacje – w tym miejscu pragniemy podkreślić oryginalność w twórczości naszych pracowitych rysowniczek i rysowników, która również  popularnym trendom się wymyka.

      W numerze poprzednim prezentowaliśmy zaś nową książką Marka Rezlera, który z okazji jej wydania udzielił nam już drugiego wywiadu. Publikacją tej właśnie rozmowy rozpoczynamy nasz nowy sezon wywiadowczy. Marek Rezler kojarzy się zapewne naszym czytelnikom z powstaniami oraz Wielkopolską i tu miła wiadomość – podajemy wyniki ogłoszonego w numerze 10/2011 konkursu historyczno-wielkopolskiego. Przyznaliśmy o jedną nagrodę więcej! Mało tego – żadnej z dwóch książek nie wygrał nikt z członków redakcji, co jest samo w sobie godne uwagi a i pochwały. Identyczna sytuacja (w walce z nepotyzmem jesteśmy konsekwentni) ma miejsce w przypadku Filmozagadki grudnia 2011 autorstwa Pawła Legawca! W rubryce publikujemy listę nagrodzonych (cóż, że jednoosobową) oraz filmozagadkę stycznia.

      Z pewnością w żadnym z naszych konkursów nie zwyciężyłby Bogusław, który (wraz z żoną) występuje w kolejnych odcinkach „Życia kulturalnego dzikich” kreski Michała Zięby. Dlaczego szanse Bogusława oceniamy aż tak nisko? Łatwo się przekonać – wystarczy zapoznać się nowym odcinkiem komiksowej sagi. Wysoko natomiast oceniamy naszych książkowych recenzentów, którzy pastwią się nad swoimi ofiarami z wprawą, werwą oraz zaangażowaniem. Zupełnie jakby nie mieli nic innego do roboty. Warto podkreślić, że w odróżnieniu od Stanisława Lema, któremu zdarzało się recenzować książki nienapisane, my recenzujemy książki napisane. I tu nic zaskakującego nie ma, ale kiedy prezentujemy recenzyjnie (a zajął się tym Z-M-P) powieści napisane a jeszcze niestety niewydane – robi się podwójnie gorąco. Skoro gorąco – najlepiej wziąć zimny prysznic. Dokładnie taki, jaki zalecamy szerokiej publiczności gorączkującej się przed nadciągającym turniejem ME w futbolu. Publikowanym w nr 1 (11) felietonem Z-M-P rozpoczynamy cykl w pełni uzasadnionych narzekań zatytułowany wymownie „EURO 2012 tuż tusz…”. Narzekaniom naszego piłkarskiego eksperta sekunduje MiKasa, tym razem cudownie odessany od piłki siatkowej  (wybiera się do Jakuszyc kibicować Justynie Kowalczyk). Niestety, nie jest pewien, czy po powrocie nie będzie musiał z tym zerwać.

      Nawet gdyby do tego doszło (a nikomu tym głowy zawracać nie będziemy) Netkultura z publikowaniem kolejnych numerów zrywać nie zamierza. Już za miesiąc kolejny! Aby czas oczekiwania nań się czytelnikowi się nie dłużył, zapraszamy do lektury numeru bieżącego. Bo  10+1=1 albo 11, ewentualnie jednak 10.

Czyli 1 (11)!
Nowy rok, nowy numer, nowe (już je trochę widać) w Netkulturze porządki – a wszystko ku uciesze czytelnika. I obyśmy tylko zdrowi byli! A pies?
Ten pies ze zdjęcia nr 2? Przecież go tutaj nie ma… Cóż, jakby to powiedzieć… Ten pies przez rok zhardział do tego stopnia, że odmówił pozowania bez honorarium. Chcieliśmy dać to zdjęcia, a dać nie możemy. Tak to już jest, że plany czasem rozmijają się z rzeczywistością ale zamiast się ty stresować, najlepiej coś dla równowagi poczytać.
A najlepiej nr 1(11) Netkultury!

J. Kolasiński

4 komentarze

  • Wstęp zachęcający 🙂
    Choć jakiś cień mi trochę optymizm przesłania… może źle widzę?

  • assasello987

    Ale z tym, że Wysocki jet powoli zapomniany zgodzić się absolutnie nie mogę!

    hmmm, chociaż nie, racja zapomniałam zupełnie o swoim oderwaniu od rzeczywistości i nieprzystosowaniu do „epoki mtv”
    Fakt, Wysocki jest zapomniany przez wielu, a przez wielu nawet nie poznany.
    a szkoda.

    • Nie poznany jest na pewno. Za wcześnie zmarł… Po 80 roku mieliśmy innych bardów i nie dotarł z przekazem.

      Żyć i nie pić wódki – oto jest wyzwanie.

      Zmarli też i inni.
      Bułat. Na ten przykład.
      Jakie on napisał piosenki, do grania na gitarze i śpiewania przy ognisku…
      Lubię słuchać od czasu do czasu.

  • ano własnie((

Zostaw odpowiedź