Maciej Piątek: Pani Kopernik z chustą na głowie

14 stycznia 2011 01:5724 komentarze

     Po wielu latach niepisania i pogrążania się w wirtualnym świecie portali społecznościowych, udało mi się popełnić ten oto tekst. Mam nadzieję zapoczątkować nim serię pisemnych korespondencji z Wysp dla Netkultury.pl.   Tematyka moich depesz zapwne będzie się zmieniać i liczę na to, że  niejednokrotnie zaskoczy pochylającego się nad tekstem czytelnika. Takie przynajmniej jest ambitne założenie autora. Miejmy nadzieję, że się uda.

       Nie chciałbym jednak zaczynać od spowiedzi żyjącego na brytyjskiej ziemi emigranta, historii o miłości bliźniego na obczyźnie, czy innego tego typu opowieści.  Pewnie i takie korespondencje się pojawią, ale nie chciałbym atakowac czytelnika już w pierwszej odsłonie.

      Pierwszy opublikowany w Netkulturze tekst chciałbym poświęcić  przedstawicielkom mniejszości muzułmańskiej w UK, a konkretnie Pakistankom, a jeszcze konkretniej urodzonym w wiekszości na Wyspach Brytyjkom pochodzenia pakistańskiego. Skąd taki własnie wybór? Czy dlatego, że są piękne i atrakcyjne /a zdarzają się takie dość często/ kobiety? A może ze względu na to, że są one intelektualnie sprawniejsze /tych jest jeszcze więcej/ od swoich konserwatywnych mężów, braci czy ojców? A może powód jest jeszcze inny?

      Cóż, gdybym był przedstawicielem poszukującej modelek agencji Elite pewnie zwróciłbym uwagę na to ich urodę. Jako przedstawiciel ministerstwa edukacji na sukces brytyjskiego systemu kształcenia. Przemawia jednak przez mnie ciekawość świata człowieka, który sam opuścił kraj ojczysty i też jest asymilującą się w UK mniejszością, a przebywanie w kraju Locke’a i Berkeley’a zachęca do podejmowania eksperymentów poznawczych. Dlatego też zainteresowały mnie młode brytyjskie Pakistanki jako liderki zmian dokonujących się w społecznościach ich pobratymców w Zjednoczonym Królestwie. Tezę o kobietach jako awangardzie zmian w społecznościach muzułmańskiej diaspory będę starał się udowodnić w oparciu o obiektywne dane jak i moje własne emigranckie doświadczenia.

     Zmiany te może jeszcze nie są rewolucyjne, bo na takie jeszcze nie pora w tej bardzo hermetycznej pakistańskiej społeczności. Sa jednak drobnymi kroplami drążącymi skałę tradycyjnej struktury tej narodowej i religijnej mniejszości.

      Na treść tego artykułu składa się wiele obserwacji i wielogodzinnych rozmów, które w sposób zupełnie mimowolny prowadziłem przez ładnych kilka lat wspólnej pracy z pakistańskimi koleżankami. Ciekawość ich swiata przywędrowała z Polski wraz ze mną, gdzie jeszcze jako student piszący pracę na temat terroryzmu palestyńskiego, studiowałem w sposób namiętny, kulturę Islamu.

      Wbrew pozorom, moja ciekawość nie przybrała charakteru muzułmanofilii, bo istnieje we mnie znaczne zróżnicowanie postaw względem muzułmanów w zależności od tego, jaki rejon świata analizuję i jakie postawy prześwietlam. Jednak w tym tekście jako kolejne wcielenie Kazimiery Szczuki, zdeklarowanej feministki, postaram się udowodnić, iż Kopernik była kobietą, a do tego muzułmanką.

      Każdy, kto mieszka w Zjednoczonym Królestwie i miał choć minimalny kontakt z pakistańską społecznością, zna powszechnie stosowany przez nich tradycyjny życiowy model. Mianowicie, młodej muzułmańskiej dziewczynie w wieku około 16-20 lat, zostaje wyznaczony przyszły mąż, zazwyczaj mieszkaniec Pakistanu spokrewniony bliżej lub dalej z rodziną narzeczonej. Decyzję taką podejmuje zazwyczaj ojciec dziewczyny w porozumieniu z „radą mężczyzn”.

     Dziewczynę taką czeka obowiązkowy /przeważnie około miesięczny/ wyjazd do Pakistanu, po to by poznać męża i wziąć ślub. Po ślubie wraca i na miejscu w UK, zbiera środki finansowe, załatwia formalności wizowe dla małżonka itp. i już nowa pakistańska droga zycia gotowa.

     Czasami zdarzają się związki, które łamiące ten porządek, jednakże jest to jedynie niewielki margines. Ucieczką od tego schematu, czy wręcz ratunkiem dla paskistańskiej dziewczyny mogą być jej własne studia /które przesuwają w czasie zawarcie małżeństwa, a na pewno zwiekszają standardy i wymagania jakie musi spełnić przyszły małżonek) albo szczęście posiadania wykształconych rodziców z nieco zmodyfikowanymi poglądami na tradycyjny pakistański model rodziny.

 Studia, praca i samochód.

      Gdybym miał opisać czym jest podjęcie studiów, pracy czy posiadanie  samochodu dla pakistańskiej dziewczyny, powiedziałbym że jest to synonim wolności, oznaka luksusu i, choćby w dużej mierze iluzorycznej, niezależności. Wynika to niezbicie z wielogodzinnych rozmów jakie z nimi przeprowadziłem. Tymczasem nie każdej muzułmance jest dane pracować. Tylko 49% młodych Pakistanek jest aktywne zawodowo. Praca jest trudno osiągalnym przywilejem. Brak pracy i wykształcenia jest niestety główną przyczyną zakonserwowania procesów społecznych w muzułmańskich srodowiskach, że nie wspomnę o braku równouprawwnienia. „Funkcją”  młodej pakistańskiej dziewczyny, używając bardzo uprzedmiotowionej, ale adekwatnej terminologii, jest pozostanie w domu, pomaganie matce czyli, jak nazwała to zaprzyjaźniona Pakistanka, życie oparte na „gotowaniu codziennie 2 kilo cholernego chicken curry”.

 Oczywiście zaraz zreflektowała się i dodała, że tak naprawdę nie jest aż tak źle. Ale czy na pewno?

      Mój pierwszy dzień w collegu, dookoła studenci z wielu krajów, tradycyjne: „jak masz na imię”, „skąd jesteś” i „jakie masz hobby” z ust nauczycielki. Studenci z Czech, Polski czy Niemiec maja oczywiście hobby, pływają, czytają, oglądają filmy. Hobby młodych muzułmanek to: „gotowanie curry” i „sprzątanie”. Zdziwiona nauczycielka mówi, że to nie hobby,  one utrzymują, że jak najbardziej.

      Triada studia, praca, samochód staje się synonimem wolności z oczywistego powodu. Oznacza dla niezamężnej muzułmanki możliwość wyjścia samej z domu bez konieczności ryzykowania gniewu rodziców czy wręcz całej rodziny. Praca i studia spełniają jeszcze jedną bardzo ważna funkcje – doskonałego alibi. Dziewczyna wychodzi do pracy i nigdy tam nie dociera. Znikając z pola widzenia nieświadomej rodziny może spotkać się ze znajomymi, czy, o zgrozo, z chłopakiem, oczywiście w pelnej konspiracji. Często kilka dziewczyn stosuje ten manewr razem by spędzić „normalny” dzień poza domem np. w Blackpool.  Samochód zapewnia jedyną szansę dla młodej muzułmańskiej kobiety, poruszania się po mieście całkiem samodzielnie, bez poszukiwania jakichkolwiek forteli. A one po prostu coraz bardziej chcą żyć tak jak ich europejskie koleżanki. Przynajmniej w niektórych akceptowalnych dla nich aspektach.

       Tak więc coraz więcej młodych muzułmanek chce studiować i studiuje, a przez to staje się coraz bardziej otwarta i niezależna. Nie odważyłbym się użyć słowa „emancypacja” w stosunku do tych powolnych zmian, ale na pewno dla tej zamkniętej społeczności są to zmiany znaczące. Niestety na drodze postępu stają bardzo często ekstremistyczne ugrupowania muzułmańskie takie jak np. Hizab ut-Tahrir.

       Hizab ut-Tahrir czyli Partia Wyzwolenia jest islamską organizacją o zasięgu międzynarodowym, głoszącą w swoim programie odbudowę kalifatu, który miałby objąć cały świat muzułmański. Organizacja owa sprzeciwia się demokracji jako systemowi obcemu Islamowi. Bardzo często werbuje również muzułmańskie studentki brytyjskich uniwersytetów.  

       Z ekstremizmem i uprzedzeniami w Pakistanie, nie udało się wygrać nawet takiej postaci jak Benazir Bhutto. Co gorsza przyczyna nie leży tylko w ywznawanej religii. Z moich własnych obserwacji jak również z relacji młodych muzułmanek wiem, iż nie tylko, a nawet nie głównie, sama religia jest źródłem tak dużych dysproporcji w prawach i obowiązkach kobiet i mężczyzn.  Ogromną siłę ma tradycja, wymieszana z „męsko-centryczną” ideologią, jedynie doprawiona szczyptą Koranu, interpretowanego przez wszechwładnego miejscowego Imama. Uderza w tym wszystkim bierność i bezwolność podległych tradycji członków wspólnoty. Jeśli więc niekoniecznie religia, co decyduje o status quo? Wygoda? Mniej lub bardziej puste rytuały podszyte hipokryzją?

       Udalo mi się spożyć polski napój wyskokowy z młodym muzułmaninem. Tu zaskoczonego czytelnika zapewniam, że mężczyźnie złamanie zakazu uchodzi bezkarnie. Mój kompan natomiast zasugerował, iż za podobne wykroczenie młodej kobiecie groziłaby surowa kara /co niestety zapewne oznaczałoby dość poważne zagrożenie zdrowia/. Na zmiany przyjdzie więc pewnie poczekać jeszcze bardzo długo.

       W czasie, gdy młode muzułmanki codziennym wysiłkiem usiłują pogodzić feudalną tradycję z życiem w Europie XXI wieku, ich rodzeni, skupiają swoją uwagę na obalaniu nieprzystającego do ich poglądów porządku, poprzez planowanie zamachów terrorystycznych, werbunek kobiet do ekstremistycznych organizacji czy poprzez postępującą radykalizację muzułmańskiej społeczności. Być może ulegam tutaj obiegowym opiniom, ale coś w postepującej alienacji i radykalizacji muzułmańskiej emigracji jest. Następuje coraz większy rozdźwięk pomiędzy lojalnością do kraju urodzenia i pochodzenia. Czyżby wiec Oriana Fallaci miała rację?

      Niedawne badania społeczności pakistańskiej w Wlk. Brytanii dały zaskakujące wyniki. 40% młodych muzułmanów w wieku 16-24 /tych urodzonych już w Wielkiej Brytani/ przyznało, iż chciałoby żyć zgodnie z prawem szariatu. Natomiast badani muzułmanie w wieku powyżej 55-go roku życia zgadzali się z tym już tylko w 17%. /należy przy tym zauważyć, iż badania te przeprowadzone zostały przez prawicowy Policy Exchange/. Nie znaczy to oczywiście, że każdy młody muzułmanin jest nosicielem ekstremizmu i nietolerancji, a każda kobieta muzułmańska wcieleniem postępowego anioła. Trend jest jednak wyraźny.

      Jednym z warunków funkcjonowania każdej jednostki w społeczeństwie powinna być akceptacja dla prawa i zasad panujących w kraju zamieszkania. Praw i zasad wynikających z wielowiekowej tradycji i historii. Z tego punktu widzenia prezentowane powyżej tendencje są jak najbardziej niepokojące. Dla mnie jest to szczególnie ważne, ponieważ jednym z powodow dla których wybrałem życie w UK jest poczucie względnej społecznej tolerancji na inne pochodzenie czy poglądy.

      Czy czuję się zagrożony mieszkając tutaj? Nie i nie zmieni tego nawet fakt, iż ludzie stojący za zamachami w londyńskim metrze z 2005 roku urodzili się około 15 kilometrów od miejsca, w którym żyję. Ciekawe, że ekstremizm ten wykluł się w państwie europejskim, w którym zgodnie z wszelkimi statystykami, muzułmanom żyje się najlepiej /czyt. lepiej niż w Niemczech, Francji, Holandii czy Skandynawii/. Tak więc, stymulowanie społeczności muzułmańskiej za pomocą rozwiniętych programów rządowych oraz transferów pieniędzy, jak się okazało nie przyniosło pożądanych efektów /brzmi to trochę jak prawicowy manifest, ale fakty mówią same za siebie/. Sytuacja jest jednak złożóna i przed społeczeństwem i rządem brytyjskim stoi wiele pytań pozostających bez odpowiedzi.

      Jeżeli dotychczasowe metody zawiodły, to w jaki sposób integrować  społeczności muzułmańskie? Czy jest to w ogóle możliwe? I czy nie jest już trochę  za późno? Brak wyobraźni politykow sprzed kilkudziesieci lat, uderza rykoszetem w dzisiejsze brytyjskie społeczeństwo, społeczeństwo, które podobnie jak inne nacje Europy pogrąża się w cieniu potężnego długu publicznego i recesji. Łatwo jest więc w tej sytuacji znaleźć sobie kozła ofiarnego lub też chłopca do bicia, łatwo zamknąć się na mniejszości. Nie jest to więc najlepszy czas na tego typu dyskusje, ale może lepszego już nigdy nie będzie.

       Mimo tych smutnych konstatacji i oczywistych przeciwności losu pani Kopernik, muzułmanka z UK codziennie drąży skałę, próbując rozbić kulturowy patriarchalny monolit. Monolit wytworzony przez tysiąclecia niedouczenia i ignorancji muzułmańskich samców alfa, pod sztandarem religijnej poprawności i wygodnego status quo.

 

Maciej Piątek

 

P.S.

Chciałem również polecić kilka stron internetowych i artykułów, które poruszają omawiane wyżej problemy. Na pewno są bardziej kompleksowym źródłem informacji aniżeli tekst oparty w dużej mierze na subiektywnych refleksjach autora. Jeżeli poprzez ten artykuł, uda mi się zachęcić kogoś do zagłębienia się w tę tematykę, będę miał wielką satysfakcję.

Kasandra i upadek Zachodu

Identity and Islamic Radicalization in Western Europe

Young, British Muslims 'getting more radical

*Zamieszczone w tekście ilustracje są utworami chronionymi prawem, wykorzystanymi zgodnie z udzieloną licencją. Informacje na temat praw autorskich ukażą się po najechaniu kursorem na obszar zdjęcia.

Tags:

24 komentarze

  • /40% młodych muzułmanów w wieku 16-24 /tych urodzonych już w Wielkiej Brytani/ przyznało, iż chciałoby żyć zgodnie z prawem szariatu. Natomiast badani muzułmanie w wieku powyżej 55-go roku życia zgadzali się z tym już tylko w 17%./

    Allah akbar, a cóż w tym dziwnego? Wielu, bardzo wielu brytyjskich muzułmanów (czy też, uściślijmy, Brytyjczyków pochodzenia pakistańskiego) w wieku 50+ to ludzie, którzy w Zjednoczonym Królestwie spędzili większość świadomego życia. Oni nie chcą żyć w zgodzie z szariatem, bo od iks lat żyją w zgodzie z zasadami zachodniej cywilizacji i zupełnie przyzwoicie na tym wychodzą. To właśnie ta cywilizacja dała im majątek, stabilizację i – last but perhaps the most – przynajmniej względne osobiste bezpieczeństwo. Dała im ucieczkę przed strachem i nędzą własnego kraju, które do dziś pamiętają. Pamiętają też czasy, w których ceną za akceptację była przynajmniej częściowa asymilacja. Zresztą, ochoczo tę cenę płacili. Osobiście zdarzyło mi się stykać z eks-Pakistańczykami, którzy byli so Middle Britain. Znacznie bardziej, niż wielu rodowitych Angoli. (cdn)

  • (cd) Potem jednak ta cena przestała obowiązywać. Zastąpił ją dyktat multiculti i rozbuchanej politikal kerektnes. Co więcej, coraz szerzej zaczęły otwierać się granice (nie wartościuję tego faktu, jedynie go stwierdzam). Zamiast Pakis wrośniętych w Middle Britain pojawili się Pakis, którym wrastanie w cokolwiek było troszkę nie w smak. Póki ograniczali się do ściśle patriarchalnej struktury rodzinnej i – rzekłbym – plemiennej, ich prawo. Tyle, że już w następnym pokoleniu zaczęło pękać zupełnie co innego.
    Dzieci tych ludzi, zwykle już zrodzone na Wyspach, względny dobrobyt, stabilizację i bezpieczeństwo dostały za darmoszkę. I pewnie wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że ich pokoleniowa pora buntu zbiegła się z głębokim kryzysem ekonomicznym, który, jak wiadomo, zazwyczaj sprzyja agresji, zmniejsza zaś akceptację dla odmienności. Dziewczyny nie chcą pichcić tego cholernego curry. Chłopaki nie chcą iść drogą tatusiów/dziadków i przywiązywać się do biura, czy sklepu. Zresztą, z racji wspomnianego kryzysu, w wielu przypadkach ta droga jest dla nich zamknięta. Oni nie mają żadnych powodów do wdzięczności dla UK. Wręcz przeciwnie. Dzień jak co dzień stykają się z niechęcią sfrustrowanych białych Angoli, przez których traktowani są jak „fucking Pakis, pierdolone brudasy, co zabierają nam robotę”. Co dziwnego, że łatwo łapią się na różne ekstremistyczne przynęty?

    Zdaję sobie sprawę, że to, co napisałem, w dużej mierze opiera się na uproszczeniach. Tak, jak nie każdy pakistański Brytyjczyk urodzony w latach 50tych jest bardziej angielski od samej królowej, tak też nie każdy urodzony w latach 80tych jest potencjalnym ekstremistą. I mam nadzieję, że Szanowny Autor nie obrazi się za wytknięcie tego samego w tekście. Istnieje przecież w UK całkiem liczne grono Pakistanek, które są całkiem szczęśliwe mogąc pichcić to cholerne curry, 'aight?:) No i generalnie jakoś trudno mi tak sztancować ludzi tylko i wyłącznie pod względem narodowości/pochodzenia. Niemniej, jak sądzę, znalazłoby się dla naszych tez niemało żywych argumentów…

    • Ja niestety nie mam styczności z obcą kulturą, ale wydaje mi się, że szaleństwo „kerektnesa” dociera i do nas. Tzn tzw.lud jest szczerze i zagorzale niepoprawny do rasizmu włącznie, natomiast „elity” zaczynają ściągać najgorsze wzorce zachodnioeuropejskiej hipokryzji. W poprzednich wyborach samorządowych radnym został obywatel polski, z pochodzenia chyba Kenijczyk, wójt zachwycony do kamer z duma oświadczył, że gmina ma swojego pierwszego, uwaga, Afroamerykanina. Wydaje mi się, że liberalny mainstream u nas implementuje jedynie poprawnościową nowomowę, a incydenty rasistowskie się nasilają. A wydaje mi się, że u nas trudno szukać dla nich jakiegokolwiek usprawiedliwienia bo my problemu imigrantów naprawdę jeszcze nie mamy. A co do ortodoksji religijnej, to chyba sprawa uniwersalna, tak jak pisze Maciej Piątek i Spirytus w komentarzu – ludzie szukają najprostszych recept na życie, z zachowaniem skali oczywiście u nas też to widać.

      Natomiast co do problemu współistnienia radykalnego Islamu z cywilizacją Zachodu, to gubię się coraz bardziej, bardzo chciałbym być tolerancyjny i poprawnościowy, ale…

      • @ Rojewski:

        Jacek, ja bym z tą szczerą niepoprawnością tzw. luda nie przesadzał. Mam taki przykład z własnego grajdołka: parę lat temu pracowałem – króciutko, bodaj dwa miesiące – w gimnazjum, do którego uczęszczały m.in. dzieci zakwaterowanych w miejscowym przytulisku Czeczenów. Kwestia cokolwiek skomplikowana, bo to i gimnazjum właśnie, wymysł sam w sobie idiotyczny, i lokalizacja ściągająca do szkoły tzw. trudną młodzież, no i sam grajdoł taki grajdołowaty. A tu proszę, po początkowych trudnościach – do przewidzenia – całe to „obce” towarzycho zupełnie fajnie wpasowało się w ogół. I ogół je zaakceptował. To był generalnie jeden z b. niewielu wychowawczych pozytywów w tej szkole:)

        Jasne, to tylko dzieci. Ale generalnie nie kojarzę, aby lokatorzy przytuliska (wcześniej ekipa z Somalii) w ogóle miewali w tym moim grajdołku jakieś poważniejsze problemy. Wrośli. Nikt się za nimi na ulicy nie ogląda, oni sami nie starają się na każdym możliwym kroku podkreślać swojej odmienności, słowem: nie ma się do czego doczepić.

        A że kerektnes szaleje, to fakt. Wracając do tych czeczeńskich dzieciaków, na dzień dobry jednemu z nich w jakiejś podwórkowej bijatyce ktoś złamał rękę. Larum się podniosło, że rasizm, nietolerancja i w ogóle. Tymczasem, co potwierdzili sami Czeczeni, rzecz polegała na – właśnie! – typowej podwórkowej bijatyce. A że czeczeńskie kości trzaskają dokładnie tak samo, jak polskie…

        I tak szczęście, że rodzice i znajomi tego chłopaka wykazali się rozsądkiem i nie zaczęli robić z tego rasizmu au rebours. A można. W nieodległym mieście uniwersyteckim swego czasu jakiś hmmm… bananowy gość;) próbował nie tyle może sypać dolarami, co zachowywać się cokolwiek nieelegancko wobec dziewczyny, którą przyuważył w klubie. A że był tam obecny – czego bananowy gość już nie przyuważył – również chłopak tej dziewczyny, typ został wyprowadzony za lokal, po czym za pomocą nieskomplikowanych środków otrzymał lekcję savoir-vivre’u. Rany, co się działo… Z ratusza uniwersyteckiego miasta popłynął do właściciela lokalu mesydż, że jeszcze jeden „rasistowski incydent” i – jak to w pewnym dziele napisano;) – koncesyjka pójdzie się pieprzyć. „Nauczyciel savoir-vivre’u” został namierzony przez organy ścigania i potraktowany z surowością, której nijak nie da się wytłumaczyć zwykłą knajpianą bójką, jakich co weekend na pęczki. Etc., etc.

        Oczywiście, nie chcę przez to stwierdzić, że mamy w Bulandzie jasną oazę tolerancji. Mam jednakowoż wrażenie, że największymi rasistami pośród nas bywają zwykle ci, którzy Murzynów, Arabów i innych „brudasów” oglądają w telewizji. Gdy dochodzi do bardziej osobistych kontaktów, zazwyczaj „rasizm” zanika. Oczywiście, wciąż istnieją w RP grupy cymbałów o czole gładko przechodzącym w plecy i tendencjach do prezentowania usztywnionej prawicy. Jednakowoż trudno mi uznać ich wpływ na ogół za znaczący (co i, rzecz jasna, doskonale). Oczywiście, wciąż zdarza się, że ten i ów „wyzwolony yntelektualysta” chlapnie coś o „kacapach”, „arabusach”, czy czymś podobnym. Wciąż jednak wydaje mi się, że takich zachowań jest coraz mniej (cdn)

    • w porzadku tylko musisz pamietac ze nazywanie ich ,,Pakisami,, jest raczej ,,niegrzeczne,, nie zmienia to faktu, ze sami siebie okreslaja tym mianem. Moja znajoma pakistanska prawniczka czesto uzywala tego terminu, co ciekawe mowiac o ich meskich wspolbratyncach, bachh. Ale nie o tym my tutaj kulturalnie dyskutujemy. O ile starsze pokolenie nie mialo wielkiego wyboru, odnosnie wykonywanego zawodu (przewaznie prowadzac male sklepiki, male taksowki lub tez gotujac wysmienite curry), o tyle mlode pokolenie to juz zupelnie inna historia. Moga robic co tylko chca, poprzez ciezka prace ich dziedkow i ojcow ich status materialny jest bardzo dobry. W dzielnicach pakistanskich zobaczysz najnowsze auta i pozlacane bramy, biedy nie uraczysz (musze to dodac, dzieje sie tak czesto dzieki wykorzystywaniu dziurawego systemu opieki spolecznej). Mlody Pakistanczyk czy Pakistanka juz znacznie mniej, maja prawo wyboru drogi zyciowej. Pakistanczycy prowadza normalna dzialalnosc gospodarcza, korporacyjna rowniez. Wiec problem znalezienia pracy jako taki nie stanowi przeszkody. Trudno zarzucic dyskryminacje pakistanskiemu przedsiebiorcy wzgledem mniejszosci z ktorej sie wywodzi. A i rzady Partii Pracy wydatnie pomogly tej mniejszosci uzyskac wiele stanowisk wczesniej dla nich nieosiagalnych. W swietle tego co napisalem wczesniej, calkowicie niezrozumiale jest dla mnie radykalizowanie sie mlodziezy pakistanskiej. Jezeli ekstremizm ten ma jakies podloze to moze nim byc po prostu zagubienie sie mlodego pokolenia, bunt przeciwko staremu (klasyka dojrzewania) mozgo pranie internetowo-imaminowe, wysoki status materialny. Ktos nagle powie, zapyta, o co mu chodzi z tym wysokim statusem materialnym?. Na podstawie wylacznie wlasnych obserwacji i rozmow smiem twierdzic, iz najbardziej radykalni mlodzi muzulmanie wywodza sie z bogatych rodzin. Absolutnie nie szukal bym tutaj analogii, bo takiej byc nie moze, do pokolenia dzialaczy RAF-u. W tamtym przypadku nie religia a swiecka ideologia (dla niektorych stala sie religia) byla motorem napedowym dzialan. Bieda wsrod mniejszosci muzulmaniskiej (tey wywodzacej sie z Pakistanu) jako problem nie istnieje. Czesto dzieje sie tak poniewaz w wyniku silnych wiezi rodzinnych, wielodzietnosci, mnogosci powiazan, malzenstw i innych relacji, prawie w kazdej rodzinie znajdzie sie blizszy lub dalszy krewny posiadajacy milionowe konto bankowe. Nie wiem jak sytuacja wyglada w Londynie, ale na polnoc od Londynu, kazde nowe pakistanskie malzenstwo dostaje w prezencie dom lub tez duzy wklad finansowy na poczet wlasnego m. Tak wiec bieda jako podloze ekstremizmu mlodych muzulmanow jest dla mnie nie do przyjecia. Jakze latwo jest zrzucuc wlasne niepowodzenia na barki dyskryminacji czy uprzedzenia. Zdarzylo mi sie spotkac kilku naszych rodakow, ktorzy swoje zyciowe porazki zrzucali wylacznie na zlych Angolii ( nie twierdze ze sa kochani, ale litosci), ze jak oni ciezko pracowali to ich Angole, Zydzi i mafia Pakistanska pozbawila wszystkiego co osiagneli. Abstrachujac od faktu, ze co drugie slowo, rozmawiajac po polsku, brzmialo fak. Pozdrawiam

      Maciej

  • (cd, przepraszam, jakoś mi się chaos wkręcił;) )

    Wracając do szalejącej kerektnes – może nie jest u nas z tym jeszcze tak źle, jak choćby w UK właśnie, ale jesteśmy na najlepszej (???) drodze. Tym mocniej to głupie, że paradoksalnie cierpią na tym głównie sami członkowie mniejszości. Przez pewien okres podczas studiów pomieszkiwałem w akademiku z chłopakiem z Laosu. I T. notorycznie skarżył się, że do białej gorączki doprowadza go to, że tylko z powodu – jak to sam określał – pomarańczowej karnacji traktowany jest inaczej. Nie, nie gorzej. Lepiej. Egzaminatorzy boja się zadawać mu co trudniejsze pytania. Pani w dziekanacie, gdyby mogła, excusez le mot, zrobiłaby mu laskę. Nawet panie sprzątaczki na wydziale pozwalały mu palić w budynku (choć ja np. dostałbym miotłą po łbie). Itepe, itede. A to wszystko miało miejsce coś z dziesięć lat temu. Dziś przypuszczalnie T., ledwie pojawiwszy się na wydziale, dostałby magisterium, doktorat, habilitację i rękę córki dziekana na dodatek, zanim zdążyłby się uśmiechnąć.

    /co do problemu współistnienia radykalnego Islamu z cywilizacją Zachodu, to gubię się coraz bardziej/

    Nie wiem, nie jestem ani kulturoznawcą, ani religioznawcą, ani w ogóle, tak naprawdę, cokolwiekznawcą. Na swój chłopski rozumek dostrzegam tyle, że religia sama w sobie ma tu naprawdę niewiele do gadania. To przecież zdarty truizm, ale postawy (ultra)agresywne da się zaobserwować pośród przedstawicieli każdego chyba wyznania. Co więcej, jak słucham swoich znajomych muzułmanów, to mam wrażenie, że ci kolesie od zamachów czytują (???) jakiś inny Koran.
    Dlatego bardziej zwróciłbym uwagę na ekonomię. Na rozwarstwienie. Na rosnącą z dnia na dzień przepastną dziurę pomiędzy – trzymając się utartej nomenklatury – Zachodem i Wschodem. Ty tu sobie piszesz, Jacek, o jakiejś e-liberaturze, a tam są masy ludzi, które nie umieją czytać, a komputer jest dla nich pojęciem abstrakcyjnym. Coraz mniej zrozumienia pomiędzy tymi światami. Coraz więcej punktów zapalnych na nielicznych pozostałych stykach. Ale to może tylko mój chłopski rozumek…

  • przepraszam. ad Spiritus.powyzszy komentarz jest polemika ze Spirytusem.

  • Spirytusie, no tu własnie mam zgryz, bo w moich kręgach też jest nieźle, miałem kolegów ze studiów bardzo fajnych Angolańczyków i nikt im nic złego na studiach nigdy nie zrobił, ale z drugiej strony wiem, że na zaczepki w róznych miejscach narzekali, takie niby tam nieszkodliwe, ale… Mówiono mi też, że w komisji dyscyplinarnej na uczelni była sprawa o rasistowski wybryk przeciwko Sudańczykowi i to dośc powazny bo chodziło o przemoc /sprawca został zdaje sie wywalony ze studiów i brawo/.Może to funkcjonuje na zasadzie takiej, ze obcy „swój”, znany, doświadczany jest akceptowany, a ksenofobia jest tyle powszechna co niezamieniana w czyn, ale czy przez to niewinna? Szczerze mówiąc nie wiem co myśleć. A z tymi „Pakisami” o których piszecie z Maciejem to ja np. pamiętam, ze ku mojemu zaskoczeniu moi afrykańscy koledzy prosili by nie uzywac słowa Murzyn jako najbardziej według nich pejoratywnego, a do „czarnego” nie mieli np zastrzeżeń, co mnie lekko konfudowało, i w końcu nie wiem jak się wobec „Afroamerykanów” 😉 zachować. A wspominam ich z wielka sympatią i sentymentem m.in. dlatego, że zadali mi zagadkę semantyczną, z którą do dzis nie moge sobie poradzić, na zajęciach z logiki podeszli i pytają „Jacek, a co to jest „niektóre””? Reasumując to we mnie coraz mniej pewności, bo okołoimigrancka sielskość naszego polskiego światka jest chyba pozorna, a co do tego o czym pisze Maciej to naprawdę trudno miec jakieś zdanie patrząc z polskiej perspektywy. Klimat konfrontacji grozi popadnięciem albo w ksenofobię, albo w pięknoduchostwo tolerancji. Czy tertium datur est, nie wiem.

  • Coś za bardzo od panów wieje optymizmem, szanowni dyskutanci. Szczególnie w kwestiach tutejszych – jukeju sie nie wypowiadam, za mało wiem. Ja z wami podyskutuję na temat korektness w polszcz, jesli faktycznie zacznie byc problemem. Póki co jest tak, jak kiedyś napisał Żakowski – to co u nas wykpiwa sie jako naciąganą korektness, gdzie indziej nie jest podważane nawet w kręgach nieco mniej niż megaskrajna skrajnej prawicy. Podyskutuję nt korektness kiedy sędziowie u nas zapomną o salucie rzymskim itp, kiedy antysemickie napisy na murach będą usuwane szybciej niz po 10 latach.;)
    A w kwestii czy europejskich problemów z islamem nie wiązać z religią, to bym jednak uważał, że należy. Chyba, że religię będziemy pojmowac jako to, czym ona jest kiedy się spotka pięciu wierzących intelektualistów i wymienia poglądy nt transcendecji. „Na dole” jednak rzecz sie widzi inaczej (mój Bóg jest lepsiejszy od twojego) i podług tego postępuje. Ekumenizm jest tu pojmowany jakos dziwadło i kaprys z importu, bo skor ich bóg nie jest gorszy, to czemu ja mam wierzyć w swojego. Niestety – to jest wysoki murek do przeskoczenia, tak na marginesie.

  • @ Maciej:

    /nazywanie ich ,,Pakisami,, jest raczej ,,niegrzeczne,, nie zmienia to faktu, ze sami siebie okreslaja tym mianem./

    No właśnie. Od zawsze mi się zdaje, że nie powinno być żadną miarą niestosowne określanie członków jakiejś społeczności mianem, którego sami używają. Przy czym zaręczam, że gdyby jakiś konkretny Paki powiedział mi, że nie życzy sobie, abym tak go nazywał, natychmiastowo bym przestał. Co więcej, w samym słowie „Paki” jakoś nie potrafię dostrzec nic pejoratywnego. Ale może to tylko ja.

    Co do relacji bieda, a ekstremizm: wydaje mi się, że jeśli ktoś jest po prostu biedny – tzn. ledwie (albo wcale) wiąże koniec z końcem – to go do ekstremizmu nie ciągnie. Po prostu – przepraszam za spłycenie – nie ma czasu na takie pierdoły, bo musi się rozejrzeć za sposobem zarobienia jakiegoś hajsu, żeby utrzymać siebie i ew. rodzinę. To samo w zasadzie tyczy się ludzi średnio zamożnych, takich, którym od pierwszego do pierwszego jakoś starcza, ale nic poza tym (przy czym zaznaczam, że ta kategoryzacja jest mocno płynna i subiektywna). Do tej drugiej grupy łapie się, jak mniemam, całkiem sporo Pakis z Londonistanu. Wydarci cokolwiek przez lata życia w kulturze brytyjskiej z tego silnego patriarchatu, nie bardzo mogą liczyć na krewnego/znajomego z siedmiocyfrowym stanem konta. Muszą tak kombinować, aby ten sklepik, czy co tam, wciąż przynosił dochody. Ich właśnie miałem na myśli pisząc o zamkniętej drodze.
    Problem jest znacznie poważniejszy w przypadku nędzarzy i bogaczy. Ci pierwsi pozostają jakby poza nawiasem naszej dyskusji, bo ich faktycznie w UK raczej nie ma. Ale wiemy o co chodzi, prawda? Natomiast ci drudzy, to choćby wiele dzieci Pakis z Middle Britain. Oni mają wszystko podane na tacy. Nie muszą się starać, nie muszą harować jak ich ojcowie i dziadkowie. Na dobrą sprawę, niczego nie muszą.
    Piszesz /calkowicie niezrozumiale jest dla mnie radykalizowanie sie mlodziezy pakistanskiej. / Ale przecież chwilę później sam sobie odpowiadasz. Przecież jak ktoś niczego nie musi, a na dodatek jest zbyt inteligentny, by zadowalać się rozchlapywaniem pieniędzy na ciuchy, balety, samochody i co tam jeszcze, to zwykle zaczyna filozować. I tu te imamowo-internetowe środki piorące trafiają na bardzo podatny grunt…

    • niezrozumiala jest dla mnie ich radykalizacja, dla mnie jako kolesia z Polski, ktory stara sie szanowac kazdego pod warunkiem wzajemnosci uczuc. Przeprowadzono wiele badan na temat pochodzenia desperatow, nie religijnych (bo chyba nie o religie tutaj chodzi, lub absolutne jej niezrozumienie przez desperatow), bieda nie byla jej decydujacym czynnikiem. Moje credo jest proste, zyjesz w danym kraju musisz podporzadkowac sie regulom tam panujacym, angielskim, polskim, pakistanskim itd. Jezeli nie mozesz z jakichs powodow zaakceptowac tych regul to masz problem a nie odwrotnie. Innymi slowy nie podoba sie komus Europa, droga wolna. Kilka miesiecy temu ogladalem dosc popularny program publicystyczny poruszajacy wazne kwestie zatytulowany ,,The Big Questions,, na BBC. Tematem bylo, czy powinno sie wprowadzic prawo szariatu w UK, wielu zaproszonych gosci, glownie Pakistanczykow, przekonywalo gawiedz zgromadzona w studio o wyzszosci szariatu nad prawem stanowionym brytyjskim. Zastanowmy sie wiec. Pakistanska telewizja i show w studio, i kilku bialych Polakow, Brytyjczykow przekonuje gawiedz, glownie Pakistanczykow, o porzuceniu Koranu i szariatu na poczet tradycyjnych wartosci europejskich- kosmos, czyz nie?

      • @ Maciej:

        Powyższą wypowiedź odbieram w głównej mierze jako uderzenie w multiculti, do którego w zasadzie mogę się jedynie dopisać. Co zaś się tyczy /niezrozumiala jest dla mnie ich radykalizacja/ – pozwolę sobie pociągnąć w drugą stronę: mimo faktycznie widocznej radykalizacji postaw części muzułmanów zamieszkujących Zjednoczone Królestwo, mimo histerii ochoczo napędzanej przez tamtejszą prawicę, jakoś ten Anglistan nie rozprzestrzenia się poza bardzo wąskie enklawy. Pomijając oczywiście tragiczny zamach w londyńskim metrze sprzed paru lat, nie słychać w UK o zorganizowanych aktach terroryzmu. Owszem, ci i owi wieszczą, że za rok-dwa-pięć Królestwo zamieni się w Kalifat, a już w tej chwili każdy biały/nie-muzułmanin powinien drżeć o głowę. Powiem jednak szczerze, że bywając w Wlk. Brytanii średnio raz na dwa miesiące, spaceruję sobie dość swobodnie po ulicach Londynu, Portsmouth, czy Sheffield i zupełnie nie mam poczucia zagrożenia. I nie sądzę, abym się go w najbliższym czasie nabawił.

  • @ Rojewski:

    /obcy „swój”, znany, doświadczany jest akceptowany/

    Co prawda w nieco innym kontekście, ale znalazłem ostatnio – bodaj w Polityce, ale ręki sobie uciąć nie dam – takie dosyć trafne spostrzeżenie: dopóki ludzie żyli w wymiarze terytorialnym, siłą rzeczy musieli uczyć się akceptacji odmienności. Wiadomo, wszyscyśmy jakoś różni. Liberał spotykał konserwatystę, katolik Żyda, zwolennik frytek miłośnika puree i jakoś to szło. Dziś w naszym kręgu kulturowym mnóstwo ludzi z wymiaru terytorialnego ucieka. W realu spotyka się jedynie z bardzo wąskim gronem rodziny i znajomych, a w wirtualu odwiedza zazwyczaj tylko takie miejsca, które jedynie utwierdzają w już utartych przekonaniach. A przecież im bardziej się to „mono” powiększa, tym łatwiej uważać za złe i groźne wszystko, co poza nim.

    /ksenofobia jest tyle powszechna co niezamieniana w czyn, ale czy przez to niewinna?/

    Nie wiem, czy niewinna. Według mnie, „ksenofobia telewizyjna” jest czasem głupia, czasem śmieszna, czasem żenująca. Ale czy zła? Czy „telewizyjnych ksenofobów” należałoby karać? Leczyć raczej.

    @ Zahyr:

    /podyskutuję na temat korektness w polszcz, jesli faktycznie zacznie byc problemem/

    Ale przecież jest. Mało Ci przykładów? Masz jeszcze takie coś: jakoś z pół roku temu moja koleżanka, na co dzień pracownica dużej korporacji, a poza tym osoba pogodna i pozytywnie nastawiona do bliźnich, trafiła na duży firmowy spęd. Gwoździem programu owego spędu była prezentacja nowej pani Bardzo Ważnej Dyrektor Ds. Takich i Siakich. Przedstawiał tę panią sam pan prezes we własnej osobie. Streścił w dwóch zdaniach jej dotychczasowe profesjonalne dokonania, po czym gros swego kwadransowego przemówienia przeznaczył na podkreślenie wagi faktu, iż nowa BWDDTiS jest… kochająca inaczej. Uwypuklił odwagę zarządu, który, nie bacząc na szalejącą podobnież nietolerancję, nie wahał się wynieść homoseksualistki na tak eksponowane stanowisko. Mówił o prestiżu jaki przyniesie firmie to awangardowe posunięcie. Dawał do zrozumienia, że zarząd nic-a-nic się nie przejął odmienną orientacją bohaterki popołudnia. Etc., etc. Słowem, przez naście minut facet pieprzył o tym, jak to cudownie, że ta pani co wieczór chodzi do łóżka z inną panią.
    Co Ty na to? Nie przychodzi Ci do głowy ten szmoncesik o dwóch dyrygentach?

    /to co u nas wykpiwa sie jako naciąganą korektness, gdzie indziej nie jest podważane nawet w kręgach nieco mniej niż megaskrajna skrajnej prawicy./

    Pokaż.

    /Ekumenizm jest tu pojmowany jakos dziwadło i kaprys z importu, bo skor ich bóg nie jest gorszy, to czemu ja mam wierzyć w swojego./
    🙂
    Tak w ramach kontrastu: zaraz po wyborach samorządowych jeden nowo obrany wójt na Podlasiu stwierdził, że on z ekumenizmem zamierza srodze wojować. Bo jak prawosławni, lewosławni, muzułmanie i kto tam jeszcze zaczynają świętować i spraszać się nawzajem na te wszystkie swoje Wigilie, Jordany, Kurban Bairamy i w ogóle, to dni w roku niewolnych od pracy pozostaje może ze dwadzieścia. Jak dobrze pójdzie.

    /to jest wysoki murek do przeskoczenia, tak na marginesie./

    Jest. Znów, mimo tego, co piszę, naprawdę nie uważam Bulandy za kraj ortodoksyjnie tolerancyjny, wyzuty z ekstremizmów i w ogóle. Sądzę po prostu, że ten murek nie jest aż tak wysoki, żeby nie opłacało się skakać. Tyle, że używając politikal kerektnes jako odskoczni, można łatwo wyrżnąć nosem w ziemię.

    • zachyrzachyr

      Panie kolego ZMP. Przykłady wyśmienite, tylko co z tego? ja bym dodał 47 własnych. Kto inny setkę. Czy to może jednak świadczyć o tym, że normą w Polsce jest dziś standing ovation dla homoseksualistów, czy jednak gros naszych rodaków jako wyzwiska używa terminy pedał, lesba itp.? Obawiam się, że to drugie. [żeby w dyskusji nie schodzić na manowce uściślę, że nie jestem fanem czynienia publicznego tematu z orientacji seksualnej, czy ona hetero czy homo]
      w kwestii różnic pomiędzy korektness u nas i u innych podaję link do Żakowskiego, myślę, że nie powiem nic więcej od niego, więc lepiej zerknąć na oryginał. please:

      http://archiwum.polityka.pl/art/hymn-poprawniaka,370553.html

      Do tego wszystkiego dokładam pytanie: dlaczego trudniej w Niemczech hajlować itp. niż w Polsce? I gdzie ta korektess? Nacjonalistyczne hasła i gesty jakie u nas sądy uznają za saluty rzymskie i „cytowanie klasyków z XIX i XXw” – w Niemczech czy jakimkolwiek kraju w pełni korektnessowym nie mogłyby się pojawić. Inna kwestia, czy mówie tu faktycznie o korektness czy (też złe słowo) normalności w praktyce społecznej.

      Upieram się, że polski murek korektness nawet podeścikiem do przesadzania ciemnogrodzkiego nie jest, więc wole skupić się na tym drugim. Zgadzając się, że doprowadzona do absurdu korektness to nie jest dobra odskocznia.
      PS.
      ad wójt ekumeniczny. Ciekaw jestem czy jego wojna z ekumenizmem to polegałaby na desinteressement wobec świąt w ogóle, czy pomijając najbliższe mu wyznanie.:)

      • @zachyr

        Teoreticznie tak, a praktycznie rzeczywistość vs rzeczywistość 1:1

        Z jednej strony wyrok w sprawie NOP-u gdzie sędzia w służbie najjaśniejszej RP właściwie legitymizuje hasła o dominacji białej rasy, z drugiej społecznośc lokalna walcząca z decyzją o deportacji mongolskiej rodziny. I bądź tu Norwidem w takim społeczeństwie

      • @ Zahyr:

        Przeczytałem tego Żakowskiego kilkukrotnie i, choć generalnie faceta lubię i poważam, tym razem trudno mi się z nim zgodzić. Tzn. owszem, te cztery i pół roku wstecz to wszystko miało jako-taki sens (no, prawie wszystko. Podawanie przykładu Andre Le Perre’a jako osoby powszechnie akceptowanej jest deczko naciągnięte, nie uważasz?:). Niemniej, od tamtej pory to i owo się jednak w Bulandzie zmieniło. Miłościwie nam podówczas panujący prezydent Lech spogląda dziś na nas zza chmurki. Jego brat, w 2006tym trzymający w garści wszystkie polityczne kozery, dziś miota się jak spłukany karciarz usiłując cokolwiek utrzymać w ręku. Słodki Romcio od wszechpolaków kompletnie zniknął ze sceny, a wspomniany wyżej Le Perre może w niedalekiej przyszłości opowiadać swoje szmoncesy o gwałtach kolegom z celi. Ciekawe jak zareagują.
        Jasne, wystąpienia przeciw poprawności, o których pisze Żakowski, były w przeważającej części wystąpieniom przeciw rozsądkowi. Ale od kiedy absurdalna atmosfera IV RP rozpłynęła się we mgle (bez skojarzeń poproszę), zjawisko opisywane przez J.Ż. także zdecydowanie straciło na sile. Dziś u władzy mamy och-ach jakże lyberalną Platformę, a wraz z nią kerektnes typu zachodniego. Pewnie, ta kerektnes nie osiągnęła jeszcze takich rozmiarów, jak za Kanałem (nic już nie wspominając o tej zaoceanicznej), ale jest.

        Co do różnic w łatwości hajlowania u nas i u Dojczów – kurczę, u Dojczów jest to problem. Poważny. Sieroty po Adolfie mają się całkiem-całkiem i od czasu do czasu podnoszą bezwłose główki. A u nas? Nie przesadzajmy. Część rodzimych skinheadów wyginęła, część wydoroślała, część siedzi w więzieniu. Owszem, część jeszcze pałęta się po świecie, ale jej wpływ na ogół społeczeństwa jest – zgódźmy się – znikomy, a publiczny rozgłos żaden. Co – niestety! – sprawia, żeśmy mniej na nich wyczuleni i stosunkowo łatwiej im podnosić te prawe łapki, jak już zbiorą na to siłę.
        Nie wiem, czy pamiętasz prowadzoną parę lat temu na blogu pewnego poczytnego dziennikarza dyskusję nt. rozpoznawalności nazistowskich symboli. OK, swastyka, czy „rzymski salut” – wszystko jasne. Ale już 88, w Niemczech kojarzone w zasadzie jednoznacznie, u nas (prawie) nikomu się z tematem nie wiąże. Nic już nie mówiąc o tym, że gros polskiej młodzieży rozszyfrowuje skrót HH nie jako żadne tam „Heil Hitler!”, a jako Hip Hop:)
        A mimo to ów poczytny dziennikarz gotów byłby zabronić i tej 88ki, i 14tki (sam zachodziłem w głowę, o co chodzi) i 18tki i Bóg raczy wiedzieć, czego jeszcze. Ba, znaleźli się tacy poprawnościowi bojownicy, którzy wizerunek czerwonej pięści z miejsca klasyfikowali jako rasistowską symbolikę. A z drugiej strony, możesz śmiało sobie wciągnąć na grzbiet t-shirt z sierpem i młotem, albo tym pajacem w berecie i nikt ani piśnie. I że to niby nie jest kerektnes? 🙂

        Co do kerektnesowego murarstwa i ciemnogrodzianej demolki – mam zamiar do obu utrzymywać równy dystans:)

        Ad. PS:

        Wójt jest podobnież ateuszem. Jak widać, wojującym;)

  • To 1:1 jednego to chyba słynny łaazarkowy remis do przerwy. Tych wyroków bym znalazł więcej i im podobnych rzeczy. Łomżyńsie czeczeńskie okolice to też nie takie różówe. Pragne dodać, że pośród moich dawnych kolegów z pracy (wykształcenie minimalne – matura) nawet francuzi i włosi byli nazywani brudasami i moje veta w tej kwestii budziły w najlepszym razie rozbawienie;) hura.

  • Skoro wójt podobnież jest ateuszem (a kim by innym? – to zresztą w polsce standard, wójt co nie zasuwa na klęczkach) i IV RP rozpłynęła się we mgle (dziwne, u mnie jakas inna pogoda), to ja bardzo przepraszam. Pajac w berecie oczywiście gorszy od Adolfa,a pytanie o Leniana i sierpomłoty – zaadresowane nad wyraz o, o, celnie. Dziękuję, przepraszam, pozostając nader zobowiązany. Miłej dyskusji życzę. Tylko o czym, skoro wszystko jest ok, a największym złem świata poprawność, która u nas jak dyktatura nieomal. No faktycznie – całe szczęście że większych zmartwień w tej sferze nie ma, o bo jakże.

    • Co nie zmienia faktu, że Wielki Językoznawca z wąsami, a bez beretu, od Adolfa był jeszcze skuteczniejszy. Kościół to, nawet w Polsce, też nie samo zło. A polska polityczna poprawność potrafi być równiez cholernie wykluczająca dla myślących inaczej, i już są intelektualne i polityczne obszary /niewielkie wprawdzie/gdzie jest dyktatem. Ja np. sobie nie życzę ani rasistowskich łysoli i postendeckiego rozumienia patriotyzmu ani udowadniania mi jako katolikowi na każdym kroku, że jestem wstecznikiem, hipokrytą, homofobem, ciemnogrodem, że Kościół to absolutne imperium zła, każdy kapłan jest drugim Rydzykiem, a każdy wójt ministrantem.

    • @ Yarrek:

      Nie wiem za bardzo, czemu się dąsasz. Nie wiem, czy wójt-ateusz to norma. Nie znam osobiście jakiegoś multum wójtów, ale z tych, z którymi do tej pory miałem styczność, chyba tylko jeden robił wrażenie, jakby stanowił li tylko przedłużenie i tak skądinąd długich rąk księdza proboszcza. Zresztą, wydaje mi się, że właśnie na tym bardzo lokalnym szczeblu demokracji kwestie światopoglądowo-wyznaniowe stają się coraz mniej istotne. Coraz mocniej za to liczy się to, jak bardzo dany wójt jest obrotny, czy zorganizuje kasę na drogi, czy utrzyma w gminie gimnazjum, itepe, itede.
      Nie wiem, sakramencko dawno nie byłem we Wrocławiu, ale jakoś trudno mi uwierzyć, że to właśnie stolica DŚ pozostaje ostatnim bastionem IV RP. To już przecież nawet u mnie na północnym wschodzie, tradycyjnej ostoi kaczyzmu, co nieco się przejaśniło:)
      Dalej, oczywistą oczywistością jest, że Che to inny kaliber, niźli Adolf. Ale gdyby tak ktoś zechciał publicznie eksponować (np. właśnie na osobistym torsie) podobiznę – nie przymierzając – Rudolfa Hessa, to przecież nie spotkałby się z masowym poklaskiem, prawda? Natomiast w dyskusje o tym, czy bardziej zbrodniczy system symbolizuje swastyka, czy jednak sierp i młot, wolałbym się nie plątać, bo to przecież iście akademicki spór.
      Wreszcie, nikt tu nie stwierdził, że panuje u nas masowy dyktat politpoprawności (choć z tymi lokalnymi przejawami Jacek ma recht), ani nie uznał kerektnesu za największe zło całego świata. Doprawdy nie rozumiem, po co Ci takie „argumenty”.

  • Tak. Porównanie Che do Hessa zmienia wszystko.
    Nie jesteś spir okurą – to nie dąsy, tylko typowe dla komunofaszystów spod znaku sadystycznego mordercy Guevary histeryzowanie. Przede wszystkim o ile dobrze widze – przeprosiłem i przyznałem wam rację. Więc o co chodzi? Jak to napisał morderca Pablo Neruda: „Jest wiosna! Wszyscy są bohaterami!”:)

  • Bardzo dobry artykuł ,po raz pierwszy widzę Polaka opisującego
    problem w 100 % obiektywne .Bez strach i lęku znającego problem od samej kuchni .Dobrze jest wiedzieć ,że są ludzie nie poddający się lękom ,podziałom i dyskryminacji .
    Myślę ,że problemy społeczności muzułmańskiej w krajach takich jak Wielka Brytania czy Francja jest odzwierciedleniem tych ogromnych społeczności .W wielkich miastach w Londynie czy stolicy Francji życie ma charakter wspólnotowy ,ludzie nie utrzymują kontaktów sąsiedzkich ze sobą ,jedynie małe zamknięte społeczności są widoczne .Widać tylko małe grupki Polaków ,Pakistańczyków ,lub Hindusów bardzo często żyjących w dość zamkniętych enklawach .

Zostaw odpowiedź do Maciej Piatek